Ludzie dobrze piszą o szkole. Aleksandra Dyla: Otrzymujemy również pochwały pod adresem nauczycieli. To coś nowego

Nie doszukuję się w tych pismach drugiego dna, bo jeżeli ktoś zadał sobie trud napisania pozytywnej opinii, nieważne w jakiej formie, to ja odbieram to jak zwykłą wdzięczność i chęć podziękowania. Myślę, że takie odruchy serca należy pokazywać, bo w naszym społeczeństwie często dużo łatwiej jest kogoś opluć jadem, niż powiedzieć dobre słowo. Uważam, że jak w szkołach dzieje się coś dobrego, to chwalenie za to nauczycieli powinno po prostu być dobrą praktyką.

Z Aleksandrą Dylą, śląską kurator oświaty, rozmawia Katarzyna Piotrowiak

Jedna z dyrektorek szkół przyznała na swoim profilu, że bardzo poruszył ją Pani występ podczas Śląskiego Kongresu Oświaty. Powiedziała Pani wtedy, że do KO trafiają nie tylko skargi i trudne sprawy, ale też pozytywne głosy rodziców na temat szkół i nauczycieli. To coś zupełnie nowego.

– W swojej karierze nie przypominam sobie takich pism i listów, a pracuję w kuratorium oświaty na różnych stanowiskach od 2007 r. i jest to mój trzeci rok na stanowisku kuratora oświaty. Gdyby takie listy przychodziły wcześniej, wiedziałabym o tym. Zauważyłabym je w tej liczbie pism, które mają związek głównie ze skargami i krytyką działań szkoły oraz nauczycieli.

Te pisma, o których wspominam również na swoim profilu, to nie są wymuszone laurki, a już na pewno nie przez nas inicjowane, jak to niektórzy próbowali sugerować. Autorami niektórych z tych listów są absolwenci szkół. Dla mnie na pewno zaskoczeniem jest to, że ktoś pomyślał, że jesteśmy również dobrą instytucją do tego, żeby pochwalić to, co dzieje się dobrego w szkole. To jest coś nowego.

Rodzice i absolwenci chwalą szkoły czy nauczycieli?

– Najczęściej listy dotyczą konkretnych nauczycieli, czasem wymienianych z imienia i nazwiska. Zdarzyło się nawet 15 pism na temat IV LO w Częstochowie, w których pochwalono grono nauczycielskie. To było podziękowanie za organizowanie dodatkowych wyjazdów i zajęć, działań, które dzieją się poza zwykłymi lekcjami. To było niezwykłe. Oprócz tych pism dotyczących jednej szkoły, dostaliśmy jeszcze 10 innych. Łącznie 25.

Co dzieje się z takimi listami? Czytacie je, a potem odkładacie na półkę?

– Myślę, że to jest jakiś przyczynek do budowania lepszych relacji. Jeśli opinie dotyczą konkretnego nauczyciela, proszę wtedy dyrektorów delegatur albo wizytatorów wspomagających, żeby skontaktowali się z konkretną szkołą, porozmawiali i podziękowali za pracę. Tak po ludzku. Po pierwsze, chodzi o to, żeby szkołę i nauczycieli w ogóle o takim fakcie poinformować.

Bo to, że takie pisma przychodzą, jest samo w sobie cudowną rzeczą. Po drugie, pracownicy kuratorium dzwonią, żeby podziękować i porozmawiać. I teraz tak sobie myślę, że będziemy być może jeszcze z tym robić coś więcej.

Ma Pani jakiś pomysł na to?

– Może warto byłoby rozpropagować na kuratoryjnym profilu takie pisma. Oczywiście potrzebna byłaby zgoda zainteresowanych. Tak rzadko się przecież ukazują pozytywne informacje na ten temat tego, co dobrego dzieje się w szkołach lub co dobrego robią nauczyciele. Myślę, że trzeba podkreślać to, że są nauczyciele, którzy zostali w jakiś sposób zauważeni przez rodziców i uczniów. Być może nie spodoba się to wszystkim, bo jednak trochę dziegciu było przy tej okazji. Mój post spotkał się ze strony niektórych osób raczej ze… słabym komentarzem. Sugerowano, że w tych pozytywnych opiniach jest jakiś udział kuratorium oświaty. Nie było w tym naszego udziału.

