Czarnek chce wrócić do rozmów o wynagrodzeniach i pensum. Coś się zmieniło w propozycjach MEiN?

Według ministra edukacji Przemysława Czarnka, “nauczyciele muszą zostać zdebiurokratyzowani” i więcej pracować z uczniem. W ślad za tym mają pójść podwyżki. O szczegółach nie chciał jednak mówić.

Na dzisiejszej konferencji prasowej szefa MEiN w sprawie przygotowań do rozpoczęcia nowego roku szkolnego padły pytania w sprawie podwyżek dla nauczycieli. Czarnek nie chciał jednak mówić o konkretach.

– Dyskusję będziemy kontynuowali ze związkami zawodowymi, bo w ten sposób to się odbywa. Zapraszaliśmy związki zawodowe do tej dyskusji jeszcze przed wakacjami w ramach trzech zespołów, które w tym celu powołaliśmy. Związki zawodowe zbojkotowały te rozmowy już na samym wstępie – oświadczył minister edukacji.

Fakty przedstawiają się jednak inaczej. W maju i czerwcu odbyły się spotkania na linii MEiN-związki zawodowe-samorządy w ramach Zespołu ds. statusu zawodowego pracowników oświaty w sprawie propozycji zmian w Karcie Nauczyciela. Przypomnijmy – Przemysław Czarnek zaproponował m.in. podwyższenie pensum o 2-4 godziny, likwidację niektórych dodatków, obcięcie o połowę odpisu na zfśs, a także zmiany w awansie i ocenie pracy. Nikt nie “zbojkotował rozmów już na samym wstępie”. Po kilku tygodniach bezowocnych dyskusji, na początku czerwca br., przedstawiciele ZNP zdecydowali o tym, że nie będą dalej w nich uczestniczyć.

Ankieta Głosu. zapraszamy do głosowania:

Nauczycielu, jakie jest Twoje samopoczucie pod koniec wakacji, z jakim nastawieniem rozpoczniesz nowy rok szkolny?

  • z niepokojem, bardzo martwią mnie zmiany w oświacie (47%, 1 902 głosów)
  • z rozpaczą, odczuwam zmęczenie i wypalenie (32%, 1 301 głosów)
  • z obojętnością, jest mi już wszystko jedno (15%, 606 głosów)
  • z optymizmem, czuję się w pełni wypoczęta/wypoczęty (4%, 182 głosów)
  • trudno powiedzieć (2%, 99 głosów)

Głosujących: 4 090

Loading ... Loading ...

ZNP domagał się od MEiN przedstawienia konkretnych projektów aktów prawnych dotyczących zmian w pragmatyce zawodowej nauczycieli oraz prowadzenia “rzeczywistego a nie pozorowanego dialogu”. Związek argumentował też, że dyskutowanie o zmianach w m.in. systemie wynagradzania i awansie zawodowym nie ma sensu bez przedstawienia przez rząd projektu budżetu na 2022 r. oraz szczegółów finansowych rozwiązań dla oświaty. Przedstawiciele Związku wyraźnie podkreślili, że nie będzie on “legitymizował zmian w pragmatyce zawodowej nauczycieli, które negatywnie przełożą się na status zawodowym nauczycieli”.

Przemysław Czarnek zapewnił dziś, że “nasze propozycje są niezwykle atrakcyjne dla nauczycieli”. Zastrzegł jednak: – Ale one idą szerzej, nie tylko w wynagrodzeniach, lecz także warunków pracy i płacy nauczycieli. Tu musi nastąpić reforma po to, by podwyższyć atrakcyjność zawodu nauczyciela, etos pracy nauczyciela. A to dzięki także znaczącym podwyżkom. Jakim? To będziemy wiedzieć po uzgodnieniach ze związkami zawodowymi

Jego zdaniem, “nauczyciele muszą zostać zdebiurokratyzowani”, bo za dużo czasu poświęcają na wypełnianie ankiet i sprawozdań. – Za chwilę to zrobimy, uwolnimy nauczycieli od tej biurokracji, bezsensownej w wielu punktach – obiecał Czarnek. – Czas, który mają na biurokrację przynajmniej w części powinni poświęcić dla dzieci, bo nauczyciele są dla dzieci i powinni być bardziej dostępni dla dzieci. By sytuacja, w której rodzic musi uczyć się fizyki czy chemii, żeby odrobić pracę domową z dzieckiem, już się nie zdarzała w Polsce albo zdarzała w dużo mniejszej skali. W ślad za tym wszystkim pójdą znaczące podwyżki wynagrodzenia, idące nawet w kilkadziesiąt procent, ale ostateczna wysokość tych wynagrodzeń będzie uzgadniana ze związkami zawodowymi – mówił szef MEiN.

