Najczęściej popełniany błąd to m.in. przywiązanie do średnich arytmetycznych. Sumuje się i dzieli wszystkie oceny ucznia, a potem wystawia się np. ocenę śródroczną, co – jak dla mnie – jest przeciwieństwem definicji, czyli koncepcji oceniania. Ocenianie polega na rozpoznawaniu stopnia spełnienia wymagań edukacyjnych i badaniu postępów ucznia. Ocena śródroczna ustalona na podstawie takiej średniej absolutnie nikomu nic nie mówi, a już na pewno nie uczniowi. Sama miałam ucznia, który naprzemiennie dostawał z języka polskiego „jedynki” i „szóstki”. Kiedyś mu powiedziałam, żeby się w końcu zdecydował (śmiech).
Z dr Gabrielą Olszowską, małopolską kurator oświaty, rozmawia Katarzyna Piotrowiak
Nieprawidłowości związane z ocenianiem – to brzmi groźnie. Wywołała Pani niemałą dyskusję, publikując w social mediach swój głos i uwagi w sprawie oceniania uczniów. To było zamierzone?
– Ale ja się dziwię, że wywołałam tak dużą dyskusję, skoro mówię o tym od kilkunastu lat. Myślę, że odkąd mamy social media, a ja zostałam kuratorką oświaty, mój głos dociera dalej. Ja też się tego uczyłam. Najpierw jako dyrektorka szkoły byłam uczona przez specjalistów, jak oceniać ucznia, dopiero potem zaczęłam szkolić innych. I tak już przeszkoliłam kilka tysięcy dyrektorów i nauczycieli w Małopolsce i nie tylko.
Z dyskusji wokół Pani wpisu wynika, że ocenianie wewnątrzszkolne nie jest doskonałe. W czym tkwi sedno tej trwającej od kilku tygodni debaty?
– Problem jest duży. Polega na tym, że na studiach pedagogicznych – i ktoś to musi powiedzieć głośno – nie za bardzo przywiązuje się uwagę do takiego tematu jak nowoczesne ocenianie. Potem my, nauczyciele – mówię „my”, bo sama jestem nauczycielką, nie tylko kuratorką oświaty – mamy pewną trudność, żeby to wdrażać w swojej pracy, bo nie byliśmy tego uczeni. To dotyczy większości z nas.
Pierwszy błąd popełniono w 1999 r., kiedy do ustawy o systemie oświaty została wpisana bardzo nowoczesna koncepcja oceniania, ale nikt nie zadbał o przeszkolenie kilkuset tysięcy nauczycieli. Być może dlatego, że ówczesne ministerstwo edukacji zajęte było reformą wprowadzającą gimnazja. Do dzisiaj tak to sobie tłumaczę.
📊 Zapraszamy do głosowania w naszej ankiecie:
Przez ćwierć wieku tak poważna zmiana nie została właściwie wdrożona?
– Po pierwsze, 25 lat temu, kiedy te przepisy zaczęły obowiązywać, wielu z obecnie uczących nauczycieli było jeszcze w podstawówce. Po drugie, w tej sprawie chodzi nie tylko o dyskusję na temat samych przepisów, ale o samą koncepcję oceniania, która tak naprawdę nigdy nie była powszechnie wdrażana i omawiana. W 2013 r. kiedy byłam czynną zawodowo nauczycielką i dyrektorką szkoły, odkryłam, że w statucie mamy wpisane same głupoty na temat oceniania wewnątrzszkolnego. Na szczęście znałam wizytatorów, specjalistów z tego zakresu, którzy mieli cierpliwość do mnie i do moich pytań. Dzięki nim statut szybko poprawiłam. Mówię o tym, bo ciągle narzekamy na system oceniania, podczas gdy już 25 lat temu wprowadzono niezwykle nowoczesne rozwiązania, które konsultowane były ze specjalistami.
Gdybyśmy się dobrze zapoznali z art. 44b ustawy o systemie oświaty, odkrylibyśmy, że pierwszym błędem jest to, że mylimy sposoby postępowania przy ocenianiu wewnątrzszkolnym z ocenianiem zewnątrzszkolnym. Na przykład egzaminy sprawdzające czy też podsumowujące, które często występują w statutach, to raczej formy egzaminacyjne niż klasyfikacyjne, a na to w ustawie nie ma przyzwolenia.
Nawet, gdy uczniowi grozi na półrocze ocena niedostateczna?
– To jest powiedziane wprost w przepisie. Nauczyciel ma do dyspozycji wyłącznie ocenianie bieżące, tylko na tej podstawie może ustalić uczniowi ocenę. Jak uczniowi wychodzi ocena niedostateczna, to w szczególnych sytuacjach można zorganizować egzamin klasyfikacyjny, gdy uczeń miał np. mniej niż 50 proc. obecności, lub egzamin poprawkowy, gdy uzyskał ndst. Z tego powodu nie można w statutach szkolnych tworzyć innych rodzajów egzaminów wewnętrznych, bo to jest nieuprawnione. Ustawodawca w ustawie przewidział dwa egzaminy i nie zezwolił na tworzenie nowych. Nazwa też ma znaczenie. Jeśli forma egzaminacyjna nie będzie wynikała wprost z ustawy, to jest to łamanie prawa.
