Decyzja o likwidacji szkoły musi być zawsze głęboko przemyślana i dobrze uzasadniona. Tu nie ma miejsca na pochopne działania, bo i tak wszystko będzie dokładnie zweryfikowane. Moim zadaniem jest sprawdzenie, czy zapewniona będzie kontynuacja nauki, dojazd do nowej szkoły, czy dzieci przeniesione będą mogły się uczyć na równych prawach z innymi dziećmi. (…) Inną sprawą jest, że w toku postępowania zmierzającego do przygotowania opinii musimy trzymać się nie tylko przepisów prawa, ale też orzecznictwa sądów administracyjnych, które zezwalają na dokonanie oceny likwidacji szkoły jedynie w zakresie konkretnych przepisów ustawy.
Z Januszem Brzozowskim, łódzkim kuratorem oświaty, rozmawia Katarzyna Piotrowiak
Do końca lutego kuratorzy oświaty musieli zostać poinformowani przez gminy i powiaty o zamiarze likwidacji szkół i przedszkoli. Ile z nich może zostać zlikwidowanych w województwie łódzkim?
– Stosowne wnioski docierały do nas jeszcze na początku marca. Do końca lutego dostałem sześć wniosków dotyczących likwidacji szkół podstawowych, zostały wydane cztery opinie pozytywne, dwa inne są w trakcie procedowania. Na liście są ponadto trzy punkty przedszkolne oraz młodzieżowy ośrodek sportowy.
W szkołach przeznaczonych do likwidacji jest bardzo mało uczniów, a w dwóch z nich nie ma żadnego. W pierwszej – od początku bieżącego roku szkolnego, a w przypadku drugiej wójt gminy poinformował, że rodzice postanowili przenieść 17 ostatnich uczniów do innej szkoły i od października w budynku jest pusto. Takie sytuacje w Polsce już się zdarzały.
Czyli rodzice przenieśli dzieci, zanim samorząd zamknie szkołę. Dużo było takich przypadków, odkąd został Pan kuratorem oświaty?
– Po raz pierwszy spotkałem się z takim przypadkiem. Jeśli liczba uczniów maleje i jest zagrożenie likwidacją szkoły, bo koszty jej utrzymania w przeliczeniu na jednego ucznia drastycznie rosną, to gmina z reguły przestaje inwestować w taką placówkę. Niepewność co do przyszłości sprawia, że rodzice decydują się, żeby przenieść swoje dzieci do szkół z lepszym zapleczem dydaktycznym.
Do niedawna likwidacją zagrożone były szczególnie szkoły wiejskie, teraz ten trend się zmienia, znikają również szkoły w miastach.
– Likwidacja szkół w dużych miastach jest rzadszym zjawiskiem. Na terenach wiejskich jest znacznie gorzej. Problemem jest ujemny przyrost naturalny, a jego skalę obrazuje wyraźny spadek liczby najmłodszych dzieci w grupie od 0 do 2 lat. W latach 2020-2024 na obszarach miejskich nastąpił spadek liczby najmłodszych dzieci o ok. 23 proc., podczas gdy na obszarach wiejskich o ok. 30 proc. (dane ogólnokrajowe – red.). Także spadek liczby dzieci w wieku szkolnym na obszarach wiejskich jest większy niż w miastach. Jest to efekt migracji ludności ze wsi do miast.
Można te dane również odczytywać inaczej. Wyraźnie widać, że spadek liczby urodzeń na wsi i w miastach jest na tyle wysoki, że zaczynają się zacierać różnice między tymi obszarami.
– Niewątpliwie gminy miejskie też mają problem z demografią i z liczbą uczniów w szkołach, jednak punkt wyjścia w gminach wiejskich jest nieporównywalnie bardziej niekorzystny ze względu na już teraz małą liczbę uczniów w poszczególnych klasach. W gminach wiejskich jest wiele klas po 10 lub mniej uczniów w oddziale, podczas gdy np. w Łodzi z reguły jest ich nadal powyżej 20, a w szkołach ponadpodstawowych nawet ponad 30. Ta bardzo mała liczba uczniów w gminach wiejskich w poszczególnych oddziałach martwi, ponieważ tam każdy kolejny uczeń mniej powoduje, że pojawia się zagrożenie likwidacją.
Przy jakiej liczbie uczniów pojawia się to zagrożenie?
– Są oddziały, gdzie mamy po dwoje, troje uczniów, a na innych poziomach kształcenia w ogóle nie są tworzone klasy. Kiedy nowe oddziały nie powstają, zaczynają się dyskusje co do racjonalności i zasadności wydawania środków publicznych na prowadzenie tak małych szkół.
Jak Pan na to patrzy, kiedy słyszy, że konieczne są oszczędności, że optymalizacja kosztów jest ważniejsza niż szkoła?
– Problemy demograficzne to punkt wyjścia w rozmowach o likwidacji szkoły czy przedszkola. Zawsze w takiej sytuacji pojawia się pytanie, jak długo jeszcze gminę będzie stać na utrzymanie bardzo małej – a prawdopodobnie z każdym rokiem mniejszej – placówki. Nigdy wcześniej nie zmagaliśmy się z tak dużym kryzysem demograficznym jak obecnie, a co gorsza, jeżeli spojrzymy na prognozowaną liczbę ludności w kolejnych 30 latach, to będzie nas już tylko mniej. W 2023 r., jak podaje GUS, mieszkańców Polski było ok. 37,6 mln, a w 2060 r. – jak wynika z prognoz – będzie ok. 30,9 mln.
