Małgorzata Koc: W przedszkolu najlepiej sprawdzają się grupy mieszane

Jesteśmy dopiero na początku rozumienia tej sytuacji i w tej chwili trudno jest nawet zobaczyć, jak pracuje oddział, w którym są tylko dzieci ukraińskie. Może dzieci będą w nim świetnie sobie dawać radę? A może, przy tak dużej ich liczbie, po prostu trzeba będzie je tworzyć? Na razie lepszym rozwiązaniem jest mieszanie dzieci.

Z Małgorzatą Koc, nauczycielką przedszkola z Torunia, byłą prezes Stowarzyszenia Edukacji Przedszkolnej „Inicjatywa i Twórczość”, rozmawia Katarzyna Piotrowiak

Najwięcej w kontekście obecnej sytuacji w oświacie mówi się o dzieciach ukraińskich w szkołach. Czy dzieci przybywa także w przedszkolach?

– Dzieci ukraińskie mają prawo przyjść do przedszkola i jest ich w naszych placówkach coraz więcej. W Toruniu, ale także w innych miastach, trafiają również do grup przedszkolnych, gdzie liczba polskich dzieci osiągnęła górną granicę, czyli 25. Jest jednak ogólna zgoda, żeby przyjmować dzieci ukraińskie. Z drugiej strony rzadko jest tak, żeby w grupach przedszkolnych było 100-procentowe obłożenie, zawsze jest jakaś absencja, np. chorobowa.

MEiN zwiększyło limity w oddziałach z uwzględnieniem dzieci z Ukrainy. Zgodnie z nowelizacją do oddziałów przedszkolnych może uczęszczać maksymalnie 28 dzieci. Powstają takie grupy?

– To się zdarza, ale – z tego, co wiem – zorganizowanie opieki dla dzieci z Ukrainy nie stanowi na razie problemu. Problemy są raczej z komunikacją. Języka ukraińskiego nie zna prawie nikt, młodsze pokolenie nauczycieli nie zna także języka rosyjskiego. Ja jestem z tego pokolenia, które próbuje się porozumiewać z dziećmi polsko-rosyjską mieszanką słów.

Jak prowadzi się grupy, kiedy trudno porozumieć się z dziećmi?

– Zauważyłam, że wiele moich koleżanek wydrukowało sobie proste słowniczki z prostymi zwrotami, pytaniami: czy chcesz pić, jeść, iść do łazienki itd.

Uczą się języka ukraińskiego?

– Może to za dużo powiedziane, ale muszą poznawać podstawowe zwroty, żeby zrozumieć dzieci. Inaczej trudno będzie im pomóc. Dziecko oczywiście może nam wiele rzeczy pokazać na palcach, ale trzeba pamiętać, że jest zagubione w nowym środowisku, ma też za sobą wiele przeżyć. Na razie aplikacje w telefonach wystarczają przy bieżącym tłumaczeniu prostych zdań i poleceń. Obecnie jest nam potrzebna dobra chęć, żeby pewne sprawy związane z nowym przybyszem sobie poukładać i rozwiązać w najprostszy sposób. Najważniejsze jest, aby zapewnić dzieciom psychologiczny komfort, stworzyć dobrą atmosferę, na ile jest to możliwe. My nie wiemy i pewnie się nie dowiemy, jakie przejścia mają za sobą, jednak małe dzieci łatwiej jest oderwać od ciężkich tematów, co nie znaczy, że nie przeżywają wojny tak jak ich starsi koledzy.

Jak się adaptują w Polsce?

– Jak jest zabawa, to tańczą w kółeczku, jak idziemy do parku, to trzymają się za ręce, jak jemy obiad, to siadają do stołu. Uczą się przez naśladownictwo. Z językiem też im zapewne pójdzie łatwiej niż starszym dzieciom. Dlatego nam, nauczycielom, translator w telefonie na razie wystarcza. To małe dzieci, rzadko zasypują nas pytaniami, pytają raczej: „Czy wolno?”, „Czy można?”. Nasze języki są zbliżone, więc wiele rzeczy udaje się wychwycić i bez internetowego „tłumacza”.

Przychylność nauczycieli jest ogromna. Każdy z nas rozumie, że sytuacja jest bardzo trudna. Podobnie jak inni nauczyciele jestem zdania, żeby na razie nie tworzyć, o ile to możliwe, osobnych oddziałów przedszkolnych dla dzieci ukraińskich.

Nie twórzmy gett. Nawet jeśli te grupy są liczniejsze o tych dwoje – troje dzieci, to jesteśmy w stanie nad tym zapanować.

(…)

Najmłodsze dzieci z Ukrainy obecnie są jeszcze często pod opieką matek i babć. Ale zapewne wkrótce zaczną masowo trafiać do przedszkoli.

– My, nauczyciele przedszkoli, zdajemy sobie z tego sprawę, ale trudno powiedzieć, w którym momencie to się zacznie. Na razie rekrutację na przyszły rok szkolny mamy za sobą. Czy w tej rekrutacji uwzględnione są dzieci ukraińskie jako nadprogramowe? Trudno powiedzieć. Pytań jest wiele, ale o jakichś pracach nad konkretami nie słyszałam. To jest problem dla dyrektorów przedszkoli. Braki widzimy wszędzie. Głównie kadrowe.

Brakuje psychologów?