Warto tu dodać, że przy okazji ignorujemy inny mechanizm, polegający na tym, że nauczyciel we wrześniu podaje tryb uzyskiwania oceny wyższej, a więc mówi uczniowi, co ma on na bieżąco robić, żeby się poprawiać, rozwijać. Jeśli to nie działa, to znaczy, że ktoś popełnia błąd, oczekując zdawania czegoś w czerwcu. Zalicza i zdaje się – to na studiach…
To błąd nauczyciela, że uczniowi powinęła się noga?
– Nie. My musimy tak pracować, żeby na koniec roku nie było takiej sytuacji, że uczeń zdaje, zalicza, przynosi coś, co miał zrobić w lutym, itd. Kiedy słyszę, że nie było wyjścia, to ja się wtedy pytam, co ten uczeń robił przez cały rok. Te zasady są wpisane do ustawy i my musimy działać w obrębie tego, co tam zostało zapisane i dane, czyli oceniać na podstawie prawa. To powinno być jasne.
Nie jest to takie oczywiste, skoro wywołało aż tak potężną dyskusję. Po tym, co Pani napisała, można z powodzeniem uznać, że ocenianie to pięta achillesowa tego systemu. I to po 25 latach od wprowadzenia tych przepisów.
– Trochę tak jest za sprawą braku szkoleń. W rezultacie liczba nieprawidłowości rośnie. Za rzadko się przecież powtarza, że podstawą naszej codziennej szkolnej pracy winno być ocenianie bieżące, a potem dopiero klasyfikacyjne. I druga sprawa: można ucznia oceniać, ale nie na podstawie sprawdzianu z takich ogromnych partii materiału, jak to się często dzieje, np. z całego półrocza. Żeby można było mówić o ocenianiu bieżącym, trzeba to podzielić na mniejsze partie. Takich niepoprawnych praktyk jest znacznie więcej.
Dr Gabriela Olszowska: Przez lata sprawy taśmowo trafiały do komisji dyscyplinarnej. Nie tędy droga
Najczęściej popełniane błędy…
– …to np. przywiązanie do średnich arytmetycznych. Sumuje się i dzieli wszystkie oceny ucznia, a potem wystawia się np. ocenę śródroczną, co – jak dla mnie – jest przeciwieństwem definicji, czyli koncepcji oceniania. Ocenianie polega na rozpoznawaniu stopnia spełnienia wymagań edukacyjnych i badaniu postępów ucznia. Ocena śródroczna ustalona na podstawie takiej średniej absolutnie nikomu nic nie mówi, a już na pewno nie uczniowi. Sama miałam ucznia, który naprzemiennie dostawał z języka polskiego „jedynki” i „szóstki”. Kiedyś mu powiedziałam, żeby się w końcu zdecydował (śmiech).
Żeby dobrze ocenić, trzeba wszystko rozłożyć w czasie i oszacować na tej podstawie postępy ucznia. Na szkoleniach powtarzam nauczycielom: „Nie obliczaj, lecz oszacuj”. Trzeba skończyć z tym dodawaniem i dzieleniem. Ale lista błędów jest dłuższa. Wypełniliśmy pustkę ocenianiem intuicyjnym, bo zawsze tak było. Kolejny powszechny błąd wynika z ogromnego przywiązania naszego środowiska do form sprawdzania wiedzy i umiejętności. Tymczasem forma bywa nieważna, ważne jest wymaganie edukacyjne, które było sprawdzane. To jest trudne przestawić się z form na wymagania, ale musimy być bardziej elastyczni. Poza tym oceny się ustala. To zupełnie inna czynność i umiejętność.
(…)
Jedna z nauczycielek, która brała udział w dyskusji wokół Pani wpisu o ocenianiu, napisała w poście, że oczekiwałaby, żeby wszyscy kuratorzy mówili jednym głosem. Pani jej odpowiedziała, że w MEN była taka rozmowa i „stanowisko jest jasne”. Co to znaczy?
– Chodziło o taką sytuację, kiedy prawnicy ministerialni, którzy wydali kiedyś ekspertyzę na temat stosowania wag, napisali, że są one dopuszczalne. Oni wypowiadali się tylko pod kątem prawa, nie diagnostyki edukacyjnej. Nie mogli wiedzieć, że naukowcy ostrzegają: w ocenianiu wewnątrzszkolnym uważaj na wagi, nie oceniaj intuicyjnie, patrz na wymagania i rozdzielaj wymagania na kryteria.
Skoro w MEN mogli się mylić, to nic dziwnego, że nie ma w tej sprawie pełnej zgody.
– Ale pracujemy nad tym, żeby poprawić sytuację. Nauczyciele nie zostali z tym sami. Spotykam się z nimi szerzej od dwóch lat i przekonuję, że warto unowocześnić swój warsztat. Damy radę. Pamiętajmy, że w art. 44c powiedziane jest, że mamy dostosować metody do potrzeb i możliwości. Uczeń dobry dostanie inne zadanie niż uczeń słaby. Jedni już umieją, inni muszą się jeszcze postarać i douczyć. Tak jak przy zdawaniu na prawo jazdy. Jeden zdaje za pierwszym razem, inni dopiero za piątym. Dlatego uważam, że wyciągnie średnich jest naruszaniem przepisów całej tej koncepcji oceniania. Ocenia się postęp, czyli proces.
Dziękuję za rozmowę.
Publikujemy obszerny fragment wywiadu, który ukazał się w Głosie Nauczycielskim nr 3-4 z 21-28 stycznia 2026 r. Całość w wydaniu drukowanym i elektronicznym (https://e.glos.pl/#e-wydania)
Fot. Archiwum prywatne
