Ja na to patrzę jak na pewne zjawisko społeczne, bo aspekt religijny jest wbrew pozorom wtórny w stosunku do tego wydarzenia. Od dawna mnie martwi, że to, czego doświadczamy w przestrzeni publicznej, jest oparte na skrajnym antagonizmie. Politycy od dawna upatrują w tym skuteczną metodę prowadzenia polityki i stają się w tym coraz bardziej bezczelni.
Z o. Pawłem Gużyńskim, dominikaninem, rozmawia Katarzyna Piotrowiak
Od wydarzeń w Kielnie minęło kilka tygodni, sprzed szkoły zniknęły pikiety skrajnej prawicy i wydaje się, że emocje są bardziej stonowane. Jak Ojciec ocenia polityczne wzmożenie wokół tego, co wydarzyło się w tej szkole?
– Niektórzy politycy są gotowi wykorzystać bezwzględnie i cynicznie każdą sytuację, aby promować swoje przekonania, poglądy i udowadniać, że to oni mają rację. Jeżeli da się wpleść propagandę partyjną w społeczny odbiór jakiegoś wydarzenia, to oni na pewno spróbują to zrobić. Wykorzystają różne sytuacje, żeby pokazać, że to właśnie ich ocena rzeczywistości jest słuszna. I cokolwiek by to było, oni się tego uczepią, nie zwracając uwagi ani na konsekwencje, ani na to, co między ludźmi rzeczywiście się wydarzyło.
W mojej ocenie w tym wypadku również mieliśmy do czynienia z wulgarną próbą wykorzystania tej sytuacji do celów politycznych.
To nie jest nowe zjawisko, a jednak podzieliło obserwatorów, nie tylko ze względu na aspekt religijny.
– Ja jednak na to patrzę jak na pewne zjawisko społeczne, bo aspekt religijny jest wbrew pozorom wtórny w stosunku do tego wydarzenia. Od dawna mnie martwi, że to, czego doświadczamy w przestrzeni publicznej, jest oparte na skrajnym antagonizmie. Politycy od dawna upatrują w tym skuteczną metodę prowadzenia polityki i stają się w tym coraz bardziej bezczelni. Bez jakichkolwiek oporów są gotowi mówić najróżniejsze rzeczy, nawet tak straszne jak powątpiewanie w Holokaust. Nasze społeczeństwo nie jest społeczeństwem obywatelskim i na tyle świadomym, by potrafiło sprawnie dać temu odpór. Łatwo poddaje się tego typu manipulacjom. Zamiast wyznaczyć politykom granice, przypomnieć, gdzie one przebiegają, społeczeństwo staje się, niestety, częścią takich działań.
A jeśli spojrzeć na to z perspektywy chrześcijańskiej?
– Jeżeli spojrzę na to z perspektywy religijnej, jako duchowny, to oczekiwałbym zupełnie innej reakcji ludzi w Kielnie.
Jakiej?
– Przede wszystkim najpierw fakty, ustalenie tego, co się stało, czyli porozmawianie z ludźmi. Następnie próba zrozumienia interakcji społecznej, a dopiero potem wyciąganie wniosków. A tutaj emocje, emocje i jeszcze raz emocje…
Nauczycielka miała wyrzucić krzyż do kosza – taki był przekaz, ale nawet po tylu dniach od nagłośnienia sprawy i opublikowania przez różne media zdjęcia udostępnionego przez policję nie wyjaśniono, o co chodzi. Tymczasem jest to prawdopodobnie element halloweenowego przebrania. Czy Ojciec widział to zdjęcie i czy może jednoznacznie stwierdzić, co na nim widzimy?
– Tak, znam to zdjęcie. Jest to jakiś rekwizyt wyprodukowany w konkretnym celu. I tenże rekwizyt został podniesiony do rangi symbolu religijnego, symbolu czci, co było zupełnie nieuprawnione. Co gorsza, wokół tego zrobił się szum i wiele interpretacji zostało dołożonych do tego w sposób zupełnie nieuprawniony i wbrew faktom. Mając na myśli całą tę sytuację, użyłem nawet w mediach słowa „tragifarsa”. Bo tak jest!
Gdyby ludzie ustalili, co zaszło między nauczycielką i uczniami, co kto zrobił i powiedział, gdyby podeszli do tego, jak należało, to sprawa powinna zostać rozwiązana bez żadnego szumu i rozgłosu.
(…)
Publikujemy obszerny fragment wywiadu, który ukazał się w Głosie Nauczycielskim nr 5-6 z 4-11 lutego 2026 r. Całość w wydaniu drukowanym i elektronicznym (https://e.glos.pl/#e-wydania)
Fot. Archiwum prywatne
