Dr Agnieszka Małkowska-Szkutnik: Dlaczego młodzi nie wybierają zawodu nauczyciela? „Za dużo na jednego człowieka”

Jeśli nie potrafimy dać nauczycielom wyższego wynagrodzenia, co zwiększyłoby prestiż zawodu, to będziemy się kręcić w kółko. I pojawia się pytanie, co ten system daje w zamian za poświęcenie? To jest bardzo piękny zawód, ale jednocześnie bardzo wymagający. Młodzi widzą, że presja jest zbyt wysoka i nie chcą pracować na takich zasadach. Jeżeli nie wysłucha się młodych, to braki kadrowe w systemie edukacji będą rosły.

Z dr Agnieszką Małkowską-Szkutnik z Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego rozmawia Katarzyna Piotrowiak

Jak by Pani zdefiniowała zawód nauczyciela?

– To zawód, który wymaga ogromnego zaangażowania emocjonalnego mocno związanego z budowaniem relacji z dzieckiem. Bycie dobrym nauczycielem wymaga ciągłej gotowości do przyjmowania emocji ucznia, ale też dawania w zamian własnych.

Zatem to zawód, w którym każdego dnia jest się narażonym na emocjonalną karuzelę?

– Na pewno nauczyciel musi mieć rękę na pulsie. Praca z uczniem z obciążeniami zdrowotnymi jest obszarem, którym się szczególnie zajmuję. Jeśli uczeń zmaga się z ciężką postacią cukrzycy, to nauczyciel bierze na siebie odpowiedzialność monitorowania stanu zdrowia dziecka. Oczekuje się od niego, że będzie uważny i wrażliwy. I tak codziennie.

Wymagającym doświadczeniem jest również udzielanie wsparcia uczniowi z ADHD, autyzmem lub z niepełnosprawnością.

– Albo w sytuacji losowej, w której rodzic informuje, że w domu ktoś zmarł, zachorował, czyli ze wszystkimi sytuacjami, które zmieniają funkcjonowanie dziecka w szkole. Te proste przykłady pokazują, że nie da się wykonywać pracy nauczyciela bez zaangażowania emocjonalnego. Ono jest częścią tego zawodu. Praca nauczyciela angażuje emocje na wielu poziomach.

Droga od nadmiernego i długotrwałego obciążenia emocjonalnego do frustracji i wypalenia zawodowego staje się coraz krótsza. Podziela Pani ten pogląd?

– Ogólna definicja wypalenia mówi o zmęczeniu, braku energii, zmniejszonej efektywności w pracy, dystansie psychicznym do uczniów, pewnego rodzaju cynizmie w relacji z uczniem. Gdybyśmy skleili te objawy z tym, o czym mówimy, to zobaczymy, że zaangażowanie emocjonalne bardzo na to „pracuje”. Na plus, jeśli nauczyciel ma kompetencje związane z regulowaniem własnych emocji i jest ich świadomy, a na minus, jeśli nie zdążył ich wypracować.

(…)

Nauczyciele stają się coraz bardziej osamotnieni w odpowiedzialności za uczniów, bo system nie wypracował zasobów, żeby dać im do ręki narzędzia?

– To jest pewien paradoks. System nie jest spójny, nie wskazuje jasno nauczycielowi, co robić, kiedy pojawia się problem z uczniem. Nie ma jednolitych rozwiązań. Jak pytam nauczycieli w badaniach ilościowych i populacyjnych, na ile czują się odpowiedzialni za swoich uczniów, to najczęściej odpowiadają: „Czuję się odpowiedzialny” lub „Czuję się bardzo odpowiedzialny”.

To poczucie odpowiedzialności utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie, tylko że ono nie idzie w parze z tym, jak system na to odpowiada. Jeśli chcemy narzucać nauczycielowi wymagania, to za tym musi iść określony zasób. Ale to musi być zasób wypracowany przez system, nie wyłącznie przez niego samego.

Co konkretnie działa na niekorzyść nauczycieli?

– Te zasoby organizacyjne w systemie, które albo są niewystarczające, albo szkodliwe. Oprócz braku wsparcia przy jednoczesnym obciążaniu sprawami uczniów to też nadmierna biurokracja, wykonywanie dwa razy tego samego.

Albo sytuacja, kiedy nauczyciel musi ustawiać stoły na maturę…

– To jest jeden ze sztandarowych przykładów na to, że w systemie brakuje zasobów. Jak badamy to obciążenie, to widać, że największym problemem systemu edukacji jest brak sprecyzowania zadań nauczyciela. Nie dziwmy się, że w trudnych sytuacjach często słyszymy: „OK, ja to biorę na siebie”. Przy braku regulacji to jest idealny pracownik dla takiego systemu. On weźmie wszystko na siebie i nie będzie pytał, jak ma sobie radzić, nawet kiedy będzie bardzo zmęczony. Z powodu mankamentów systemu nauczyciel nie ma innego wyjścia, bo jest nauczony, że powinien wszystko wytrzymać. Dlaczego?

