– Pewnie trochę błąd był, że na początku 2024 roku daliśmy nauczycielom 30 i 33 proc. podwyżki. Trzeba było dać 4 razy po 7,5 proc., albo 3 razy po 10 proc. i myślę, że większość nauczycieli byłaby z tego bardziej zadowolona, bo dzisiaj każdemu apetyt rośnie w miarę jedzenia – tak o nauczycielach i ich wynagrodzeniach myśli senator Waldemar Witkowski, przewodniczący senackiej komisji edukacji. „Takie bzdury wygaduje, oderwany od rzeczywistości, nie powinien być przewodniczącym komisji” – komentowała m.in. w mediach społecznościowych Urszula Woźniak, wiceprezes ZG ZNP.
Witkowski był 26 lipca gościem prawicowej telewizji wPolsce24. Na uwagę dziennikarki, że zaskakuje ją szczerość senatora (po wypowiedzi o błędzie z podwyżkami dla nauczycieli) senator odparł: – To już Niccolo Machiavelli powiedział kiedyś, że „dobre rzeczy trzeba cyzelować długo, a złe czynić szybko i krótko”.
Zaskakująca szczerość senatora Lewicy w “Pytaniach o Polskę”. Wg Waldemara Witkowskiego jednorazowa 30% podwyżka dla nauczycieli była błędem, bo jakby to podzielić na kilka razy to nauczyciele cieszyliby się dłużej a tak już się przyzwyczaili i chcą więcej. @wPolscepl pic.twitter.com/wH4osOSDMm
— Magdalena Wierzchowska (@Mag_dalenaW) July 26, 2026
Warto przypomnieć, że w latach 1978–1985 Waldemar Witkowski pracował jako nauczyciel akademicki na Politechnice Poznańskiej, jest przewodniczącym lewicowej Unii Pracy, był kandydatem na urząd prezydenta RP w 2020 r, a od 2023 roku jest senatorem XI kadencji z ramienia Nowej Lewicy.
Słowa senatora wywołały w sieci wiele krytycznych komentarzy.
„Przewodniczący Senackiej Komisji Edukacji ? Takie bzdury wygaduje, oderwany od rzeczywistości. Gdyby nauczyciele otrzymali w 2024 roku 7 lub 10 % to musieliby płacić nauczycielom dodatek wyrównawczy. Wynagrodzenie nauczycieli początkujących wynosiło wtedy 3690 , a mianowanych 3890 zł, a minimalne wynagrodzenie za pracę w 2024 roku 4242 zł – skomentowała ma Facebooku Urszula Woźniak, wiceprezes ZG ZNP. „NAUCZYCIELE BYLIBY ZADOWOLENI !!! Nie wiem jak określić tego pana, brakuje słów. NIE POWINIEN BYĆ PRZEWODNICZĄCYM SENACKIEJ KOMISJI EDUKACJI. WSTYD !!! Co na to Lewica, z której list startował? – zapytała retorycznie.
„Pan senator Witkowski – przewodniczący Unii Pracy i jego makiawelizm w stosunku do nauczycieli. Mowa jest srebrem, milczenie złotem” – podsumował na FB Marek Ćwiek, prezes Okręgu Łódzkiego ZNP.
„Kolejny oderwany od rzeczywistości polityk koalicji. Oddają Braunowi Polskę na tacy” – ocenił z kolei Piotr Gościniak, członek ZG ZNP (Okręg Wielkopolski ZNP).
„Wystarczy dać im mówić”
„I wszystko jasne. Nie ludzie. Nie nauczyciele. Nie godność ich pracy. Najważniejsze okazuje się zarządzanie ich oczekiwaniami: dawkować wzrost wynagrodzeń, ogłaszać sukces kilka razy i liczyć na dłuższe zadowolenie” – napisał poseł Marcin Józefaciuk, poseł niezrzeszony.
Wystarczy dać im mówić.
Senator Waldemar Witkowski (przewodniczący Unii Pracy, wystawiony przez KW Nowa Lewica jako kandydat Lewicy w pakcie senackim i przewodniczący senackiej Komisji Edukacji) powiedział, że „pewnie trochę błędem” było przyznanie nauczycielom w 2024 roku… pic.twitter.com/jPbWEC0WRQ— Marcin Józefaciuk (@M_Jozefaciuk) July 26, 2026
„Podwyżki z 2024 roku nie były łaską. Były próbą nadrobienia lat, w których nauczycielskie płace nie nadążały za inflacją. Nauczyciele potrzebują trwałego powiązania wynagrodzeń ze średnią pensją, a nie wykładu z matematyki politycznej i socjotechniki. Ktoś oddał na niego głos. Ktoś wystawił go jako kandydata paktu senackiego. Ktoś powierzył mu kierowanie Komisją Edukacji. Brak słów. Szkoda słów. Takie traktowanie nauczycieli będzie trwało, dopóki nie spotka się ze zdecydowanym sprzeciwem całego środowiska. A Lewica właśnie jeździ po Polsce pod hasłem: „Najpierw ludzie, potem ludzie”. Po tej wypowiedzi wiadomo już, co to znaczy – najpierw zarządzać ludźmi, potem zarządzać ich „apetytem”. Wstyd. Cynizm. Dno dna” – dodał.
