Od września będę wychowawcą klasy biologiczno-chemicznej z elementami medycznego języka angielskiego. To jest mój pomysł. Chciałabym przygotować do życia uczniów, którzy chcą później studiować medycynę – zostać lekarzami, leczyć ludzi. Sama jestem po „biol-chemie”, przez lata myślałam, że będę lekarzem, a potem okazało się, że jednak za bardzo kocham języki i uczenie. Drzemie we mnie potrzeba, żeby co jakiś czas proponować coś nowego, więc połączyłam moją miłość do medycyny z tym, co już robiłam.
Z Ewą Drobek,* anglistką i germanistką w XV Liceum Ogólnokształcącym im. Narcyzy Żmichowskiej w Warszawie, finalistką Global Teacher Prize 2026, rozmawia Katarzyna Piotrowiak
Nie zdobyła Pani miliona dolarów na swoje projekty edukacyjne, ale…
– …czuję się szczęśliwa i wygrana, że mogłam brać udział w Global Teacher Prize.
To wielki sukces. Pani obecność w pierwszej dziesiątce Global Teacher Prize potwierdziła, że polscy nauczyciele coraz wyraźniej zaznaczają swoją obecność w wydarzeniu, określanym mianem „nauczycielskiego Nobla”. Co Pani to dało?
– Moją nagrodą jest poznanie wspaniałych nauczycieli z całego świata. Niesamowite doświadczenie dla mnie. Mam nadzieję, że te znajomości i przyjaźnie, które tam nawiązałam, zaprocentują i przyniosą mi wiele lat współpracy z ludźmi, którzy poświęcają się tej pracy bez reszty. Już mam zaplanowaną wymianę z USA, która ma się odbyć w przyszłym roku szkolnym.
Nawiązaliście trwałe przyjaźnie?
– Myślę, że tak, nauczyciele zawsze znajdą wspólny język, niezależnie od tego, z jakiego kraju pochodzą. Poznałam nie tylko wspaniałych nauczycieli, ale też ludzi z Fundacji Varkey, którzy traktują nauczycieli jak osoby, które należy szanować, podziwiać. Niesamowite, jak nas powitali. Rozwinęli przed nami czerwony dywan, zorganizowali bal na 800 osób, na którym śpiewał Matteo Bocelli. To piękne powitanie pozostanie mi na długo w pamięci, także z tego powodu, że tak jak wszyscy martwię się sytuacją międzynarodową w cieśninie Ormuz.
Co oznacza dla nauczyciela zbieranie laurów?
– Obserwuję wiele pozytywnych reakcji, dostaję dużo ważnych dla mnie informacji zwrotnych. Głównie od swoich uczniów, znajomych, ale także od SuperBelfrów, którzy przeprowadzili ogromną kampanię, żeby nagłośnić ten mój sukces. Rozmawiałam o tym z Głosem Nauczycielskim. To wszystko było ważne, jednak zauważyłam, że sukcesy nauczycieli nie dla wszystkich są widoczne. Może nawet trzeba by powiedzieć, że rzadko są dostrzegane.
Spogląda Pani teraz na zawód nauczyciela z innej perspektywy?
– Bardzo wiele mnie to nauczyło. Poza tym, że poznałam wiele osób, to nauczyłam się przekraczania swoich granic. Bo jednak ten wyjazd i udział w konkursie to była praca, nie wakacje. Musiałam przedstawić swoje metody pracy, pokazać swoją master klasę, a wszystko to, co mówiłam, było weryfikowane u moich uczniów. Starałam się pokazać to, co robię w szkole, jak potrafię najlepiej. Na pewno nie czułam się gorzej niż nauczyciele z innych krajów.
To mi też pokazało – i myślę, że to jest bardzo ważne – że nasz system edukacji, sposób nauczania uczy wytrwałości, radzenia sobie ze wszystkim, co się dostaje. Wysiłek wkładany w edukację uczniów daje moc. Właśnie podczas GTP mocno poczułam, że to zaprocentowało. Myślę, że sukcesy polskich nauczycieli warto przekuć w coś, co przyciągnie młodych do zawodu.
Została Pani ambasadorką nauczycieli?
– Staram się nią być. Zaskoczyło mnie, że przy okazji mówienia o konkursie dużo osób nie miało pojęcia, ile ciekawych inicjatyw wprowadzają w szkołach polscy nauczyciele, jak wiele efektów edukacyjnych dzięki swojej ciężkiej pracy potrafią osiągnąć. Chodzi o to, że z naszej pracy wynikają przecież konkretne efekty. Sukcesy naszych uczniów.
Być może za słabo dzielimy się tym, co robimy. Myślę, że jak najczęściej powinniśmy głośno mówić o tym, co dobrego dzieje się w naszych szkołach, bo niestety, inni nas wyręczą i będą dominować wyłącznie niedobre rzeczy. Uważam, że trzeba stwarzać taką atmosferę, żeby szkoły nie bały się mówić o tym, co ciekawego wprowadzają, jakie mają pomysły. Chciałabym być takim katalizatorem zmian, ale wiem, że to nie jest łatwe.
Ewa Drobek uhonorowana przez szefową MEN medalem Komisji Edukacji Narodowej. Gratulujemy!
Czuje się Pani do tego zobowiązana?
– Ale jestem też zapraszana. W ciągu tych kilku miesięcy spotkałam się z wieloma nauczycielami, również młodymi. Liczne weekendy są wypełnione spotkaniami. Nauczyciele chcą ze mną rozmawiać, proszą, żebym opowiadała im o swoich metodach pracy. Z Fundacją Projektor byłam m.in. w Białymstoku, Bydgoszczy, Warszawie, Krakowie. W bardzo wielu miejscach, gdzie nauczyciele chcą mówić o swoich osiągnięciach, ale też bolączkach. Te spotkania są ważne, bo w ich trakcie dociera do nas, że wszystko jest możliwe.
