Standardy wymagają dopracowania, na szczęście przepisy dają nam takie możliwości. To nie jest tak, że ten dokument powstał i nic już nie trzeba będzie z nim robić. Będziemy musieli się z tym wszystkim jeszcze wielokrotnie mierzyć. Tak jak np. z kwestią przytulania dzieci. (…) Myślę, że będziemy musieli na bieżąco korygować standardy, bo nauczyciel nie może czuć się sparaliżowany, a dziecko odrzucone. Standardy muszą być bardziej dostosowane do życia szkoły i przedszkola.
Z Ewą Stolarczyk, dyrektorką Szkoły Podstawowej nr 316 w Warszawie, rozmawia Katarzyna Piotrowiak
Co w pracy szkoły, czyli na osi nauczyciel – rodzic – uczeń, zmieniają standardy ochrony małoletnich, które są pokłosiem z tzw. ustawy Kamilka?
– To, że nauczyciel nie musi się już obawiać, że jak zgłosi swoje podejrzenia, zostanie oskarżony o stronniczość bądź nadgorliwość. Przed wejściem tych przepisów w życie było z tym bardzo różnie. Nie chodzi nawet o to, że nauczycielowi trudno było coś dostrzec, co oczywiście w przepełnionej klasie może się zdarzyć, ale o to, że nawet jeśli nauczycielowi wydawało się, że widział coś niepokojącego, to trudno mu było zgłaszać problem tylko na podstawie swoich podejrzeń.
Uruchomienie procedury przy dużej niepewności wiązało się z obawami, że można kogoś po prostu skrzywdzić albo samemu zostać oskarżonym o pomówienie.
Czy te wątpliwości powodowały, że nauczyciele nie reagowali?
– Nie. Każda sprawa była na gruncie szkolnym omawiana i rozpoznawana. Nauczyciele zgłaszali różne problemy dyrekcji i tak jest nadal. Chodzi o to, że wejście w życie tych zapisów chroni także samych nauczycieli, bo ustawa pozwala na to, żeby nawet w sytuacji, gdy są to tylko podejrzenia, sprawę można było zgłosić oficjalnie i wdrożyć procedury.
To znacząco zmienia sytuację nauczycieli i szkół. Jest ustawa i kropka. Nie musimy uzasadniać na piśmie np. rodzicowi, dlaczego zrobiliśmy tak, a nie inaczej, bo to jest nasz obowiązek.
Standardy ułatwią nauczycielom podejmowanie działań i decyzji?
– Lex Kamilek pomoże nauczycielom w podejmowaniu decyzji, a także w zgłaszaniu podejrzeń. To jest duży plus tej zmiany. Jest ustawa, więc mam obowiązek zgłosić problem oficjalnie, nawet jeśli nie jestem do końca przekonany, czy mam rację. To są bardzo trudne sprawy, które wymagają od nas ogromnej delikatności, na szczęście są już ustawowe zapisy, które uławiają podejmowanie decyzji. I to jest bardzo dobre. Cieszę się, że mamy taką ustawę.
Jak długo szkoła pracowała nad standardami?
– Pracę nad dokumentem rozpoczęliśmy już w październiku ub.r., od razu jak ogłoszono, że będą zmiany w tym zakresie. Zgodnie z przepisami dokument miał wejść w życie do 15 sierpnia, ale my go zatwierdziliśmy już w czerwcu. Zapoznaliśmy z nim rodziców i dzieci. On jest bardzo ważny i potrzebny na gruncie szkoły, ale także każdej innej instytucji publicznej i miejsc, do których trafiają dzieci i młodzież. Jest jednak wiele spraw, nad którymi musimy jeszcze popracować. Jedną z nich jest bezpieczeństwo samych nauczycieli.
Z czego bierze się ta obawa?
– Z sygnałów od nauczycieli. Standardy wymagają dopracowania, na szczęście przepisy dają nam takie możliwości. To nie jest tak, że ten dokument powstał i nic już nie trzeba będzie z nim robić. Będziemy musieli się z tym wszystkim jeszcze wielokrotnie mierzyć. Tak jak np. z kwestią przytulania dzieci. Ustawa mówi, że nauczyciel nie powinien dotykać dziecka, nie powinien go też przytulać. W przedszkolu i klasach I-III taki zapis może się wydawać wręcz trudny do wyegzekwowania ze względu na zachowania dzieci. Dzieci cały czas podbiegają do nauczycielek, przytulają się do swoich pań, kiedy się czymś przestraszą, kiedy zapłaczą, kiedy są chore, kiedy się cieszą, że je widzą. Nie da się wytłumaczyć trzylatkowi, który przychodzi na adaptację do przedszkola, że nie powinien tak robić. Za jakiś czas może się okazać, że wszystko jest kwestią takiej czy innej interpretacji. Nie jestem jedyną osobą, która się nad tym zastanawia.
