Entuzjazm to już za mało! Prof. Stanisław Kistryn: Trzeba inwestować w nauczycieli, bo nie ma co liczyć na cud

Uznaliśmy, że musimy wesprzeć postulaty nauczycieli, bo kto wie, co będzie dalej. Państwo powinno zadbać o to, żeby każdy młody człowiek, niezależnie od zainteresowań, otrzymał szansę na rozwój. Tak buduje się nowoczesne społeczeństwo i innowacyjną gospodarkę. Wynagrodzenie nauczycieli jest więc sprawą kluczową, także to, w jakich warunkach pracują.

Z prof. dr hab. Stanisławem Kistrynem*, fizykiem jądrowym, prezesem Polskiego Towarzystwa Fizycznego (PTF), rozmawia Katarzyna Piotrowiak

Wszyscy cieszymy się z sukcesów polskich uczniów podczas międzynarodowych olimpiad. Ale przed naszą rozmową powiedział Pan, że nastroje nie są w pełni entuzjastyczne, coraz większym problemem jest konieczność inwestowania przez nauczycieli własnych środków w przygotowywanie olimpijczyków. Jak często to się dzieje?

– Zbyt często. Są przedmioty, gdzie szczególny nacisk kładzie się na elementy eksperymentalne, bo to one budują zainteresowanie dziedziną, intuicję naukową, ułatwiają zrozumienie otaczającego nas świata. Dobrze byłoby, żeby nasze dzieci na różnych szczeblach edukacji stykały się, tam gdzie to jest uzasadnione, z działaniami praktycznymi i eksperymentalnymi. I nie powiem niczego zaskakującego, jeśli dodam, że pokazywanie uczniom doświadczeń chemicznych czy fizycznych wymaga nakładów finansowych. W Polsce mamy z tym problem.

Oczywiście są szkoły dobrze wyposażone, ale są również takie, których nie stać na nowoczesne laboratoria. W rezultacie narastają różnice w kształceniu dzieci, rośnie też liczba uczniów, którzy zamiast czegoś dotknąć, doświadczyć, mogą to ewentualnie obejrzeć na ekranie.

W przypadku których uczniów ma to szczególne znaczenie?

– To ma kolosalne znaczenie w kontekście kształcenia wszystkich uczniów, nie tylko tych, którzy są laureatami olimpiad przedmiotowych. Powinno nam zależeć na tym, żeby każdy uczeń miał szansę zetknąć się z przedmiotem – takim jak np. fizyka – na jak najwyższym poziomie. Tylko tak można pobudzać zainteresowanie przedmiotami przyrodniczymi. W szkołach, które mają olimpijczyków, pracownie są zwykle świetnie wyposażone. Ale przecież szkół jest więcej.

Polskie Towarzystwo Fizyczne popiera postulaty ZNP ws. godnych płac. „Przywrócenie prestiżu zawodowi nauczyciela”

Widać zależność między posiadaniem dobrze wyposażonej pracowni fizycznej a sukcesami uczniów?

– Na pewno widać większe zaangażowanie uczniów i chęć zdobywania wiedzy, a jeżeli mówimy o olimpiadzie fizycznej, to na pewnym etapie kończy się rozwiązywanie zadań na kartce papieru i zaczyna się etap doświadczalny. Młody człowiek, który nigdy nie miał w ręce np. woltomierza, na doświadczalnym etapie olimpiady może sobie nie poradzić. Stąd coraz częściej widzimy, że tam, gdzie pracowni nie ma, nauczyciele starają się te braki kompensować, ale na zasadzie entuzjazmu, a nie konkretnej pomocy systemowej, która powinna obejmować wszystkie placówki edukacyjne w kraju.

Jak wiele zależy od entuzjazmu nauczycieli i jakie koszty oni ponoszą?

