Dr Tomasz Dzieciątkowski: Koronawirus nie zna pojęcia moralności, zakaża niezależnie od płci, wyznania czy przekonań

Szczepmy się jak najszybciej, bo dzięki temu osiągniemy tak oczekiwany poziom odporności zbiorowej. Pamiętajmy, że koronawirus absolutnie nie zna pojęcia moralności, zakaża każdego, niezależnie od płci, wyznania czy przekonań politycznych. A będzie zakażał tym łatwiej, im łatwiej mu na to pozwolimy. Skoro episkopat potrafi się wypowiadać na temat moralności szczepionek, to może niech weźmie na swoje barki odpowiedzialność moralną za zakażenie czy zgon osób, które zrezygnują ze szczepienia po tego typu wygłaszanych opiniach.

Z dr. Tomaszem Dzieciątkowskim, wirusologiem z Katedry i Zakładu Mikrobiologii Lekarskiej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, rozmawia Katarzyna Piotrowiak

„Czego się Pani boi?”, „Nie ma żadnego covida” –właśnie byłam świadkiem awantury w sklepie o maseczkę. Mimo trwania pandemii i tak wielu zgonów zachowania niektórych osób nie zmieniają się.

– Bo według starej anegdoty, każdy z Polaków zna się najlepiej na prawie, edukacji, medycynie i piłce nożnej. Większość takich zachowań sprowadza się do mediów społecznościowych i awanturowania się w sklepie. To wynika z zaniedbań, kolejna rzecz to zmęczenie. Ja też jestem zmęczony noszeniem maseczki. Ale im większą odpowiedzialnością społeczną będziemy się wykazywać, tym większe mamy szanse, że szybciej pokonamy pandemię.

Część młodych ludzi buntuje się przeciwko maseczkom. W czasie matur próbnych, w niektórych przypadkach dyrektorzy musieli interweniować. Czy matura może stanowić niebezpieczeństwo epidemiczne?

– Pojawią się elementy zagrożenia, ale matura to jednak dystans. Uczniowie będą rozsadzeni w salach gimnastycznych i klasach, co ułatwi zachowanie reżimu sanitarnego. Miejscem kluczowym wprowadzającym pewne ryzyko może być moment wpuszczania uczniów na salę. Żeby się tam nie tłoczyli, trzeba przedsięwziąć pewne kroki. My, na uczelni, zmagamy się z takimi samymi problemami.

Najlepiej wydelegować kogoś, kto będzie nad tym czuwał już przy wejściu do szkoły i wpuszczał ich pojedynczo oraz sprawdzał, czy maski są na twarzy, a ręce zdezynfekowane. A jeśli ktoś nie posłucha, to można powiedzieć: „młody człowieku, stwarzasz zagrożenie epidemiologiczne”.

Jeśli nie chcemy zamykać drzwi na egzamin przed osobami bez maseczek, to trzeba im sugestywnie wyjaśnić problem. Oni są pełnoletni, przystępując do matury, mają pełną odpowiedzialność karną. Mówimy o tym też studentom.

Sytuacja jest trudna, liczba zgonów przeraża. Nauczyciele przed maturą pytają, czy poziom przeciwciał jest wystarczający po pierwszej dawce?

– Nie obawiajmy się koronawirusa, ale traktujmy go z pewnego rodzaju respektem. Uważajmy na siebie i szczepmy się. To pomoże.

Jedna dawka szczepionki oczywiście nie da pełnej ochrony gwarantowanej przez producenta, ale zawsze jakiś poziom przeciwciał zostanie osiągnięty, jednak najwcześniej w ciągu 10-14 dni od zaszczepienia, więc jak kogoś zaszczepiono pierwszą dawką na dwa dni przed maturą, to jeszcze tych przeciwciał mieć nie będzie.

I co należy wyraźnie podkreślić: niezależnie, czy to będzie Pfizer, Moderna, AstraZeneca, czy coś innego, szczepionki zabezpieczają w dużym procencie przed ciężkim przebiegiem COVID-19. Oczywiście jest pewne ryzyko.

Wielka Brytania ostrzega, że po zluzowaniu obostrzeń pojawiła się tam mutacja południowoafrykańska. Zaszczepili dużą populację w porównaniu z innymi krajami europejskimi, ale nie wiedzą, na ile AstraZeneca chroni przed tym szczepem. Na ile powinniśmy się tego obawiać w tej chwili?

– Pamiętajmy, że wirus będzie mutował tylko i wyłącznie w organizmie wrażliwym. W związku z tym, im większy odsetek osób będzie zaszczepiony, tym mniejsze jest prawdopodobieństwo zakażenia, a jeśli prawdopodobieństwo zakażenia jest mniejsze, to prawdopodobieństwo mutacji też będzie maleć. Jest to kolejny argument za tym, żeby się szczepić. Oczywiście mogą się tworzyć warianty, przeciwko którym szczepionki będą mniej skuteczne. Jeżeli chodzi o wariant południowoafrykański, to AstraZeneca nie jest najlepsza, z kolei Pfizer i Moderna są OK, podobnie jak Johnson & Johnson.