Kolejny „szczery” polityk
Ale to nie jedyna „szczera” wypowiedź polityka koalicji rządzącej z ostatnich dni. Adam Krzemiński, przewodniczący sejmowej podkomisji ds. inicjatywy obywatelskiej „Godne płace i wysoki prestiż nauczycieli” próbował tłumaczyć się w rozmowie z Przeglądem Samorządowym, dlaczego nie wznawia prac nad inicjatywą obywatelską ZNP „Godne płace i wysoki prestiż nauczycieli”?

Zdaniem Krzemińskiego powiązanie płac z przeciętnym wynagrodzeniem w gospodarce „nie wydaje się możliwe w najbliższym czasie”. Jego zdaniem „tak naprawdę wszystko rozbija się o możliwości budżetu państwa”.
– My też nie możemy sobie pozwolić – to chyba oczywiste – na deficyt na poziomie nieakceptowanym przez Unię Europejską, mając ogromne potrzeby związane z zagrożeniami ze wschodu – stwierdził.
– To nie jest tak, że pani minister może rozporządzeniem pewne rzeczy w tym zakresie zrobić, bo to jest zmiana sposobu kształtowania wynagrodzeń nauczycieli. Całkowita zmiana. Dzisiaj mamy system, którego podstawą jest kwota bazowa, natomiast idea jest taka, by został on uniezależniony od decyzji politycznych, powiązany z jakimś wskaźnikiem w gospodarce – oświadczył.
– ZNP zakłada, że tym wskaźnikiem ma być średnie wynagrodzenie w gospodarce. Z tym, że gdy analizowałem poprzednie lata, to było kilka takich, w których to wynagrodzenie nie rosło. Był spadek. Dlatego uważam, że bardziej sensowne byłoby powiązanie wynagrodzeń nauczycielskich z inflacją, ponieważ ona jest chyba najbardziej związana z rozwojem gospodarczym. Chociaż w sytuacji deflacji i to rozwiązanie nie będzie idealne – oświadczył
Prowadzący rozmowę dziennikarz zwrócił uwagę, że od dwóch lat mamy taką sytuację, iż podwyżka wynagrodzeń jest związana z inflacją, a środowisko nazywa to waloryzacją.
– Tak, ale pan mówi o związku bezpośrednim, a ja myślę o wskaźniku „inflacja plus”. Tak, żeby gwarantować coroczny wzrost płac o ileś procent więcej, niż wskaźnik inflacji, czyli aby wynagrodzenia rosły szybciej niż siła nabywcza pieniądza. No ale i tu mamy ograniczenia budżetowe – wyłuszczył poseł.
Przypomnijmy, że kilka dni temu rzeczniczka MEN Ewelina Gorczyca powiedziała PAP, że resort pracuje nad nowym systemem kształtowania wynagrodzeń nauczycieli.
– Pierwsze słyszę. Spotkaliśmy się ostatnio kilka razy w Ministerstwie Edukacji Narodowej. Pani minister publicznie ogłaszała, że oczekuje 11-proc. wzrostu płac nauczycieli i podobno tyle artykułowała ministrowi Domańskiemu. No, ale naprawdę nie wiem, dlaczego to zostało owiane wielką tajemnicą, że MEN nie chce, czy też nie chciało wcześniej z tym projektem pójść w świat – komentował w Portalu Samorządowym prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz.
Podkreślił, że jego zdaniem ta informacja jest newsem, który niczym potwór z Loch Ness ma zajmować środowisko w sezonie ogórkowym. Bo „jakby ministerstwo rzeczywiście miało jakiś autorski program, to biorąc pod uwagę, iż już funkcjonuje trzy lata, mogło z tym programem wyjść wcześniej”.
– Bo jeżeli MEN ma jakiś projekt, no to ZNP – mimo wakacji – pracuje i chciałby się z nim zapoznać. Tylko że czas teraźniejszy, jakiego pani rzecznik używa, wskazuje, iż MEN jest na początku jakiejś drogi. A wolelibyśmy, żeby pani rzecznik użyła czasu przeszłego: opracowaliśmy, skonsultowaliśmy i przedstawiliśmy – mówił Sławomir Broniarz.
Pytany o to, jak miałoby wyglądać to powiązanie wynagrodzeń, stwierdził dość enigmatycznie: „Od samego mieszania herbata nie staje się słodsza, ale jeśli ministerstwo nagle znalazło jakieś rozwiązanie, to ZNP chętnie je pozna”.
(GN)
Fot: Waldemar Witkowski, Adam Krzemiński