Bo w tym zawodzie nie stawia się granic. Szkoła jest postrzegana jako miejsce, które rozwiąże problemy uczniów. Nawet absolutnie niezwiązane ze szkołą. Nie dość, że te problemy dziecka są na barkach nauczyciela, często osamotnionego, to jeszcze przez wszystkich ocenianego.

Mamy system ukierunkowany na wyniki…

– …i to, co do zasady, budzi lęk przed porażką. Nauczyciel robi więc wszystko, żeby uniknąć błędu i podejmuje działania, które mają go przed tym uchronić. Dlatego zgodzi się na odebranie po godz. 22 telefonu od rodzica, bo może innym razem da mu spokój, nie będzie źle o nim mówił albo pisał na grupie rodziców.

(…)

I uczeń, i rodzic, i nauczyciel są zakładnikami tego systemu?

– Tak, bo są jego uczestnikami. Ale jeżeli uznajemy, że kluczową zmienną systemu jest nauczyciel, który ma uczyć i wspierać uczniów w ich najcięższych sytuacjach, to przy braku zrozumienia jego oczekiwań, w tym zmiany wynagrodzenia, może się okazać, że to nie zadziała. Jeśli chcemy pozostać przy obecnym systemie i ciągłym obciążaniu nauczyciela nowymi obowiązkami, potrzeba wzmocnienia autonomii. Samo mówienie, że tak trzeba zrobić, to za mało. Jeżeli lekarzom, którzy długo się uczą, system daje autonomię, bo uznaje się, że znają się na fachu, to dlaczego nie daje takiego poczucia nauczycielom? Oni też przez wiele lat się uczyli i znają się na tym, co robią. Lekarze wiedzą, jak leczyć, a nauczyciele wiedzą, jak uczyć. Potrzebują tylko zasobów, które im to ułatwią.

Jakich zasobów?

– Jeżeli nauczyciel ma pracować z grupą, w której jest 10 uczniów z opiniami i pięciu z orzeczeniem o potrzebie kształcenia specjalnego, to system ma go wesprzeć w tym, żeby mógł wykonywać swoją pracę. To nie nauczyciel ma się ciągle dostosowywać do systemu. To system ma szukać rozwiązań, żeby ułatwić mu pracę. I w tym upatruję potrzeby wzmocnienia nauczycieli. Dlatego powiedziałam, że widzę szansę w młodym pokoleniu, bo ono się buntuje.

Ale młodych w systemie nie ma zbyt wielu, jest za to potężna luka pokoleniowa.

– Jeśli nie potrafimy dać nauczycielom wyższego wynagrodzenia, co zwiększyłoby prestiż zawodu, to będziemy się kręcić w kółko. I pojawia się pytanie, co ten system daje w zamian za poświęcenie? To jest bardzo piękny zawód, ale jednocześnie bardzo wymagający. Młodzi widzą, że presja jest zbyt wysoka i nie chcą pracować na takich zasadach. Jeżeli nie wysłucha się młodych, to braki kadrowe w systemie edukacji będą rosły.

Co jest najbardziej potrzebne, żeby zmienić sytuację?

– Jasny podział zadań – co należy do nauczyciela, a co nie. Jasny system pracy zespołowej, komunikowania trudności, współpracy z rodzicem, podziału obowiązków, pomocy w rozwiązywaniu problemów. Pod tym względem polski system jest często postrzegany jako opresyjny. Bo ten, kto pyta, jest źle odbierany, więc lepiej nie pytać. Podczas gdy problemy w szkole są doskonałą okazją do tego, żeby wspólnie usiąść i znaleźć rozwiązanie. To nie może być tak, że obowiązuje zasada: „Twoja klasa, twój problem”.

Musimy ułatwić nauczycielom pracę z rodzicami, którzy, widząc brak rozwiązań systemowych, naginają szkolne zasady do granic wytrzymałości. Musimy to zrobić jak najszybciej, bo zaczyna się robić groźnie, kiedy konflikt zagraża naszemu zdrowiu w pracy.

O co powinien zadbać system?

– Trzeba zrobić wszystko, żeby układ nerwowy mógł odpocząć od tych obciążeń. Pomoże w tym również na pewno życzliwa postawa wobec samego siebie. Jeżeli nauczyciel nie zada sobie pytania: „Kim jestem poza pracą?”, nie powie sobie: „OK, części zadań nie wykonam na 100 proc.”, to będzie coraz gorzej.

Przybywa nauczycieli, którzy pracują na półtora etatu, bo nie chcą, żeby uczniom przepadły lekcje. A gdyby powiedzieli, że nie będą już pracować ponad siły?

– Może bez tego nie da się zmienić tego systemu? Bo dopóki nauczyciele się na to zgadzają i biorą na siebie więcej i więcej, system nie ma żadnej motywacji do zmiany.

Dziękuję za rozmowę.

Przedstawiamy fragmenty rozmowy opublikowanej w Głosie Nauczycielskim nr 20-21 z 20-27 maja br. Całość w wydaniu drukowanym i elektronicznym (e.glos.pl)

Fot. Archiwum prywatne (zdjęcie portretowe) oraz IStock (zdjęcie ilustracyjne)

Nr 20-21/20-27 maja 2026