Nagroda dała mi mnóstwo możliwości, których wcześniej nie miałam. Poznałam wielu ciekawych ludzi, nauczycieli, z którymi mogę wymieniać doświadczenia. Ale czy to zmieniło moje podejście do zawodu? Trochę rzeczy odpuściłam, dałam sobie szansę na oddech. Konkurs zmienił moje podejście do pracy. Lepiej się czuję w tym, co robię, bo mam więcej czasu na refleksję, na przemyślenia.
Z Agnieszką Kopacz, Nauczycielem Roku 2025, nauczycielką języka polskiego i informatyki w I Liceum Ogólnokształcącym z Oddziałami Mistrzostwa Sportowego w Sopocie, rozmawia Katarzyna Piotrowiak
Minęło kilka miesięcy, odkąd została Pani Nauczycielem Roku 2025. Jak czuje się nauczyciel, który jest stawiany na piedestale, czy to jest bardziej odpowiedzialność za siebie, czy za zawód, który Pani wykonuje?
– Nagroda dała mi mnóstwo możliwości, których wcześniej nie miałam. Poznałam wielu ciekawych ludzi, nauczycieli, z którymi mogę wymieniać doświadczenia. Ale czy to zmieniło moje podejście do zawodu? Trochę rzeczy odpuściłam, dałam sobie szansę na oddech. Konkurs zmienił moje podejście do pracy. Lepiej się czuję w tym, co robię, bo mam więcej czasu na refleksję, na przemyślenia. Ale nic się nie zmieniło w podejściu do uczniów. Kiedy wróciłam z Gali Nauczyciel Roku uspokoiłam ich: „Nic się nie zmieni, będą normalne lekcje, gry terenowe, podręcznik”.
Czyli konkurs Panią wzmocnił?
– Na pewno, ale myśląc o zawodzie nauczyciela, patrzę na niego głównie przez pryzmat własnych doświadczeń. Kiedy rozmawiam o edukacji, staram się do wszystkich rozmów z mediami podchodzić bardzo szczerze. Trzeba mówić, jak jest, a nie to, co wypada powiedzieć. Staram się pokazać realne problemy nauczycieli. To jest w interesie nas wszystkich, bo w naszym zawodzie jest mnóstwo rzeczy, które są zamiatane pod dywan tylko dlatego, że nauczycielom nie wypada o wielu sprawach mówić.
O jakich sprawach nie wypada mówić?
– O tych, które dotyczą kosztów, jakie ponoszą nauczyciele, wyręczając system. Rzadko można usłyszeć nauczyciela, który mówi, że nie ma pracowni ani pieniędzy na materiały potrzebne, żeby uatrakcyjniać lekcje. Bo organ prowadzący może się obrazić, bo może się obrazić dyrektor szkoły. Sopot dba o edukację, ale takich miast jest niewiele. Wiem, bo rozmawiam koleżankami i kolegami z innych miejscowości. Już kilkadziesiąt kilometrów od Sopotu są gminy, gdzie nauczyciele nie dostają środków na codzienne działania dydaktyczne, nie mają pieniędzy na nagrody dla uczniów.
Jest duże zróżnicowanie we wsparciu szkół. I nie ma jednej rzeczywistości nauczyciela, to zrozumiałam po tych kilku miesiącach bycia Nauczycielem Roku. Wspólne jest tylko nasze poczucie, że ciągle musimy na coś zasługiwać, coś udowadniać. Wielu nauczycieli ciągle się zmaga z takim poczuciem, że czegoś nie dopilnowali, że za mało się starali. To dotyczy również mnie, dlatego w listopadzie zaczęłam podliczać czas, jaki poświęcam pracy. I wyszło na to, że w tygodniu pracuję zdecydowanie więcej niż 40 godzin.
Napisała Pani o tym w mediach społecznościowych w swoim „Cyfrowym brulionie” i rozpętała się dyskusja. Trochę się też Pani za to oberwało.
– Problem tkwi w tym, że praca w szkole to nie tylko lekcje, a mało kto to rozumie. My nie tylko uczymy. Nakłada się na nas coraz więcej obowiązków, a uczniowie potrzebują coraz większego wsparcia. Spraw pozalekcyjnych, czasu poświęconego na rozmowy z uczniami właściwie nie ma ani jak, ani gdzie odnotować. Nie mamy biura, gdzie moglibyśmy spokojnie usiąść i zliczać swoje godziny nadliczbowe, a w pokoju nauczycielskim często mamy jeden komputer. Jesteśmy skazani na to, żeby robić wiele rzeczy w domu. Ja co sobotę spędzam wiele godzin przy sprawdzianach.