Standardy wymagają korekty czy zmiany w podejściu do dzieci?
– Myślę, że będziemy musieli na bieżąco korygować standardy, bo nauczyciel nie może czuć się sparaliżowany, a dziecko odrzucone. Standardy muszą być bardziej dostosowane do życia szkoły i przedszkola. Zauważyłam jednak, że im dłużej standardy działają, tym mamy więcej pytań od rodziców. Dla nich to też jest nowość. Oni ciągle jakby nie do końca rozumieją, o co tu chodzi.
Celem standardów jest ochrona dzieci przed krzywdzeniem, ale też stworzenie im bezpiecznego i przyjaznego środowiska w szkole, przedszkolu oraz w innych przestrzeniach publicznych. Jak to wszystko pogodzić?
– Trzeba znaleźć jakiś kompromis. Szkoła i przedszkole to jednak inne miejsce niż np. hotel. Bardzo czekałam na tę zmianę, ale też wiedziałam, że to będzie nie lada wyzwanie. Każdą osobę współpracującą ze szkołą trzeba jednak sprawdzić pod kątem niekaralności w rejestrze sprawców przestępstw na tle seksualnym Ministerstwa Sprawiedliwości. Obowiązek dotyczy także rodziców, którzy jeżdżą z dziećmi na wycieczki, na basen jako opiekunowie wspierający nauczyciela. Ten dodatkowy obowiązek jest ważny i potrzebny, ale zanim standardy weszły w życie, był w tej sprawie duży sprzeciw wśród rodziców, którzy nas wspierali w różnych aktywnościach pozaszkolnych.
Standardy znacząco wpłynęły na wypracowane przez nauczycieli praktyki?
– Do zmian przyzwyczajałam wszystkich od wielu miesięcy. Zrobiłam szkolenie, pracowaliśmy w zespołach przedmiotowych, potem powołaliśmy zespół, który przygotował dokument. Każda szkoła zrobiła to po swojemu, dlatego zdarzały się sytuacje, kiedy nauczyciele wprost mówili, że z czymś się nie zgadzają. Nie można wmawiać nauczycielom, że dotąd wszystko robili źle i trzeba im poprzez te standardy i dziwne wpisy wyjaśniać, jak mają się moralnie i etycznie zachowywać. Mówię o historii, która wydarzyła się w innej szkole. Jeden ze standardów mówił, że „nauczyciel nie może spać na wycieczce szkolnej w łóżku z uczniem”. Koleżanka nauczycielka była tym tak zbulwersowana, że postanowiła interweniować. Uważam, że takich uwłaczających zapisów być nie powinno. U nas obyło się bez problemów. Takich zapisów nie ma.
Co jeszcze można zrobić, żeby szkoły stały się bezpieczniejsze dla wszystkich osób, które w nich przebywają i pracują?
– Wprowadzić standardy ochrony nauczycieli i pracowników szkoły. Bardzo by nam się przydały.
W jakim kontekście?
– Sytuacji konfliktowych z rodzicami. Zdarzają się sytuacje, kiedy używają wulgarnych słów w rozmowie z wychowawcami, wyzywają woźnych. Zdarzyło się nam nawet, że rodzic uderzył nauczycielkę… Mówi się, że jesteśmy osobami pełniącymi funkcję publiczną, ale czasami mam wrażenie, że nic się z tym nie wiąże i na nikim nie robi to wrażenia.
Czy agresywny rodzic poniósł konsekwencje swojego zachowania?
– Skończyło się polubownie, matka dziecka przeprosiła nauczycielkę. Dlatego chciałabym, aby powstał dokument, który będzie wyznaczał standardy w kontakcie ze szkołą, nauczycielami i wszystkimi innymi pracownikami szkoły, który każdy rodzic otrzymałby do wiadomości lub do podpisu z dniem 1 września każdego nowego roku szkolnego. Niech to będzie taki wstępny krok do odbudowania prestiżu.
(…)
Prestiż można odbudować?
– Można. Poprzez włączanie rodziców w życie szkoły. My to robimy. Zapraszamy rodziców na lekcje, żeby mogli zobaczyć jak wygląda praca nauczyciela. W młodszych klasach często są proszeni, żeby sami poprowadzili lekcje. Chętnie się angażują. Wielu rodziców docenia zaangażowanie nauczycieli i służy im wsparciem, pomocą, za co jesteśmy im bardzo wdzięczni.
Dziękuję za rozmowę.
Przedstawiamy obszerne fragmenty wywiadu opublikowanego w GN nr 39 z 25 września 2024 r. Całość w wydaniu drukowanym i elektronicznym (e.glos.pl). Fot. Archiwum prywatne