Od lat walczymy o standaryzację naszego zawodu, o to, by w rozporządzeniu zapisano, że etat nauczyciela bibliotekarza jest powiązany z takimi wskaźnikami jak liczba uczniów, liczba przydzielonych zadań itd. Obecnie nie ma takiego aktu prawnego. Kiedyś istniało rozporządzenie dotyczące standardów naszej pracy, ale przestało obowiązywać w 1999 r. Od tego czasu organy prowadzące albo posiłkują się własnymi wytycznymi, albo próbują to inaczej regulować. A wiadomo, że jeżeli brakuje środków na prowadzenie szkół, to samorządy zaczynają oszczędzanie od nauczycieli bibliotekarzy.
Z dr Renatą Sowadą, przewodniczącą Sekcji Bibliotekarskiej w Oddziale ZNP w Częstochowie, rozmawia Jarosław Karpiński
Niedawno poznaliśmy wyniki badań ankietowych*, z których wyłania się dość przygnębiający obraz warunków pracy nauczycieli bibliotekarzy. Są wykorzystywani do różnych zadań specjalnych w szkołach, to na nich się oszczędza i oni w pierwszej kolejności padają ofiarą cięć etatów. Jaki jest największy problem całego środowiska?
– Myślę, że największym problemem, z jakim mierzy się nasze środowisko, jest nierówność traktowania w stosunku do innych nauczycieli. Nie mamy określonych standardów pracy, mamy za to najwyższe pensum, które wynosi 30 godzin tygodniowo. A to przekłada się na kolejną niesprawiedliwość, bo kiedy idziemy na doraźne zastępstwo albo mamy godziny ponadwymiarowe, to wynagrodzenie za każdą taką godzinę wynosi 1/30 pensum, a nie 1/18, jak w przypadku zdecydowanej większości nauczycieli.
Nawet jeśli mamy uprawnienia np. do nauczania języka polskiego i idziemy na zastępstwo za polonistę, to płaci się nam według zaszeregowania nauczyciela bibliotekarza. Jesteśmy nauczycielami i powinniśmy być traktowani jak inni, a tak nie jest.
Co można zrobić w tej sytuacji?
– Od lat walczymy o standaryzację naszego zawodu, o to, by w rozporządzeniu zapisano, że etat nauczyciela bibliotekarza jest powiązany z takimi wskaźnikami jak liczba uczniów, liczba przydzielonych zadań itd. Obecnie nie ma takiego aktu prawnego. Kiedyś istniało rozporządzenie dotyczące standardów naszej pracy, ale przestało obowiązywać w 1999 r. Od tego czasu organy prowadzące albo posiłkują się własnymi wytycznymi, albo próbują to inaczej regulować. A wiadomo, że jeżeli brakuje środków na prowadzenie szkół, to samorządy zaczynają oszczędzanie od nauczycieli bibliotekarzy.
Jak organy prowadzące regulują pracę nauczycieli bibliotekarzy?
– Tutaj jest spora dowolność. W różnych samorządach mamy różne wytyczne. W gminach wiejskich ogólnie jest przyjęty standard związany z liczbą uczniów w szkole, ale wymiar czasu pracy zazwyczaj ustala się na pół etatu, czyli biblioteka funkcjonuje w wymiarze 15 godzin tygodniowo. Łatwo więc policzyć, że maksymalnie są to trzy godziny dziennie. W natłoku różnych obowiązków dostęp ucznia do biblioteki jest więc mocno utrudniony.
Nasz organ prowadzący proponował, żeby jedna godzina pracy nauczyciela bibliotekarza przypadała na 13 uczniów. Po negocjacjach prowadzonych m.in. przez prezesa oddziału ZNP i wysyłaniu pism, zgodził się zejść do 12 uczniów. W dawnych standardach pierwszy etat nauczyciela bibliotekarza przypadał na 300 uczniów, a jedna godzina na 10 uczniów.
Ale obecnie nie ma ogólnych standardów, więc organy prowadzące ustalają własne przeliczniki. Rozumiem, że jest niż demograficzny, ale zmienia się też funkcja biblioteki, mamy wiele nowych zadań, które kosztują nas dużo pracy.
Dzisiaj nauczyciel bibliotekarz to niemal człowiek instytucja.
– Tak. Przede wszystkim rozwijamy kompetencje czytelnicze i informacyjne uczniów. Nauczyciele bibliotekarze to bardzo dobrze wykształcona kadra, która jest na bieżąco z nowymi technologiami, więc w zakresie naszych obowiązków pojawiają się rozliczne działania: od prowadzenia stron internetowych i mediów społecznościowych szkół, przez analizy związane z prowadzeniem e-dzienników, administrowanie różnymi platformami, nadzorowanie przygotowania różnych dokumentów, ich drukowanie, laminowanie, aż po reprezentowanie szkoły w akcjach na zewnątrz, nie tylko związanych z czytelnictwem.
Potrafimy zaangażować się w wiele różnych działań i poświęcamy im wiele serca, ale musimy też mieć czas na prace biblioteczno-techniczne. Tę pedagogiczną musimy wykonać, bo to jest praca z dzieckiem, to mamy jeszcze dużo zadań związanych z przygotowaniem książek dla uczniów, z tym, żeby je odpowiednio zewidencjonować i przekazać do rąk czytelnika.
Na Waszych barkach jest też dystrybucja podręczników.