– Tych nam brakuje od lat. Cała opieka psychologiczno-pedagogiczna, cały zamysł edukacji włączającej funkcjonuje. Potrzeby są ogromne. Dobrze byłoby mieć w przedszkolu stały dostęp do psychologa. Rzeczywistość jest jednak brutalna i jednostki samorządu terytorialnego nie mają odpowiednich funduszy. Z różnych przyczyn. Ale o tym przecież nie trzeba nawet mówić.

Potrzeby przedszkoli być może należałoby na nowo zdiagnozować. Przydałaby się większa liczba godzin terapii logopedycznej, bo tu problemy narastają.

Przyzwyczailiśmy się już, że logopeda przychodzi do przedszkola na konkretną liczbę godzin, ale to ciągle za mało jak na takie potrzeby. Nie odkryję niczego nowego, jeśli powiem, że wszystko jest uzależnione od pieniędzy, a generalnie nie ma pieniędzy na specjalistów. Psychologa być może można spotkać w placówce integracyjnej, ale w przeciętnej – bardzo rzadko.

Braki kadrowe, przepełnione – na razie gdzieniegdzie – grupy przedszkolne, wzrastająca liczba dzieci z trudnościami. Do tego dzieci ukraińskie z traumą wojenną. Jak sobie radzić?

–  Dlatego my już nawet nie mówimy, że potrzebny jest psycholog, tylko raczej asystent dla każdego nauczyciela przedszkola. Wyobraźmy sobie, że w grupie polskiej jest dziecko, które ma zaburzony rozwój emocjonalno-społeczny, jest agresywne, rzuca przedmiotami w sali i na to wszystko wchodzi dziecko z Ukrainy. To nie jest prosta sprawa.

Dyrektorzy różnie sobie radzą z brakami kadrowymi, najczęściej przyjmują osoby z interwencji z urzędu pracy. Jednak to nie są osoby, które mogą poprowadzić terapię z dzieckiem.

To są panie, które pilnują, aby to rozkrzyczane dziecko nie zrobiło innym krzywdy. Braki kadrowe to stały problem. Rotacja jest duża.

Może nauczycielki z Ukrainy mogłyby się podjąć tej pracy?

– Dlaczego nie, tylko chyba na razie nikt nie ma dostępu do żadnej bazy danych tych nauczycieli i nie wiadomo, czy są do dyspozycji. Możliwość zatrudniania ukraińskich nauczycieli w polskiej oświacie to nadal słabo rozpoznany temat. Po drugie, taka nauczycielka musiałaby znać język polski.

Wracając do oddziałów przygotowawczych – o ile w przypadku uczniów mogą się sprawdzić, o tyle w przypadku tak małych dzieci już nie?

– Jesteśmy dopiero na początku rozumienia tej sytuacji i w tej chwili trudno jest nawet zobaczyć, jak pracuje oddział, w którym są tylko dzieci ukraińskie. Może dzieci będą w nim świetnie sobie dawać radę? A może, przy tak dużej ich liczbie, po prostu trzeba będzie je tworzyć? Na razie lepszym rozwiązaniem jest mieszanie dzieci. Mali przybysze dzięki temu zyskają lepszą pomoc w zaaklimatyzowaniu się, w codziennej adaptacji do nowych warunków. Wydaje mi się, że w grupie mieszanej dziecku z traumą wojenną łatwiej jest się odnaleźć.

Nawet jeśli nie zna języka?

– Przedszkole pełni funkcje opiekuńcze. Dydaktyczna też jest, bo dziecko, nawet jak nie zna języka, to słyszy piosenki, uczestniczy w różnych inscenizacjach. Wiele zajęć, zabaw, piosenek jest zobrazowanych, nie tylko opartych na słowie. To słowo przyjdzie z czasem. Małe dziecko intuicyjnie przyswaja sobie pewne określenia, uczy się poprzez dobre emocje. I to jest dobra sytuacja, bo dziecko staje się dwujęzyczne. Oczywiście, jak rodzina ukraińska zdecyduje się zostać w Polsce na dłużej, to edukacja ich dziecka będzie musiała mieć jakieś konkretne wsparcie. Jeśli jednak mówimy o trudnych grupach, to i bez dzieci ukraińskich sytuacje bywają ciężkie. Zwłaszcza kiedy dziecko nie ma jeszcze orzeczenia czy opinii, a rodzic dopiero dojrzewa, żeby pójść do psychologa, bo wypiera problem, uważa, że dziecko z tego wyrośnie i w szkole będzie lepiej.

Nauczyciele więc dwoją się i troją, radzą sobie z różnym skutkiem. Wszystko zależy od tego, z czym dziecko się zmaga.

Czasami jest to nadpobudliwość psychoruchowa, czasami zaburzenie w sferze emocjonalno-społecznej, autyzm bądź zespół Aspergera. Tak czy inaczej trudne zachowania takiego dziecka są dodatkową traumą dla wszystkich. Chciałoby się wtedy skorzystać z pomocy pedagoga lub psychologa. Jednak taka możliwość wsparcia to wciąż rzadkość.

(…)

Dziękuję za rozmowę.

Przedstawiamy fragmenty wywiadu opublikowanego w GN nr 15-16 z 13-20 kwietnia br. Całość w wydaniu drukowanym i elektronicznym – https://e.glos.pl 

Fot. Archiwum prywatne

Zapraszamy do głosowania w naszej ankiecie:

Czy uczniowie - uchodźcy wojenni z Ukrainy powinni zostać zwolnieni z obowiązkowego egzaminu ósmoklasisty?

  • tak (73%, 1 493 głosów)
  • nie (19%, 393 głosów)
  • trudno powiedzieć (8%, 156 głosów)

Głosujących: 2 042

Loading ... Loading ...