„Pan był dziś taki zły”. Przypominamy artykuł Janusza Korczaka z 1919 r. dla naszego czasopisma

Pan dziś był zły. Bo niedomaga, bo niewyspany, bo troska materjalna, niepowodzenie rodzinne, bo przykrość służbowa, zatarg z władzą. Zły humor wychowawcy krzywdzi, szkodzi, utrudnia szczere porozumienie.

Pewne tematy wychowawcze omawiane są chętnie i przez licznych, inne – starannie unikane. Przyjemniej poznać, jak być powinno, niż zwierzać się z tego, jak jest, szczególnie gdy w braku dającego się łatwo stosować przepisu, zmuszeni jesteśmy działać niezbyt chwalebnie.

Niema szkoły, internatu, zbiorowiska dziecięcego, gdziebyśmy z ust dzieci nie słyszeli częściej lub rzadziej:

– Pan dziś był zły.

Był zły, więc nie pozwolił, był zły, więc skarcił, był zły, więc ukarał lub zagroził karą, był zły więc uderzył, był zły, więc „niesprawiedliwie”, więc w uniesieniu, więc jednemu czy wszystkim, tak czy owak, dał się wyjątkowo we znaki.

Zwykle pogodny, pobłażliwy, łagodny, dziś wyjątkowo chmurny, niecierpliwy, porywczy, surowy.

Czemu?

Bo niedomaga, bo niewyspany, bo troska materjalna, niepowodzenie rodzinne, bo przykrość służbowa, zatarg z władzą.

I nie tylko oschły, nieżyczliwy, ale wychowawca dobry, przyjaciel dziecka i jego śmiechu, pragnąc bardzo, nie zawsze zdoła opanować czy  ukryć, powiedzmy otwarcie, swego złego humoru.

Zły humor wychowawcy krzywdzi, szkodzi, utrudnia szczere porozumienie na przyszłość. Ogół dzieci przebaczy, ale tylko nieliczne wykreślą z pamięci. Te, które

przebaczyć nie chcą lub nie potrafią,

zyskują ważki argument, by podtrzymywać w gromadzie stale nieufny, niechętny czy wrogi stosunek do kierownika.

Janusz Korczak (Domena Publiczna)

Może przyszłość da nam nieszkodliwy środek dla utrzymania dobrego samopoczucia na dowolny przeciąg czasu. Nadprogramowy papieros, wypalony na intencję godziny szkolnej, jest wyrazem tęsknoty do tego nieznanego dziś środka. Waleriana czy brom-wartość wątpliwa, działanie zawodne i na krótką metę. Żywy człowiek w jego nastrojowych wahaniach, zmiennem samopoczuciu, pozostawiony jest walce z sobą i własnej wynalazczości.

Więc radźmy, a miejmy odwagę przyznać, że jest źle, nie oszukujmy dzieci ani siebie,

– Pan był zły, – istotnie: pan był zły.

Zły humor wychowawcy może dać szereg drobniejszych wybuchów lub jeden wybuch gwałtowny. Liczne grzmoty burzliwego dnia lub nagły piorun wśród pozornej ciszy. W przypadku pierwszym oberwie zlekka każdy, kto się niefortunnie nawinął, w drugim – skrupi się na jednym, albo na pewnej grupie dzieci, albo wszystkie otrzymają surową naganę. W pierwszym przypadku

mniej czujny wychowawca

nie dostrzeże nawet, lub nie przyzna bodaj wobec siebie, że był inny, niż zwykle, całkowicie przypisując winę dzieciom; po wielkiej awanturze usprawiedliwia się wykrętnie:

– Możnaby wprawdzie nieco łagodniej, aleć ostatecznie nic się złego nie stało. Już dawno należało podkreślić, przypomnieć, ukrócić, doprowadzić kogoś lub coś do porządku. – Nazbierało się, – znów będzie spokój na czas pewien.

Zły humor jakgdyby nie szkodził, a przeciwnie, ułatwia, pomaga.