– Brak pomocy systemowej powoduje, że muszą sami kupować m.in. papier, przybory, pisaki do pisania po tablicy. Często szukają sponsorów, ale czy od tego jest nauczyciel? Świat się zmienił, minęły czasy Adama Słodowego, kiedy do przeprowadzenia eksperymentu wystarczył kawałek drucika i mała żarówka. Musimy za tymi zmianami podążać. Produkuje się zaawansowane pomoce naukowe, ale w wielu naszych szkołach ich nie zobaczymy. W przededniu reformy edukacji warto powiedzieć, że jeśli chcemy podtrzymać zaciekawienie nauką, to przedmioty, takie jak fizyka, chemia i biologia, powinny być nauczane nowocześnie. Tak będzie, jeśli damy nauczycielowi odpowiednie narzędzia.

Sam entuzjazm to już za mało?

– To i tak dużo w sytuacji, gdy wynagrodzenia są niskie, pracownie słabo wyposażone, a organizacja pracy zawodzi nauczycieli. Uważam, że obecnie wysiłek wkładany w kształcenie uczniów jest zbyt duży w stosunku do tego, co w zamian oferuje system. Nie mogę zrozumieć, dlaczego system nie uwzględnia tego, że fizyk powinien mieć cały etat w szkole, a nie pojedyncze godziny.

Mimo tych braków polscy uczniowie zdobywają najwyższe laury na olimpiadach międzynarodowych. Ostatnio przywieźli z Międzynarodowej Olimpiady Fizycznej w Kolumbii pięć medali. „Można” – mówią ci, którzy uważają, że z kształceniem olimpijczyków nie jest najgorzej…

– Oczywiście, że można, ale jest to okupione znacznie większym wysiłkiem ze strony samego nauczyciela. Nauczyciel, który przygotowuje uczniów do olimpiad, realizuje podstawę programową, prowadzi zajęcia, zajmuje się rozbudowaną biurokracją, zmaga się od lat z niedostosowaną do sytuacji organizacją pracy. Gros fizyków zamiast skupić się na pracy z uczniami, musi szukać godzin w innych szkołach, żeby uzupełnić etat, bo system zapewnia najczęściej jedną czwartą pensum.

Oczekuje się od nauczycieli, że będą jak najlepiej kształcić, a ich uczniowie będą zdobywać najwyższe laury, tylko że nie można zbudować piramidy, zaczynając od szczytu. Ona potrzebuje szerokiej podstawy.

Czyli?

– Nauczycieli. Nauczycieli, którzy mają silne wewnętrzne przekonanie, że warto to robić mimo wszystko. Oczywiście wielu robi i za małe pieniądze, ale kosztem gigantycznego wysiłku.

Poprzez sekcję dydaktyki fizyki PTF mam kontakt z nauczycielami, często też bywam na warsztatach dla olimpijczyków. Spotykam fantastycznych młodych ludzi i ich nauczycieli, którzy poświęcają swój czas. Czas prywatny, w którym mogliby robić coś zupełnie innego. Ale oni wolą w tym czasie pracować z młodymi ludźmi, rozbudzać w nich zainteresowania, ukierunkowywać na przyszłość, rozwijać. Pracują nad ich indywidualnymi ścieżkami. Widząc, że szkolna codzienność staje się coraz trudniejsza, postanowiliśmy ich wesprzeć jak tylko jest to możliwe.

„Politycy do tablicy”. Ogólnopolska manifestacja ZNP przed siedzibą premiera. Czerwona kartka dla rządu

„Zarząd Główny Polskiego Towarzystwa Fizycznego wyraża pełne poparcie dla postulatów środowiska nauczycieli wszystkich szczebli placówek oświaty o ustawowe uregulowanie mechanizmu wzrostu płac pracowników tego sektora” – to fragment listu. Zrobiliście to z konkretnego powodu?

– Uznaliśmy, że musimy wesprzeć postulaty nauczycieli, bo kto wie, co będzie dalej. Państwo powinno zadbać o to, żeby każdy młody człowiek, niezależnie od zainteresowań, otrzymał szansę na rozwój. Tak buduje się nowoczesne społeczeństwo i innowacyjną gospodarkę. Wynagrodzenie nauczycieli jest więc sprawą kluczową, także to, w jakich warunkach pracują. Sytuacja, w której fizyk nie może zebrać w jednej placówce etatu, nie buduje prestiżu zawodu nauczyciela, a co gorsza rzutuje na jakość nauczania.

