Zmiany na naszej planecie wymagają szerszego spojrzenia. Kiedy omawiam otwornice, z których zbudowane są pokłady kredy, czytam uczniom wiersz naszej wspaniałej noblistki Wisławy Szymborskiej, a konkretnie jeden fragment: „I oto mam przed sobą / dwa widoki w jednym: / żałosne cmentarzysko / wiecznych odpoczywań, / czyli zachwycające wyłonione z morza, / lazurowego morza białe skały, / skały tu są, ponieważ są”.
Z Tomaszem Ordzą, Nauczycielem Roku 2026, nauczycielem biologii, chemii i edukacji zdrowotnej w Szkole Podstawowej im. Kazimierza Nowaka w Dąbrówce (woj. wielkopolskie), rozmawia Katarzyna Piotrowiak
7 października tytuł Nauczyciela Roku 2026 trafił do Pana rąk. Jak minął Panu czas od Gali na Zamku Królewskim w Warszawie? Jak powitała Pana szkoła, rodzice, uczniowie, mieszkańcy Dąbrówki?
– Poczułem potężne przyspieszenie. Od chwili, w której ogłoszono wynik Konkursu spotkałem się z bardzo ciepłym przyjęciem, z samymi miłymi reakcjami. Już następnego dnia w szkole, rada rodziców przyniosła mi kwiaty. Pan dyrektor gratulował na specjalnym apelu szkolnym, podczas którego przekazałem nagrody dla uczniów, powiedziałem im co ich czeka i jakie mamy możliwości dzięki Konkursowi.
Byłem zaproszony na centralne obchody Dnia Edukacji Narodowej w kancelarii premiera, a także na nasze gminne uroczystości. Spotkałem się również z wojewodą wielkopolską. Wszędzie odbierałem słowa uznania. To było niezwykle przyjemne i zobowiązujące.
Czuje się Pan rozpoznawalny?
– Oj tak! Jak idę lasem na codzienny spacer, po drodze zatrzymują mnie różne osoby i mówią ciepłe słowa. Widzę wiele uśmiechów. Raz, na wycieczce szkolnej, przy stacji benzynowej starszy mężczyzna otworzył okno w samochodzie i krzyknął: „To Pan jest tym Nauczycielem Roku?! Ja Panu gratuluję”. Tak! To wszystko czasami mnie onieśmiela, ale pozostaję sobą.
W zawodzie jest Pan od 14 lat. Kiedy Pan poczuł bakcyla nauczycielskiego?
– Bardzo szybko, bo od najmłodszych lat zawsze chciałem być nauczycielem. To było marzenie, które czasami tłumione było innymi pragnieniami. Myślę o moim wykształceniu. Równolegle do studiów biologicznych o specjalności ekologia i zarządzanie zasobami przyrody, po licencjacie zrobiłem dwie podyplomówki, które otworzyły mi drogę do pracy w szkole.
Mogę się spełniać w dwójnasób. Jestem nauczycielem, który ucząc biologii, chemii i edukacji zdrowotnej realizuje się w kilku życiowych pasjach. Jestem ekologiem i nauczycielem.
Bardziej nauczycielem czy ekologiem?
– Jedno przenika drugie. Moje podejście do edukacji jest bardzo złożone. Bycie nauczycielem i ekologiem daje mi możliwość innego spojrzenia na nasz zawód, z pewnego dystansu. Na to nakłada się edukacja globalna, środowiskowa i klimatyczna oraz moja rola jako nauczyciela szkoły podstawowej.
Jako nauczyciel science otwieram wrota uczniom do światów, które przeminęły, ale też staram się im pokazać, że antropocen to nie wymysł, i że tak naprawdę mamy ogromny wpływ na to jak zmienia się nasza planeta. Jesteśmy w kluczowym momencie jako gatunek…
Gatunek ery plastiku… To trafia do uczniów?