– Tak. To jest dodatkowa bolączka, jeżeli chodzi o szkoły podstawowe. Pomijam zadania ściśle biblioteczne, ale nauczyciele mają ogrom pracy z rozpakowaniem, wypakowaniem, dźwiganiem bardzo ciężkich paczek. I to oczywiście wiąże się i będzie się wiązało się z chorobami zawodowymi. Zwracamy uwagę, że oprócz problemów z głosem mogą się pojawić problemy z kręgosłupem. To może być następstwo tej naszej „działalności” podręcznikowej.
Wydaje się, że 30 godzin pensum miesięcznie po 60 minut, czyli średnio sześć godzin dziennie działalności biblioteki, to jest dużo na różne działania, ale musimy mieć przecież czas na pracę z czytelnikami. Zajęć dodatkowych, niestety, przybywa z roku na rok. Staramy się nie odmawiać, ale one często dezorganizują działalność bibliotek. A jeśli zdarzy się nagłe zastępstwo? Wtedy też nie możemy odmówić, bo opieka nad dzieckiem jest priorytetem. A jeżeli organ prowadzący dąży do zmniejszenia wymiaru pracy biblioteki, np. do pięciu godzin czy nawet jednej godziny w tygodniu – bo są i takie przypadki – to sytuacja staje się rozpaczliwa.
Czy coś zmieniło się w kwestii doraźnych zastępstw po ostatniej dużej nowelizacji Karty Nauczyciela? Skończyły się nadużycia?
– ZNP bardzo intensywnie walczył, żeby te zastępstwa nie były bezpłatne, bo to też powodowało gorsze traktowanie nauczycieli bibliotekarzy. Żaden inny nauczyciel w czasie swojej lekcji nie pójdzie na zastępstwo, a my w trakcie wykonywania obowiązków często musieliśmy brać je nieodpłatnie.
W tej chwili, jak słyszę, do takich sytuacji dochodzi tylko sporadycznie. Mamy więcej godzin płatnych, ale wiąże się to z tym, że nauczyciel bibliotekarz musi zostać po 30 godzinach swojej pracy, żeby odpracować zastępstwo, które przytrafiło się w czasie realizowania przez niego pensum.
Dyrektorzy, szukając zastępstwa w szkole, częściej zwracają się do bibliotekarza niż do innego nauczyciela ze względu na mniejsze koszty, bo chodzi o wynagrodzenie liczone od 1/30 pensum. Dlatego zastępstw mamy naprawdę dużo, więc wielu nauczycieli bibliotekarzy nawet nie jest w stanie ich zrealizować czy odpracować bez uszczerbku dla własnych obowiązków.
Nasz patronat. To już dziś! Narodowe Czytanie 2025 w Częstochowie „Twórczość Jana Kochanowskiego”
Spotkała się Pani z jakimś drastycznym przejawem niesprawiedliwości w traktowaniu nauczycieli bibliotekarzy?
– Podam przykład. W sierpniu przychodzą nowe podręczniki, trzeba je przygotować i wydać. Znam osoby, które pracę nad opracowaniem podręczników, a co za tym idzie nowy rok szkolny, zaczynają już w pierwszym tygodniu albo w połowie sierpnia kosztem urlopu. To jest rażące nadużycie. Przecież mamy ten sam wymiar urlopu co poloniści czy matematycy.
Zgodnie z art. 64 ust. 2 Karty Nauczyciela w czasie trwania urlopu wypoczynkowego, czyli w okresie ferii zimowych i letnich, dyrektor może wezwać nauczyciela do szkoły w celu wykonania czynności związanych m.in. z przygotowaniem nowego roku szkolnego. Ale łączny czas wykonywania takich poleceń nie może przekroczyć siedmiu dni w roku kalendarzowym.
W dużej szkole nie da się przygotować w tym czasie podręczników, więc dyrektorzy często wymagają od nauczycieli bibliotekarzy, żeby poświęcali swoje urlopy. Te obowiązki powinny być rozłożone bardziej sprawiedliwie, ale tak nie jest. Niestety, błąd popełniają także sami nauczyciele, którzy się na to godzą, tym bardziej że nikt im później nie odda tego urlopu. Szanujmy i siebie, i naszą pracę.
(…)
Jaka jest rola współczesnej biblioteki szkolnej?
– Ta rola się zmienia, ale jedno pozostaje niezmienne. Mamy za zadanie przygotować ucznia do życia, wyposażyć go w fundamentalne kompetencje. To jest umiejętność czytania, rozumienia tekstu, umiejętnego korzystania i weryfikowania informacji. Tego musimy nauczyć. I ta sprawczość jest wpisana w reformę „Kompas Jutra”, która będzie też realizowana w bibliotece.
Biblioteka jest dziś centrum życia szkoły, ale jest też miejscem, gdzie dziecko przychodzi się wyciszyć. Jest to więc nie tylko strefa lektury, wiedzy, ale również strefa relaksu czy odpoczynku. Jeśli dziecko przezywa jakieś trudności, może też skorzystać z funkcji biblioterapeutycznej. Ta funkcja jest dziś szczególnie istotna. Samo pomieszczenie biblioteki jest oazą, która daje poczucie bezpieczeństwa.
(…)
Dziękuję za rozmowę.
*Diagnoza środowiska nauczycieli bibliotekarzy – raport z badań ankietowych jest dostępny w całości na stronie Okręgu Śląskiego ZNP:
Przedstawiamy skróconą wersję rozmowy opublikowanej w Głosie Nauczycielskim nr 20-21 z 20-27 maja br. Całość w wydaniu drukowanym i elektronicznym (e.glos.pl)
Fot. Archiwum prywatne