23 kwietnia napisała Pani, że miło było przeczytać, jak rodzic jednej ze szkół podstawowych skierował list „pełen wdzięczności i uznania dla nauczycielki, podkreślając jej ogromne zaangażowanie, pasję oraz troskę o rozwój dzieci”.

– Te listy pokazują, jak niezwykle ważne i budujące jest to, że rodzice dostrzegają codzienny wysiłek, cierpliwość, kreatywność, indywidualne podejście i serce wkładane w pracę z uczniami. Dla mnie jeszcze cenniejsze jest to, że znajdują czas, aby o tym poinformować mnie, kuratora oświaty. Chcę powtórzyć to, o czym napisałam w swoim poście – że tu chodzi nie tylko o samo uznanie, ale o przypomnienie, jak ogromną wartość ma dobra, zaangażowana edukacja. Warto mówić o dobrych rzeczach. One mają znaczenie.

W nowym Głosie: Alarmujące wyniki badania ZNP: Nauczyciele na granicy wytrzymałości! Jak długo jeszcze podołamy?

Przez lata rzadko mówiło się dobrze o polskiej szkole, więc może nie ma się co dziwić, że niektórzy do takich pism i pochwał podchodzą z rezerwą.

– Nie doszukuję się w tych pismach drugiego dna, bo jeżeli ktoś zadał sobie trud napisania pozytywnej opinii, nieważne w jakiej formie, to ja odbieram to jak zwykłą wdzięczność i chęć podziękowania. Myślę, że takie odruchy serca należy pokazywać, bo w naszym społeczeństwie często dużo łatwiej jest kogoś opluć jadem, niż powiedzieć dobre słowo. Uważam, że jak w szkołach dzieje się coś dobrego, to chwalenie za to nauczycieli powinno po prostu być dobrą praktyką.

Odzwierciedla to szerszą zmianę społeczną w postrzeganiu tego zawodu?

– Chciałabym w to wierzyć. Mam nadzieję, że niektóre nieprzyjazne komentarze, jakie pojawiły się pod moim postem, nie zniechęcą ludzi do pisania takich listów. Jak ktoś zobaczy, że został wyszydzony, to więcej nie napisze. Ja chciałam tylko pokazać, że ludzie również mówią dobrze o tym, co dzieje się w szkołach.

Czy inni kuratorzy otrzymują podobne listy, rozmawiała Pani z nimi?

– Nie rozmawiałam. Pomysł, żeby o tym powiedzieć, zrodził się spontanicznie. Bo jak się mówi o nauczycielach, to najczęściej powiela się stereotypowe opinie, że pracują 18 godzin, że tylko chcą więcej zarabiać itd. A przecież my wiemy, że ta praca wymaga od nas pewnej świętości. Mówię o nas, bo ja do końca będę się czuła nauczycielem, niezależnie od tego, gdzie teraz jestem.

W jakim znaczeniu wymaga się świętości?

– Bycia nieskazitelnym i krystalicznym we wszystkim, co się robi. Przy okazji wymaga się nie tylko efektów nauczania, ale też solidnej opieki i wychowania uczniów. I tacy nauczyciele przecież są wśród nas, czyli poświęcają się tej pracy w stu procentach. Uczą nie tylko matematyki czy języka polskiego, oni po prostu są wsparciem dla dzieci także w sprawach trudnych.

Od pewnego czasu prowadzę podcasty. Rozmawiam też z uczniami. Zrobiłam z młodzieżą chyba ze dwa – trzy odcinki. Za każdym razem słyszę o wsparciu ze strony nauczycieli. Uczniowie jednej ze szkół podkreślali, że nie byłoby wsparcia rówieśniczego i przeciwdziałania hejtowi, gdyby nie atmosfera stworzona przez nauczycieli. To jest przecież kolejny pozytywny głos, tylko tym razem wypowiedziany przez uczniów w trakcie podcastu.