– Jestem przekonany, że pozostawimy po sobie wiele trwałych zmian, choćby w postaci plastiku. Wyjaśnienie tego dzieciom nie jest proste, ale już dawno doszedłem do wniosku, że nie wystarczy otworzyć podręcznik i realizować podstawę programową, żeby o tym rozmawiać z najmłodszymi. Zmiany na naszej planecie wymagają szerszego spojrzenia. Kiedy omawiam otwornice, z których zbudowane są pokłady kredy, czytam uczniom wiersz naszej wspaniałej noblistki Wisławy Szymborskiej, a konkretnie jeden fragment: „I oto mam przed sobą / dwa widoki w jednym: / żałosne cmentarzysko / wiecznych odpoczywań, / czyli zachwycające wyłonione z morza, / lazurowego morza białe skały, / skały tu są, ponieważ są”.
Wiersz „Otwornice” zaczyna się od słów: „No cóż, na przykład takie otwornice. / Żyły tutaj, bo były, a były, bo żyły”. Ten wiersz natchnął jedną z badaczek, która u wybrzeży Francji odkryła nowy ich gatunek i nazwała go Cyrea szymborska. I tak nazwisko poetki zostało uwiecznione również w zoologii. Szymborska była świetnym przyrodnikiem wśród poetów.
– Te otwornice są teraz częścią skały. Dlatego czytam dzieciom na lekcji ten wiersz. Chcę im pokazać, że z geologicznego punktu widzenia, nasze życie stanowi równie niewielki fragment życia na planecie Ziemia co te otwornice. W edukacji biologicznej i środowiskowej nie chodzi tylko o to, żeby dzieci znały poszczególne ery i gatunki, ale żeby rozumiały, dlaczego powinniśmy się troszczyć o planetę. Trzeba ucznia zachęcić, aby chciał żyć w otoczeniu jak najpiękniejszym, nie zniszczonym i nie zdegradowanym.
W jednym z wystąpień powiedział Pan o swojej pracy w szkole: „Zatrzymaliśmy słońce na cały rok szkolny w klasie”. Niech Pan to wyjaśni.
– Ogrody hydroponiczne to kolejny element mojego nauczycielskiego i ekologicznego planu. Pojawił się w momencie, kiedy pomyślałem, żeby podnieść swoje kompetencje zawodowe w ramach programów eTwinning i Erasmus. Tak się składa, że od lat kontynuuję partnerstwo z szkołą z Barreiro w Portugalii. Tak jak o naszej mówi się szkoła w Dąbrówce pod Poznaniem, tak o nich mówi się szkoła w Barreiro pod Lizboną. Łączy nas 10 lat stałej i niezwykle owocnej współpracy, na tyle długiej, że przy okazji spotkań mówimy i patrzymy na siebie jak na crazy teachers.
U Marii i Heleny* w Barreiro zobaczyłem z bliska ogród hydroponiczny. Od razu zamarzyłem, żeby mieć coś takiego w szkole. Nie mówiąc mi nic, Helena i Maria zapakowały ogród hydroponiczny do walizek, wsiadły w samolot, przyleciały do Poznania i przywiozły wszystko wraz z siewkami wyhodowanymi przez swoich uczniów. Na lotnisku w Poznaniu powiedziały, że one są teachers z Portugalii i jadą z tym do szkoły w Dąbrówce. Kiedy pojawiły się z pakunkami w szkole powiedziały tylko: „Teraz możecie otworzyć paczkę od nas”. Otwieramy a tu surprise! Złożyliśmy urządzenia, dodaliśmy sole mineralne, uczniowie przygotowali roztwory. Rośliny do dzisiaj pięknie rosną. Jedyną rzeczą w jaką musieliśmy się zaopatrzyć było specjalistyczne oświetlenie, bo jeśli chodzi o nasłonecznienie to różnica między krajami jest ogromna, co widać zwłaszcza zimą.
Gdzie jest ten ogród?
– W klasie przy mojej tablicy, między parapetem a układem okresowym pierwiastków. Czasami słychać, jak woda kapie. Uprawiamy sałatę, buraki, rukolę, rzodkiewki, bazylię. Stawiamy na liściodajne rośliny, żebyśmy mogli z nich przygotować pesto party albo sałatkę party. Zjadamy co urośnie i przy okazji dzielimy się doświadczeniami ze Szkołą Podstawową im. Marii Skłodowskiej-Curie nr 2 z Nowego Tomyśla, gdzie od roku mają swój ogród hydroponiczny. Staliśmy się mentorami dla kolejnej szkoły we wdrażaniu tej innowacji i mamy wspólne warsztaty za sobą, i pewnie wiele kolejnych przed nami.