„Wykluły się” kolejne projekty, pojawiły się nowe inspiracje?
– Jest kilka pomysłów. O niektórych nie mogę mówić, bo są w fazie tworzenia. Na pewno będą liczne wymiany uczniowskie i nowa klasa autorska. Od września będę wychowawcą klasy biologiczno-chemicznej z elementami medycznego języka angielskiego. To jest mój pomysł. Chciałabym przygotować do życia uczniów, którzy chcą później studiować medycynę – zostać lekarzami, leczyć ludzi. Sama jestem po „biol-chemie”, przez lata myślałam, że będę lekarzem, a potem okazało się, że jednak za bardzo kocham języki i uczenie.
Drzemie we mnie potrzeba, żeby co jakiś czas proponować coś nowego, więc połączyłam moją miłość do medycyny z tym, co już robiłam. Wymyślam więc takie projekty, które czuję i wiem, jak je „zaopiekować”. Myślę, że to będzie obiecujący profil.
To dość wąska specjalizacja.
– Ale nie należy się ich bać. Wymyśliłam już klasę architektoniczną, klasę teatralną. Znowu będziemy mieli nabór do klasy artystycznej z warsztatami teatralnymi. Ten projekt zawsze cieszył się ogromną popularnością być może dlatego, że daje szansę na upuszczenie emocji. W szkole to jest bardzo potrzebne.
Czy wszystkie projekty edukacyjne udaje się zrealizować?
– Przez 27 lat pracy miałam wiele momentów, kiedy zastanawiałam się, czy dam radę coś zorganizować, ale potem okazywało się, że wytrwałość popłaca. Teraz walczę o to, żeby spełnić marzenie moich absolwentów, którzy chcą wystąpić przed cesarzem Japonii na festiwalu muzycznym. Chcą zaśpiewać piosenkę, którą sami napisali i skomponowali.
Nawet ja początkowo myślałam, że to marzenie jest absolutnie niemożliwe do spełnienia, ale udało się poruszyć MEN i MSZ. Być może drogą dyplomacji uda się wszystko zrealizować. Jeśli więc ktoś mnie pyta, czy wszystko jest możliwe, to już teraz mówię, że tak. Można poruszyć niebo i ziemię…
Nie tak dawno powiedziała Pani, że bierze na siebie zbyt wiele i trzeba przystopować. Z tego postanowienie chyba niewiele pozostało?
– Mam nowe pomysły i dużo energii. Ciągle też mogę liczyć na wsparcie rodziców moich uczniów, którzy dają mi środki na sfinansowanie projektu „Żmichowska śpiewa”. Od 13 lat, rok w rok, mogę na nich liczyć.
„Serdecznie gratulujemy Pani Profesor Ewie Drobek, która dzisiaj odebrała z rąk Pani Minister Edukacji Barbary Nowackiej Medal Komisji Edukacji Narodowej za szczególne zasługi w dziedzinie edukacji. Wszystko odbyło się w auli naszej szkoły i byliśmy tego świadkami!” – napisali w social mediach uczniowie Żmichowskiej. Młodzież zadbała o informację.
– Bo to oni m.in. są twórcami mojej strony internetowej, pilnują, żeby moje sukcesy wybrzmiewały. Myślę jednak, że to jest obustronne, bo ja też często się chwalę ich sukcesami. Ich sukcesy to częściowe odbicie tego, co robię, będąc nauczycielką od prawie trzech dekad.
(…)
Opowiada Pani o swojej pracy w szkole nauczycielom z innych krajów?
– I słucham też, jak inni pracują ze swoimi uczniami, np. w Australii, Nowej Zelandii, Hiszpanii, we Włoszech. Staram się czerpać z tego i uczyć się od innych. I widać pewne różnice. Dużo ostatnio dyskutujemy między sobą na temat ograniczenia ekranów i telefonów w szkole. Zdania są podzielone, bo ja na lekcjach języka angielskiego używam aplikacji, które służą do przeprowadzania powtórek. Moi uczniowie bardzo lubią taką pracę. Z kolei koledzy z Australii podpierają się badaniami na temat uzależnień cyfrowych i powtarzają, że całkowicie się z tego wycofują. Wracają do papieru, książek i natury…
Jaki jest globalny wymiar tej nagrody?
– Najważniejsze jest dla mnie to, że mogłam reprezentować swój kraj, ale też poznać ludzi, z którymi będę się spotykać. Sądzę, że te przyjaźnie są trwałe. To będzie część globalnego wymiaru mojej pracy.
Dziękuję za rozmowę.
Ewa Drobek i ks. Damian Wyżkiewicz – Wyróżnieni w Konkursie Nauczyciel Roku 2019
* Ewa Drobek to pierwsza w historii polska nauczycielka, która znalazła się w najlepszej dziesiątce konkursu Global Teacher Prize organizowanego przez Fundację Varkey we współpracy z UNESCO. W 2016 r. finalistka, a w 2019 r. Wyróżniona w Konkursie Głosu Nauczycielskiego Nauczyciel Roku, w 2020 r. nominowana do Dedicated Teacher Awards, w 2022 r. finalistka Nagrody im. Ireny Sendlerowej „Za naprawianie świata”, w tym roku dotarła do ścisłego finału Global Teacher Prize 2026. Po powrocie otrzymała Medal Komisji Edukacji Narodowej.
Przedstawiamy skróconą wersję wywiadu opublikowanego w Głosie Nauczycielskim nr 18-19 z 6-13 maja br. Całość w wydaniu drukowanym i elektronicznym (e.glos.pl)
Fot. Archiwum prywatne