Warto się bronić! Żaneta Rachwaniec, psycholożka, trenerka: Nie można pozwolić, żeby nauczyciel na każdym kroku był piętnowany

Kurator oświaty i podcasty to nowy kierunek. Z kim Pani rozmawia?

– Nie tylko z młodzieżą i dziećmi. Podczas EduTalk poruszam też tematy bardzo poważne, jak postępowania dyscyplinarne czy wyjaśniające. Staram się od podszewki opowiedzieć, jak to wygląda. Poruszam różne tematy, które mogą zainteresować nie tylko nauczycieli. Szykują się nam kolejne odcinki podcastu, które promują zdrowy tryb życia. Będziemy podejmować tematykę związaną z właściwym odżywianiem, uprawianiem sportu, aktywnym trybem życia. Pomysłów mam sporo, dopiero się rozkręcamy. Mam za sobą 10 odcinków. Jak na razie nikt mi nie odmówił udziału w nagraniu.

Dyrektorzy szkół chcą rozmawiać?

– Były w moich podcastach różne osoby, w tym dwie dyrektorki. Nie spotkałam się jeszcze z żadną odmową.

Jaki jest cel tych podcastów?

– Chcę odczarować ten trudny urząd, jakim jest kuratorium oświaty. Jako urząd KO nadal pozostaje organem kontroli, bo to jest nasze zadanie ustawowe, ale można kontrolować i… kontrolować.

(…)

A liczba skarg maleje czy rośnie?

– Niestety, rośnie. Jeśli chodzi o zgłoszenia do postępowań wyjaśniających, to tendencja jest rosnąca. Oczywiście nie wszystko, co wpływa do kuratorium, nadaje się do wszczęcia postępowania. W tej sprawie już wprowadziłam pewne zmiany, bo uważam, że nie wszystkie sprawy muszą być wszczynane. To dotyczy szczególnie sytuacji z pogranicza prawa pracy. To są skargi, które zgłaszają sami nauczyciele. Są też skargi nauczycieli na dyrektora, nauczycieli na nauczycieli i dyrektora na nauczyciela, jeśli zauważa, że naruszono prawa dziecka. Wówczas dyrektor ma obowiązek poinformować o tym rzecznika dyscyplinarnego.

A sprawy z pogranicza prawa pracy czego konkretnie dotyczą?

– Mobbingu i przesytu problemami oraz trudnej atmosfery w szkole. Takich spraw nie ruszam, to nie moja działka. Możemy się tym zająć tylko wtedy, gdy dana sprawa mogłaby wpłynąć na sytuację uczniów, na przestrzeganie praw dziecka. To się też zdarza, bo wzajemne uprzykrzanie sobie życia ma wpływ na to, co dzieje się w szkole. Takie konflikty dotyczą także sporów między uczniami i rodzicami. Wówczas bardzo silnie działamy mediacyjnie. Namawiamy dyrektorów do wprowadzenia systemu mediacyjnego, bo czasem wiele rzeczy można załatwić na poziomie szkoły. Mam na myśli np. sytuacje rówieśnicze.

Spojrzałam na post z 23 kwietnia, w którym postanowiła Pani poinformować o listach, które nie są skargami, lecz pochwałami. Jest pod nim ok. 80 serduszek i kciuków w górę. Pozytywne reakcje przeważyły nad krytyką.

– Dlatego powtarzam, że dobrze jest mówić, że ludzie dobrze piszą o szkole.

Dziękuję za rozmowę.

 Fot. Kuratorium Oświaty w Katowicach

Przedstawiamy skróconą wersję rozmowy opublikowanej w Głosie Nauczycielskim nr 25-26 z 24-30 czerwca br. Całość w wydaniu drukowanym i elektronicznym (e.glos.pl)

Nr 25-26/24-30 czerwca 2026