Tabletki z jodkiem potasu już w szkołach. Kiedy dyrektor będzie musiał je podać dzieciom?

Do szkół w całej Polsce trafią albo już trafiły zapasy tabletek jodku potasu, które będą dystrybuowane wśród obywateli w razie skażenia radioaktywnego – poinformowało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. W przypadku zagrożenia tabletki podadzą dzieciom ich rodzice. MSWiA nie wykluczyło jednak, że w przypadku kryzysu tę decyzję będą musieli podjąć dyrektorzy i nauczyciele

W ostatnich tygodniach znajdująca się w Ukrainie Zaporoska Elektrownia Atomowa – największy tego typu obiekt w Europie – była regularnie ostrzeliwana przez artylerię i rakiety rosyjskie. W związku z tym pojawiło się zagrożenie wystąpienia skażenia radioaktywnego. Elektrownia znajduje się 850 km od granicy z Polską.

Według prezesa Państwowej Agencji Atomistyki dr. Łukasza Młynarkiewicza, “żaden obiekt jądrowy nie powinien być celem działań militarnych”. – Choć obiekty jądrowe mają bardzo dużą wytrzymałość na zdarzenia zewnętrzne, to nie są projektowane z myślą o wojnie, czy celowym ostrzale artyleryjskim – ocenił dr Młynarkiewicz. – Chcę jednak przekazać dobre informacje. Działania militarne i ataki na Zaporoską Elektrownię Atomową nie stwarzają bezpośredniego zagrożenia dla mieszkańców Polski – dodał.

Jego zdaniem, “Zaporoże nam nie zagraża”, nawet w sytuacji, gdy wszystkie reaktory w tej elektrowni są wyłączone.

– Nie grozi nam scenariusz Czarnobyla czy Fukuszimy – podkreślił prezes PAA.

PAA zrobiła symulacje na temat ewentualnej awarii w Zaporożu, także te “najdalej idące, które zakładają uszkodzenie obudowy bezpieczeństwa oraz uwolnienia skażeń bezpośrednio do atmosfery, i to w dużych ilościach”. – Odpowiedź była jednoznaczna: zagrożenie na terytorium Polski nie występuje. Ono dotyczy najbliższego otoczenia elektrowni, czyli kilkudziesięciu kilometrów od elektrowni – ocenił prezes PAA.

Gdyby doszło do najgorszego scenariusza, to na terenie Polski skażenie dałoby się prawdopodobnie wykryć, ale “nie stanowiłoby ono żadnego zagrożenia”. Bariera w postaci 850 km dystansu dzielącego elektrownię od polskiej granicy ma nas zabezpieczać przed ewentualnym skażeniem. Pod uwagę trzeba też wziąć fakt, że przez większość roku w Zaporożu wiatr wieje w kierunku Morza Czarnego i okupowanego Krymu albo w kierunku Rosji. Ponadto najbardziej zagrażające człowiekowi izotopy przenoszone wraz z wiatrem mają okres rozpadu wynoszący 8 dni.

Polska rozlokowała przy wschodniej granicy nowoczesne czujniki wykrywające skażenie. Odczyty stacji może sprawdzić każdy w Internecie.

– Nasze działania mają charakter rutynowy, standardowy, przewidziany w przepisach prawa na wypadek ewentualnego wystąpienia zagrożenia radiacyjnego, które w naszej ocenie nie występuje w tej chwili, ale musimy przygotować się na warianty, które wydają się dziś niemożliwe – ocenił Błażej Poboży, wiceminister spraw wewnętrznych i administracji.

Polska posiada 57 mln dawek jodku potasu. Nad siecią dystrybucji czuwają wojewodowie z przedstawicielami samorządu. Punkty mają się znajdować jak najbliżej obywateli, a za ich liczbę i rozmieszczenie odpowiadają samorządy w porozumieniu z wojewodami.

– Jeśli chodzi o miejsca dystrybucji, to najczęściej będą to szkoły podstawowe. To naturalne miejsce – stwierdził Poboży.

Wojewodowie mają wkrótce przedstawić listę miejsc, w których tabletka będzie dostępna w razie awarii w Zaporożu i skażenia.

W niektórych szkołach dyrektorzy proszą rodziców o wypełnienie oświadczeń ze zgodą na ewentualne podanie dziecku tabletki z jodkiem potasu. Według MSWiA, niepotrzebnie. – Chciałbym zdementować informacje, jakoby rodzice musieli wypełniać jakieś specjalne oświadczenia – ogłosił wiceminister spraw wewnętrznych. Według Pobożego, takich oświadczeń wymagano, gdy obowiązywały stare procedury, z 2018 r., które zostały już zmienione. Nie jest też prawdą, że tabletki otrzymają tylko osoby zameldowane w jakiejś gminie. Tabletka ma trafić do każdego, kto by jej potrzebował.