(…)
23 państwa zaangażowane w międzynarodowe projekty; 2 tys. uczniów i 130 nauczycieli włączonych w inicjatywę The Blue Planet; 280 uczniów, 25 nauczycieli i ok. 700 członków społeczności szkolnej realizującej projekt BIRDnet; ponad 2,7 tys. uczestników konkursu „Science – lubię to!”; ponad 20 międzynarodowych spotkań tylko w ciągu ostatnich trzech lat współpracy projektowej. Te liczby dotyczą tylko niektórych Pana aktywności. Do tego współpraca z Science on Stage Poland i Science on Stage Europe, a także Network of European Blue Schools. Ta lista jest znacznie dłuższa. Angażuje się Pan w to wszystko bardziej dla siebie czy dla uczniów?
– W pewnym momencie poczułem, że trzeba wkraczać na coraz to nowe ścieżki rozwoju. Nauczyciel jest zawodem bardzo wymagającym, więc nie mogę zatrzymać się na jednym pomyśle. Stąd często te projekty ekologiczne, środowiskowe, klimatyczne bazują na współpracy z kilkoma krajami. Zaletą takiego rozwiązania jest to, że wzajemnie dostarczamy sobie inspiracji, które potem wykorzystujemy w swoich szkołach. W praktyce wygląda to tak, że kończąc projekt prosimy uczniów o wypełnienie ankiet we wszystkich krajach. Pytamy ich co im się podobało a co nie. I z tych odpowiedzi rodzą się kolejne tematy i pomysły do współpracy. Trochę to przypomina zarzucanie wędki z przynętą. Poprzez wpływ na realizację projektu zgodnie z wynikami ankiety, uczniowie mają poczucie demokracji także w szkole, a my nauczyciele zyskujemy potrzebne nam wytyczne do dalszych działań. Bo nauczyciele wiedzą jak trudno jest czasem dogadać się przy realizacji projektu w jednej szkole, a nam się to udaje w ramach szkół, które werbujemy w kilku krajach.
Czasami szkoły dzielą tysiące kilometrów. W jaki sposób Pan je „wyławia”?
– Same się chętnie zgłaszają poprzez platformy edukacyjne, na których ciągle jestem aktywny. Tu muszę dodać, że taka współpraca się udaje tylko przy wysokim zaangażowaniu wszystkich stron. Inaczej to nie wypali.
Co jest tą platformą porozumienia?
– Głównie eTwinning, który obecnie jest częścią ESEP – Europejskiej Platformy Edukacji Szkolnej. Mówię o tym, bo jeśli mamy pomysły to nie trzeba daleko szukać, żeby je rozpowszechnić. I nie musimy daleko szukać, jeśli chcemy się czegoś dowiedzieć. Wystarczy się usieciowić a partnerów do projektu szybko znajdziemy m.in. poprzez forum partnerskie. Tak 10 lat temu poznałem Marię i Helenę z Portugalii, i co roku realizujemy wspólnie projekt. Widzieliśmy się w Dąbrówce kilka tygodni temu. Przyjechały, żeby spotkać się również z uczniami z Nowego Tomyśla. Obecnie realizujemy szeroką agendę Ocean Literacy pod Network of European Blue Schools. To świetny projekt, który bazuje na dwukierunkowej relacji między człowiekiem a zasobami oceanu.
Ocean jest daleko od Dąbrówki…
– Dlatego wyjaśniamy uczniom czym jest efekt motyla… Podnosimy świadomość morską, ekologiczną, wchodzimy głębiej w tematy, tylko pozornie od nas odległe.
Kiedy uczeń zaczyna rozumieć, że degradacja środowiska i problemy klimatyczne mają wymiar globalny?
