Dyrektor Arkadiusz Bogucki: Otworzyłem szkołę dla ósmoklasistów. Dla dobra dzieci

W tym momencie to nie jest kwestia konsekwencji prawnych, tylko zdrowego rozsądku. Chcę podkreślić, każda szkoła ma swoją specyfikę. Ja mam w klasie VIII tylko 14 uczniów uczestniczących w lekcjach stacjonarnych. Mam też budynek szkolny o ogromnej kubaturze. To jest kolejny atut, który pozwolił mi na podjęcie takiej decyzji.

Z Arkadiuszem Boguckim, dyrektorem Szkoły Podstawowej im. bp. Jana Chrapka w Majdowie (w woj. mazowieckim), rozmawia Katarzyna Piotrowiak

Wpuścił Pan uczniów klas VIII na lekcje do szkoły. Na prośbę rodziców?

Na prośbę – to za dużo powiedziane. To była kwestia związana z niezadowalającą jakością zdalnego nauczania, co wynikało z problemów technicznych. Po rozmowach z rodzicami okazało się, że nie ma wyjścia. Napisali oświadczenia i, biorąc pod uwagę dobro dzieci, wpuściłem uczniów do szkoły.

Co było w tych oświadczeniach rodziców?

Napisali, że nie są w stanie zapewnić dzieciom warunków do nauki w miejscu zamieszkania. Internet się rwał, a już niedługo egzaminy.

Od kiedy chodzą na lekcje?

Od połowy grudnia. W klasie VIII mam tylko 15 uczniów, z tym że jedno z dzieci uczy się indywidualnie w domu. Rozporządzenie MEiN już wtedy działało, więc siłą rzeczy nie miałem innej możliwości. To ma swoje plusy, uczniowie biorą udział w zajęciach tak jak w przerwach między lockdownami.

Słyszy się, że w czasie pandemii nie jest to łatwe do zorganizowania. W Pana szkole są jakieś szczególne warunki, które to ułatwiły?

Zadziałało kilka czynników. Po pierwsze, samorządy gminny i marszałkowski bardzo mocno spięły się w kwestii doposażenia szkoły w sprzęt dobrej jakości. Część dzieci z różnych klas też go dostała, jesteśmy podpięci pod OSE, mamy wi-fi w szkole. Początkowo wydawało się, że to wystarczy, ale szybko okazało się, że dobrze wyposażona szkoła, nawet jeśli ma co trzeba, nie jest w stanie poprawić jakości zdalnej nauki, jeśli sieć komputerowa w prywatnych mieszkaniach pozostawia, delikatnie mówiąc, wiele do życzenia. Światłowody są w nielicznych domach. Nawet przejście na hybrydę mijało się z celem.  Niedostatki techniczne w domach często uniemożliwiają dzieciom udział w zdalnych lekcjach. Jedne mają lepiej, inne gorzej.

Mało kto zdecydował się na taki manewr. Niektóre samorządy czy dyrektorzy szkół obawiają się konsekwencji prawnych, gdyby w takiej sytuacji doszło do zakażeń w szkole. Zresztą obawy mają różne. Pan nie?

W tym momencie to nie jest kwestia konsekwencji prawnych, tylko zdrowego rozsądku. Chcę podkreślić, każda szkoła ma swoją specyfikę. Ja mam, jak już mówiłem, w klasie VIII tylko 14 uczniów uczestniczących w lekcjach stacjonarnych. Mam też budynek szkolny o ogromnej kubaturze. To jest kolejny atut, który pozwolił mi na podjęcie takiej decyzji. Sanepid, przeprowadzając kontrolę, stwierdził, że pod względem sanitarnym jesteśmy bezpieczni. Oczywiście nie chciałbym podejmować takiej decyzji, gdybym miał kilka klas VIII, które liczą do 30 uczniów i do tego mały budynek.

(…)

Dziękuję za rozmowę.

***

Przedstawiamy fragment wywiadu opublikowanego w GN nr 5-6 lutego br. z 3-10 lutego 2021 r. Całość – w wydaniu papierowym i elektronicznym (ewydanie.glos.pl)

Fot. Archiwum prywatne

NR 5-6/3-10 lutego 2021