„W pełni popieramy postulaty prezentowane przez Związek Nauczycielstwa Polskiego ws. ustawowego i trwałego powiązania mechanizmu ustalania wynagrodzenia nauczycieli ze wskaźnikami makroekonomicznymi, np. ze średnim wynagrodzeniem w gospodarce” – napisaliście.

– Poparliśmy działania ZNP, bo uznaliśmy, że to jest konieczne. Pismo zostało wysłane do MEN. Odbyła się też na ten temat rozmowa podczas spotkania z wiceminister edukacji Katarzyną Lubnauer.

Była jakaś reakcja ze strony MEN?

– Odpowiedzi nie otrzymaliśmy, ale dla mnie najważniejsze jest to, żeby pewne postulaty były po prostu realizowane. To chyba ważniejsze niż pisanie do siebie listów. Czy będą realizowane? Chciałbym wierzyć w to, że każdemu rządowi zależy na tym, żeby nauczyciele byli zadowoloną grupą zawodową, docenianą w społeczeństwie.

Żeby tak się stało…

– … potrzebne są rzeczywiste kroki, a nie pozorne. Tu nie chodzi tylko o wynagrodzenia, także o system edukacji. Trzeba dokonać w nim zmian, poprawić jego działanie, żeby „pracował” lepiej. To dotyczy także sytuacji w nauce.

Kwestia wysokości wynagrodzeń w edukacji i w nauce to jest kwestia wydatkowania pieniędzy z budżetu czy czegoś więcej?

– Powiedziałbym, że to jest kwestia myślenia. Jeśli ktoś stawia sobie dalekosiężne cele, dotyczące strategii państwa i innowacyjności, to powinien wiedzieć, jakimi narzędziami możemy osiągać te cele. Nie da się realizować strategii rozwoju innowacyjności bez określonych znaczących funduszy. Brakuje też myślenia, że edukacja i nauka są po to, żeby przygotować nas na wyzwania przyszłości. A to powinno być elementem strategii – nie tyle edukacyjnych, co państwowych. Kształcenie mądrego, światłego obywatela powinno być priorytetem. To można osiągnąć tylko dzięki dobrze wykształconym i dobrze opłacanym nauczycielom.

System utknął w miejscu?

– Obawiam się, że jest gorzej. Gdybyśmy mieli do czynienia ze stabilnością systemu, to byłoby nawet dobrze, ale za dużo jest przypadkowych zmian, wprowadzanych bez zastanawiania się nad długofalowymi skutkami regulacji.

Potrzeba nam miejsca na refleksję i przemyślenia. Inaczej za 5-10 lat pozostaną w szkołach tylko emerytowani fizycy, a za 15 lat… to dopiero będzie problem. Potrzebne jest kompleksowe podejście do promowania zawodu nauczyciela. Trzeba docenić tych, którzy jeszcze są, i zachęcić tych, którzy są potrzebni. Młodzi muszą lepiej zarabiać, inaczej znajdą sobie pracę gdzie indziej. Ludzi wykonujących ten zawód należy wspomóc. Wspomóc trzeba także uniwersytety, które kształcą kolejne pokolenia nauczycieli.

W obecnej sytuacji młodzi do zawodu się nie garną.

– Powiedziałbym, że trwa antypromocja tego zawodu. Tu nie chodzi o stanowisko rządu, tylko o to, że dopuszcza się, aby w dyskusji dominowały głosy, które deprecjonują zawód nauczyciela. Minister edukacji musi przeciwdziałać takiej narracji. Obecnie już nie tylko w słowach, bo to za mało. Pokażmy, jak ważne dla kraju i społeczeństwa jest to, żeby kształcić się w zawodzie nauczyciela. Trzeba zacząć promować ten zawód i inwestować w nauczycieli, bo nie ma co liczyć na cud.

Dziękuję za rozmowę.

*Prof. Stanisław Kistryn jest pełnomocnikiem rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego ds. współpracy w ramach Una Europa. Był prorektorem UJ i wiceprzewodniczącym Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego

Wywiad ukazał się w Głosie Nauczycielskim 35 z 26 sierpnia 2026 r.

Fot. Archiwum prywatne

Nr 35/26 sierpnia 2026