Zanim ZNP wycofał się z rozmów z ministerstwem, Przemysław Czarnek proponował podwyżkę w wysokości zaledwie 454-551 zł brutto. W efekcie podwyżki pensum, odebrania wynagrodzenia za godziny ponadwymiarowe i obcięcia dodatków nauczyciele tak naprawdę sfinansowaliby tę podwyżkę z własnej kieszeni.

Czarnek obiecuje “bardzo wysokie podwyżki”. Nie mówi jednak, że nauczyciele sami je sfinansują. Tak wynika z propozycji MEiN

Czarnek po raz kolejny powtórzył, że jeśli chodzi o powrót dzieci do szkół od 1 września, to “na horyzoncie nie ma zagrożeń” dla edukacji stacjonarnej. Aby zabezpieczyć szkoły i placówki oświatowe, rząd przeznaczył 100 mln zł na transporty m.in. płynu dezynfekującego, termometrów i maseczek do 32 tys. placówek oświatowych w całym kraju.

– Dodatkowym zabezpieczeniem przed koronawirusem są szczepienia uczniów w wieku 12-18 lat. Cieszymy się, że rodzice ponad 30 proc. uczniów w tym wieku już zdecydowali się na to, że dzieci zostaną zaszczepione – mówił szef MEiN. Szkoły dostały z ministerstwa materiały na temat szczepień. Od 1 września mają też prowadzić akcje na rzecz szczepień. Dyrektorzy będą mogli utworzyć na terenie swojej placówki punkty szczepień albo nawiązać współpracę z istniejącymi już punktami szczepień populacyjnych.

– Szczepienia dzieci są dobrowolne. Szczepienia nauczycieli są dobrowolne. Nie będziemy wprowadzać żadnego podziału na dzieci zaszczepione i niezaszczepione. Takich rzeczy w szkole robić nie będziemy, ale będziemy zachęcać do korzystania ze szczepień – zapewnił Czarnek.

Minister edukacji nie odpowiedział na pytanie, kto ma ponosić odpowiedzialność, jeśli na terenie punktu zorganizowanego w szkole dojdzie po szczepieniu do silnej reakcji u dziecka. – My dyrektora nie zmuszamy do tego, żeby powstawały punkty szczepień w szkołach. Co więcej, zachęcamy do tego, żeby rodzice decydowali się na szczepienia swoich dzieci w punktach ogólnodostępnych, które czekają i dzisiaj we wszystkich częściach naszego kraju – oznajmił szef MEiN.

– Dyrektorowi pozostawiamy swobodę w tym zakresie. Najpierw dyrektorzy zbiorą deklaracje od rodziców. Jeśli uznają, że wystarczy punkt ogólnodostępny położony najbliżej szkoły, bo to jest podstawowe miejsce, w którym się szczepimy, to rzeczywiście będą mogli prosić te punkty szczepień i odpowiednie służby o to, by taki punkt powstał przy szkole. I my będziemy w tym pomagać. Ale nie zmuszamy ani dyrektora szkoły ani rodziców do tego, żeby dzieci były szczepione w szkołach – dodał.

Według szacunków MEiN, obecnie zaszczepionych jest ok. 80 proc. nauczycieli.

Czarnek zapewnił też, że w ośrodkach dla uchodźców są “bardzo dobre warunki dla uchodźców, wiemy jak im pomagać, jak pomagać dzieciom”. – Tworzenie atmosfery takiej, że oto nie pomaga się uchodźcom, bo ktoś chce prowadzić proceder przemytu ludzi i handlu ludźmi, jest absolutnie nie na miejscu – stwierdził szef MEiN. – Dzieci uchodźców, którzy zostaną legalnie przyjęci na terenie kraju, będą miały odpowiednią opiekę i dostęp do edukacji – dodał.

(PS, GN)