Ale nauczyciele są szczepieni AstraZenecą, którą ocenił Pan jako nie najlepszą w starciu z mutacją południowoafrykańską.

– Szczepionki mRNA porównuję do bentleya, a szczepionki wektorowe, takie jak AstraZeneca do, BMW wysokiej klasy. Gdyby była taka możliwość, wolałbym mieć bentleya niż BMW. I gdyby była taka opcja, to zakupiłbym dla mieszkańców naszego kraju wyłącznie szczepionki mRNA. Ta technologia ma po prostu większą skuteczność. Sama zasada działania też jest najbardziej elegancka w porównaniu z innymi.

W UE trwają dyskusje, czy podawać mRNA jako drugą dawkę. Co Pan o tym sądzi?

– Nie podoba mi się ten pomysł. Jedna dawka takiej szczepionki, druga dawka innej – taka opcja nie powinna być ani rozważana, ani zalecana, dopóki nie ma badań klinicznych. W innym wypadku nosiłoby to wszelkie znamiona eksperymentu medycznego i byłoby niezgodne z kartą produktu leczniczego, czyli zaleceniami producenta. Jestem przeciwnikiem takiego rozwiązania.

Zapraszamy do głosowania w naszej ankiecie:

Nauczycielu, jak oceniasz decyzję o wprowadzeniu w 11 województwach nauki w systemie hybrydowym w klasach I-III?

  • negatywnie, za wcześnie na powrót uczniów do szkół (46%, 920 głosów)
  • negatywnie, czas już na przywrócenie lekcji stacjonarnych (28%, 557 głosów)
  • pozytywnie, to jedynie wyjście w obecnej sytuacji (13%, 252 głosów)
  • pozytywnie, ale uważam, że powinno to dotyczyć całego kraju (8%, 149 głosów)
  • trudno powiedzieć (5%, 106 głosów)

Głosujących: 1 984

Loading ... Loading ...

Coraz więcej nauczycieli jest przed drugą dawką AstraZeneki. Czyli nie powinni sugerować się rozważaniami o ewentualnym mieszaniu dawek?

– Powiem tak: w tej sytuacji najlepsza jest ta szczepionka, która jest jak najszybciej dostępna. Nie zważajmy na wszelkiego rodzaju pomysły niesprawdzone medycznie, tak jak nie zwracajmy uwagi na wypowiedzi episkopatu w tej materii.

Szczepmy się jak najszybciej, bo dzięki temu osiągniemy tak oczekiwany poziom odporności zbiorowej. Pamiętajmy, że koronawirus absolutnie nie zna pojęcia moralności, zakaża każdego, niezależnie od płci, wyznania czy przekonań politycznych. A będzie zakażał tym łatwiej, im łatwiej mu na to pozwolimy.

Skoro episkopat potrafi się wypowiadać na temat moralności szczepionek, to może niech weźmie na swoje barki odpowiedzialność moralną za zakażenie czy zgon osób, które zrezygnują ze szczepienia po tego typu wygłaszanych opiniach. To, co naprawdę chciałbym powiedzieć o sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy, nie nadaje się do druku. Niestety, znajdujemy się na niechlubnym miejscu na podium – wśród krajów o jednej z największych umieralności na COVID-19.

Z czego to się wzięło? Naprawdę winna jest tylko i wyłącznie mutacja brytyjska, a może słabe testowanie przyjeżdżających z Anglii na święta czy otwarcie w całym kraju szkół w styczniu dla klas I-III?

– Wszystko po kolei miało wpływ. Sprowadzenie rodaków do kraju na święta na pewno ułatwiło mutacji brytyjskiej działanie. Zakaźność w jej przypadku jest większa nawet do 70 proc. Ten wariant i tak by do nas dotarł, ale później i nie z taką siłą. Co do szkół: zdalne nauczanie mi się nie podoba ani jako ojcu 14-latka, ani jako wykładowcy akademickiemu, ale rozumiem tę konieczność. Natomiast pójście na żywioł i założenie, że nie będzie transmisji poprzez młodsze klasy, było złym założeniem. Do tego za mała liczba testów i słabe tempo szczepień na początku spowodowane czynnikami zewnętrznymi.

(…)

***

Przedstawiamy fragment wywiadu opublikowanego w GN nr 16-17 z 21-28kwietnia br. Całość – w wydaniu papierowym i elektronicznym (ewydanie.glos.pl)

Fot. Archiwum prywatne

Nr 16-17/21-28 kwietnia 2021

Prof. Robert Flisiak: Wpuszczenie dzieci do szkół wywołało dwie fale. Niestety, to był błąd. Dlatego musimy być ostrożni