– Jestem ogromnym zwolennikiem budowania kultury ekologicznej, bo uważam, że minął już czas na mówienie o budowaniu świadomości ekologicznej i środowiskowej. Jak widać nie zmieniliśmy swoich przyzwyczajeń, nadal mamy te same problemy z niszczeniem siedlisk gatunków chronionych czy z zanieczyszczeniami wody. W jednym z ostatnich projektów bohaterami naszych badań były chomik europejski, ryś iberyjski czy węgorz wędrujący do Morza Sargassowego. Jeśli uczeń widzi, że problemy wszędzie są te same, wówczas zaczyna rozumieć, że mają one wymiar globalny.
Robimy to w prosty sposób, bo wcale nie wsiadamy do samolotu, żeby znaleźć się nad Oceanem Atlantyckim. Po prostu wychodzimy ze szkoły, pobieramy próbki wody, kodujemy ozoboty i zestawiamy badania zrobione przez uczniów w Polsce z tymi, które zrobili uczniowie w Portugalii. Widzimy różnice, ale też to co je łączy. To już nie jest czytanie w podręczniku o problemach klimatycznych, to jest samodzielnie dochodzenie do sedna problemu. Tak powstają wspólne kampanie społeczne dotyczące np. ochrony płazów albo ochrony zapylaczy. W tym roku wzięliśmy na warsztat fokę.
O fokę w Dąbrówce też będzie trudno, ale rozumiem, że nie o to chodzi.
– „Foca-foka” to nasz kolejny autorski projekt polsko-portugalski, który narodził się podczas dyskusji na Festiwalu Science on Stage Europe w Kłajpedzie. W tej nazwie jest wszystko co jest ważne w naszych projektach i edukacji. „F” jak foka, czyli zwierzęta, „o” jak ocean, czyli woda, „c” jak cousine czyli żywność i kuchnia oraz „a” jak agriculture czyli rolnictwo. Projekt powiązany jest z 50-leciem Polskiej Stacji Antarktycznej im. Henryka Arctowskiego. Współpracujemy z różnymi badaczami od lat, łączymy się z nimi na żywo. Nawet w ubiegłym roku szkolnym zorganizowaliśmy połączenie z Antarktyką i badaczami ze Stacji na żywo. Uczniowie zadawali pytania naukowcom, których w normalnych warunkach nie mieliby okazji spotkać ani nawet usłyszeć. Przy okazji pokazujemy uczniom, że nasi naukowcy są w miejscach ważnych dla planety. I niedostępnych dla innych.
(…)
Pytanie czy żaba wytrzyma konfrontację z social mediami?
– Już mogę powiedzieć, że żaba daje radę. Przekonałem się wiele razy, że dzieci potrafią wyciągać wnioski i nie potrzebują do tego telefonów czy sieci. Dlatego u nas w szkole, telefony są odkładane do specjalnych szafek. Zmiana kultury uczenia to jest mój cel, a to się nie uda, jeśli nauczyciel nie będzie miał możliwości, żeby popracować inaczej, po swojemu, żeby poczuć się jak artysta w swoim zawodzie.
Pan się tak czuje?
– Tak się czuję, bo robię wszystko, żeby tak było. Dlatego apeluję do wszystkich – mówmy jak najwięcej dobrego o szkołach nie tylko wtedy gdy jest kryzys. Prosiłem już o to media w trakcie Dnia Edukacji Narodowej, bo tylko tak można wzmocnić nauczycieli. Proszę wzmacniajcie nauczycieli, bo przecież 15 proc. z nas za pięć lat będzie w wieku emerytalnym. Kto będzie uczył?
Dziękuję za rozmowę.
*Maria Robalo (Agrupamento de Escolas Augusto Cabrita) i Helena Pires (Agrupamento de Escolas de Álvaro Velho).
Przedstawiamy skróconą wersję wywiadu opublikowanego w Głosie Nauczycielskim nr 44 z 28 października br. Całość w wydaniu drukowanym i elektronicznym (e.glos.pl)
Na zdjęciu: Tomasz Ordza podczas Gali Nauczyciel Roku 2026. Fot. Rajmund Nafalski