Tu zahaczamy o zagadnienie najboleśniejsze. Oto musimy dzieciom bezustannie i wiele wybaczać, bo nasze żądania są niewykonalne. Żądamy, by dzieci jednakowo odnosiły się i stale szanowały nasze nakazy i zakazy, gdy to jest niemożliwe. Dzieci broją,

dzieci się wyłamują,

dzieci walczą z nami uparcie, zmuszają do ustępstw, każde w inny sposób i w innych granicach zdobywa wyjątkowe prawa, – i nie chcąc bezustannie a bezskutecznie zrzędzić, nie mogąc bezustannie karać, – tolerujemy istniejący stan rzeczy do czasu, gdy – „ucho dzbana się urwie”.

Generalna awantura niestety pomaga, – dzieci się boją; żyją wspomnieniem wczorajszej w trwożnym oczekiwaniu jutrzejszej. Tem skrzętniej prowadzą badania, rzekłbym, meteorologiczne, dochodzą w nich do mistrzostwa. Wychowawca niekiedy łatwiej pomyliłby się w ocenie swego humoru, niż one.

– Pan zły, trzeba się mieć na baczności.

A więc:

  1. Oberwał niewinny, niemość ostrożny, niemość przewidujący, niemość przezorny.
  2. Oberwał, bo nawet w obliczu niebezpieczeństwa nie mógł się pohamować.
  3. Oberwał, choć unikał, choć czynił wysiłki, choć tym razem był właśnie najzupełniej w porządku.

Gniew dzieci, oburzenie, jątrzące poczucie bezradności wobec doznanej krzywdy.

Pruska szkoła pokusiła się o rozwiązanie bezsprzecznie trudnego zadania, dała nauczycielowi linję i orzekła:

– Bij bez gniewu, bij jak maszyna.

Stała się rzecz potworna:

– Wolno bić. Należy bić.

Więc nauczyciel bił, gdy cieszył się dobrem samopoczuciem, bił za wszystko zawsze i każdego; a gdy był zły, katował. Bił wszystkie dzieci, katował wyjątkowe, które nie ulegały linji, bo nie mogły.

Linja wytworzyła złudzenie, że rozwiązano zadanie, uprawniła samowolę, rozleniwiła nauczyciela, odebrała mu potrzebę twórczej walki z własną niemocą i niemocą dziecka, oddała bezbronne dziecko bezpowrotnie na pastwę zmiennych humorów wychowawcy, znieprawiła szkolnictwo ludowe.

Sądzę, że miast dawać recepty, należy zapytać wychowawców-praktyków, jak sobie radzą. Wiemy, jak być powinno, musimy wiedzieć, jak jest.

– Pan był dziś zły, – jedno z najcięższych oskarżeń, które każdy z nas słyszy z ust dzieci.

Janusz Korczak

Od redakcji: Przypominamy artykuł pierwszego (jeszcze nieformalnego) rzecznika praw dziecka w Polsce – Janusza Korczaka – opublikowany na łamach Głosu Nauczycielskiego 102 lata temu, w numerze 6 z lutego 1919 r. (Głos był wtedy miesięcznikiem). Chcemy nie tylko pokazać, że na naszych łamach od początku istnienia pisma gościliśmy znakomitych autorów, ale również, że zawsze misją Głosu było troszczyć się zarówno o sprawy nauczycieli, jak i sprawy uczniów. Warto podkreślić, że już 100 lat temu, i to piórem Janusza Korczaka, Głos Nauczycielski zdecydowanie sprzeciwił się stosowaniu kar cielesnych wobec dzieci. Dziś na szczęście (!) piętnowana przez Doktora „linija” odeszła w przeszłość. Aktualne są za to inne zalecenia autora, np. takie, by z empatią podchodzić do uczniów i szanować to, jak radzą sobie wychowawcy praktycy (zamiast dawać im recepty). Nadal prawdziwe jest też to, że „pewne tematy wychowawcze omawiane są chętnie i przez licznych, inne – starannie unikane”.

Pisownia oraz tytuł zgodne z oryginałem, nadtytuły, lead i śródtytuły – od redakcji Głosu Nauczycielskiego (obecnej).