– Deklaracje są zbierane niepotrzebnie. To opiekun dziecka, rodzic, powinien zdecydować o podaniu preparatu. Szkoła powinna być raczej miejscem dystrybucji, a nie podawania jodku potasu – orzekł Poboży.

Nie wykluczył jednak, że za zgodą rodziców nauczyciele albo szkolne pielęgniarki będą mogły dziecku taką tabletkę podać. – To sytuacja, która będzie konsekwencją jakiejś decyzji, które pozostają poza domeną MSWiA. My musimy zabezpieczyć proces dystrybucji i to zrobimy – przyznał Poboży.

Jego zdaniem, podanie tabletki stanie się przede wszystkim zadaniem rodziców. Nie można jednak wykluczyć sytuacji, gdy ta decyzja spocznie na dyrektorze szkoły.

– Gdyby doszło do sytuacji skrajnej i działalibyśmy w warunkach kryzysowych, to oczywiście każdy odpowiedzialny opiekun dziecka, jak np. dyrektor szkoły czy pielęgniarka, taką decyzję podejmie. To będzie stan wyższej konieczności – podkreślił wiceszef MSWiA.

MSWiA przygotowało broszurę informacyjną na temat dystrybucji tabletek i samego preparatu. Według Pobożego, w razie skażenia złym jodem trzeba “zabezpieczyć organizm przed jego przyjęciem” poprzez tabletki zawierające jodek potasu blokujący w tarczycy wchłanianie złego jodu.

Według prof. Wojciecha Zgliczyńskiego, kierownika Kliniki Endokrynologii CMKP w Szpitalu Bielańskim i konsultanta województwa mazowieckiego w zakresie endokrynologii, najbardziej narażone na skażenie radioaktywne są “organizmy, które się rozwijają, czyli dzieci i młodzież, kobiety ciężarne i karmiące”. – Im organizm młodszy, tym większa możliwość zachorowania w przyszłości na raka. W związku z tym przygotowano tabletki z jodem stabilnym, które przyjmowane w odpowiednim czasie mają wysycić tarczycę, żeby nie przyjmowała już ona złego, radioaktywnego jodu – wyjaśnił prof. Zgliczyński.

Szef PAA ostrzegł przed spożywaniem tabletek lub płynu Lugola bez zaleceń lekarskich. – Takie działanie jest bezsensowne, może być też szkodliwe – ogłosił dr Młynarkiewicz.

– Preparatu ze stabilnym jodem nie należy spożywać na własną rękę. Dotyczy to także płynu Lugola. Nie należy się tym suplementować ani podawać tego swoim dzieciom. Takiej konieczności dzisiaj nie ma – dodał.

Tabletkę powinno się przyjąć jak najszybciej po przekazaniu przez odpowiednie służby sygnału ostrzegawczego. – Bardzo ważne jest, żeby tego nie przyjmować wcześniej, prewencyjnie, bo wtedy straci to sens zabezpieczenia tarczycy przed dostaniem się do niej jodu radioaktywnego. Przyjmujemy, że ten optymalny czas to do 24 godzin przed spodziewanym narażeniem na promieniowanie – tłumaczył prof. Zgliczyński. Dorosły powinien połknąć dwie tabletki, dziecko od 3 do 12. roku życia – jedną, a młodsze – pół tabletki.

Stosowanie tabletek ma też swoje skutki uboczne. Ich zażywanie może doprowadzić do pojawienia się niedoczynności lub nadczynności tarczycy indukowanej jodem.

– Liczba powikłań zwiększa się wraz z wiekiem pacjentów – ostrzegł prof. Zgliczyński.

U osób powyżej 40. lat skutki zażycia tabletek mogą być gorsze niż skutki ewentualnego skażenia. – Ja przekroczyłem 60 lat i deklaruję, że na pewno takiego jodu w momencie nawet najgorszego zagrożenia bym nie przyjął – ogłosił prof. Zgliczyński.

Tabletki natomiast nie ochroniłyby nas w razie użycia przez Rosjan taktycznych ładunków jądrowych w pobliżu polskiej granicy. – Przy użyciu np. taktycznego ładunku uwalniane są zupełnie inne izotopy, na które niestety nie istnieje żadna tabletka mogąca nas chronić – stwierdził wiceszef MSWiA. Jego zdaniem, atak taktyczny z użyciem broni jądrowej jest jeszcze mniej prawdopodobny niż awaria elektrowni w Zaporożu choćby z powodu objęcia Polski parasolem atomowym NATO.

fot. MSWiA

(PS, GN)