Nie jest Pani pierwszym nauczycielem, który postanowił skrupulatnie podsumować czas pracy. Co Pani uzmysłowił ten eksperyment?
– Uświadomił mi, że o rzeczywistym obciążeniu nauczycieli prawie wcale się nie mówi, chyba że sami zaczynamy to robić. Mój średni czas pracy w tygodniu to dziewięć i pół godziny dziennie, ok. 47,5 godziny tygodniowo. W miesiącu 180 godzin. I to w listopadzie, kiedy generalnie jest lżej niż np. w grudniu czy marcu. Złośliwi stwierdzą, że jak mam godziny ponadwymiarowe, to powinnam proporcjonalnie więcej pracować. To od razu powiem, że nie ma ich aż tyle, aby liczbę lekcji można było tak wprost przełożyć na wzrost czasu pracy. Z której strony nie patrzeć i tak pracuję więcej. Ten listopadowy eksperyment to tylko wierzchołek góry lodowej, a przecież są jeszcze wycieczki szkolne.
(…)
Nauczyciel Roku 2026 i Nauczyciel Jutr@ – szukamy Najlepszych z Najlepszych!
Co zatem chciałaby Pani przekazać opinii publicznej?
– Skumulowałabym to wszystko w jedno zdanie, że najpierw powinniśmy przemyśleć, kim jest dla nas nauczyciel, a dopiero potem myśleć, jak stworzyć szkołę, która będzie przyjazna nie tylko dla ucznia, także dla nauczyciela.
Jako społeczeństwo nie wiemy, czy zapomnieliśmy, kim jest nauczyciel?
– Zapomnieliśmy, że są to ludzie, którzy spędzają mnóstwo czasu z dziećmi i młodzieżą. Mają ogromny wpływ na młode pokolenia. Kształtują je. Internet i AI ich w tym nie wyręczy. Gdybyśmy tylko w domach traktowali nauczycieli jak autorytet, odnosili się z szacunkiem do tej trudnej pracy, to podejście młodzieży do szkoły też byłoby inne. Zapomnieliśmy, że niezależnie od wszystkiego uczniowie zawsze będą potrzebowali obecności nauczyciela, kogoś, kto nauczy, ale też wysłucha, porozmawia i pomoże.
Zmęczony nauczyciel pracujący na dwa etaty, do tego obciążony zadaniami, które do niego nie należą, i niedoceniany finansowo, zdziała niewiele. Jeśli chcemy poprawić sytuację uczniów, poprawmy najpierw sytuację nauczycieli, dajmy im w końcu to obiecane wsparcie.
AGNIESZKA KOPACZ – Nauczyciel Roku 2025! Laur dla polonistki i informatyczki z I LO w Sopocie!
Pamięta Pani moment, kiedy odebrała statuetkę Nauczyciela Roku 2025?
– To, że jestem Nauczycielem Roku, to jest dla mnie duża odpowiedzialność. Chęć pomagania innym jest we mnie bardzo silna. Jestem jednym z wielu nauczycieli, którzy ciężko pracują w tym zawodzie od lat. Dla mnie to był niezwykle ważny moment, ale pamiętam, że niepochlebne komentarze w sieci też były.
Ale warto było?
– O tak! Warto było, polecam wszystkim! Dzięki nagrodzie udało mi się wyjść poza szkołę, poza pewien schemat myślenia. Udało mi się zobaczyć innych nauczycieli, posłuchać o tym, jak pracują. Poznać ich cudowne i odkrywcze pomysły.
Nagroda dała mi szerszą perspektywę i dystans za sprawą wszystkich tych osób, które poznałam. Zrozumiałam, że w tej pracy poznawanie innych i tego, jak pracują, jest bezcenne.
Można sprawdzić, czy to, co robimy, to jest właściwy kierunek. Już po tych kilku miesiącach widzę, że niektóre rzeczy trzeba będzie zaktualizować, a inne są dobre i warto je kontynuować. Konkurs dał mi to, czego mi dotychczas bardzo brakowało, czyli pozytywny feedback. To, że spotykamy się z innymi na różnych płaszczyznach, pozwala nam się od nich uczyć.
Zachęcam wszystkich do udziału w Konkursie, warto zaistnieć. To było i jest ważne. Bo to jest Konkurs o przyszłości. Daje sposobność, żeby zweryfikować samego siebie, zrozumieć lepiej swoją pracę i zaplanować zawodową przyszłość.
Dziękuję za rozmowę.
Przedstawiamy fragmenty rozmowy opublikowanej w Głosie Nauczycielskim nr 20-21 z 20-27 maja br. Całość w wydaniu drukowanym i elektronicznym (e.glos.pl)
Fot. Archiwum prywatne