A są prognozy jeszcze bardziej pesymistyczne niż te, które przytaczam. To przekłada się na liczbę uczniów i szkół. GUS podał, że w 2023 r. mieliśmy w Polsce 28 proc. szkół podstawowych liczących mniej niż 100 uczniów, w tym 10 proc. szkół, gdzie jest nawet mniej niż 50 uczniów. Łącznie obowiązek szkolny realizuje w tych szkołach tylko 5,5 proc. wszystkich uczniów.
Dużo się mówi o tym, że mniejsza szkoła i klasa to większy komfort nauki dla dzieci, a i tak szkoły są likwidowane. Może nie wszystko należałoby likwidować? Może demografia stała się rodzajem alibi dla zamykania szkół?
– Inwestowanie w edukację jest niewątpliwie kluczowe dla rozwoju kraju, jednak są tutaj pewne ograniczenia. Wraz z malejącą liczbą ludności zmniejszają się dochody gmin, a kryzys demograficzny odczuwają szczególnie te najmniejsze. To są realne problemy zgłaszane przez wójtów, w mniejszym stopniu burmistrzów i prezydentów miast, choć ich też to zaczyna dotyczyć. Trudno oczekiwać od wójta, żeby nie zwracał uwagi na budżet gminy. Rozumiem rodziców, którzy za wszelką cenę chcą ocalić najmniejszą nawet szkołę, bo przecież chodzi o ich dzieci. W rozmowach podkreślają zalety takich szkół. Argumentują, że uczniowie są pod lepszą opieką, uzyskują lepsze wyniki w nauce, w takich szkołach są silniejsze więzi społeczne, lepsze wsparcie otrzymują też dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi.
Pan tak nie uważa?
– Mniejsze szkoły charakteryzują się niewątpliwie silniejszymi więziami społecznymi między uczniami, nauczycielami i rodzicami, co przekłada się na większe wsparcie emocjonalne. Ale mała liczba uczniów w szkole ma też minusy. To utrudniony rozwój społeczny, który musi przecież opierać się na funkcjonowaniu różnych grup społecznych, brak rozwoju umiejętności pracy grupowej, brak możliwości rywalizacji pomiędzy uczniami. To także ograniczone zasoby kadrowe, wynikające z braku możliwości zapewnienia nauczycielom etatów, i finansowe, które gmina może wydać na edukację.
Te szkoły, które mają być likwidowane w województwie łódzkim, są w małych miejscowościach?
– Tak. To Szkoła Podstawowa w Kaszewach Dwornych w gminie Krzyżanów – 22 uczniów, Szkoła Podstawowa w Kalenicach w gminie Łyszkowice – brak uczniów, Szkoła Podstawowa w Dziepółci w gminie Radomsko – łącznie 25 uczniów, nie ma w niej nikogo w klasach IV, VI i VII. Szkoła Podstawowa w Celestynowie w gminie Sławno – brak uczniów, Szkoła Podstawowa w Kraśnicy w gminie Opoczno – wniosek w trakcie procedowania, oraz Szkoła Podstawowa w Bogdanowie w gminie Wola Krzysztoporska – 40 uczniów. O Opocznie rozmawialiśmy w ubiegłym roku. Gmina chciała przekształcić pięć szkół. Plan był taki, żeby pozostawić tylko klasy I-III, a zlikwidować IV-VIII. Wycofano się z tego pomysłu i chociaż można było przypuszczać, że w tym roku pojawi się podobna uchwała intencyjna, to jednak taki wniosek do nas, na szczęście, nie wpłynął.
Może dlatego, że decyzje samorządowców są czasem podejmowane na wyrost – zaplanujemy likwidację, a potem się zobaczy?
– Nie sądzę, żeby tak było. Decyzja o likwidacji szkoły musi być zawsze głęboko przemyślana i dobrze uzasadniona. Tu nie ma miejsca na pochopne działania, bo i tak wszystko będzie dokładnie zweryfikowane. Moim zadaniem jest sprawdzenie, czy zapewniona będzie kontynuacja nauki, dojazd do nowej szkoły, czy dzieci przeniesione będą mogły się uczyć na równych prawach z innymi dziećmi. Na przykład czy dziecko będzie miało jak wrócić ze szkoły nie tylko po zajęciach obowiązkowych, ale także pozalekcyjnych. Po co planować likwidację, jeśli nie spełnia się tych kryteriów?
Inną sprawą jest, że w toku postępowania zmierzającego do przygotowania opinii musimy trzymać się nie tylko przepisów prawa, ale też orzecznictwa sądów administracyjnych, które zezwalają na dokonanie oceny likwidacji szkoły jedynie w zakresie konkretnych przepisów ustawy. A te, które są w obecnych przepisach prawa, nie dają kuratorom zbyt dużych możliwości. Jednak nowelizacja przepisów ustawy – Prawo oświatowe, która jest w tej chwili procedowana, zapewni kuratorowi oświaty nowe narzędzia.
Kurator oświaty otrzyma więcej narzędzi, żeby zatrzymać likwidację szkoły?
– W nowelizacji ustawy – Prawo oświatowe jest przepis, który mówi o tym, że kurator oświaty, wydając opinię w sprawie likwidacji szkoły, może, a nawet powinien sprawdzić, czy likwidacja nie pogorszy warunków nauki, wychowania i opieki uczniów nie tylko likwidowanej szkoły, ale też tej szkoły, która została wskazana jako miejsce kontynuowania nauki. W jeszcze obowiązujących przepisach tego nie ma. Jest tylko mowa o konieczności zapewnienia możliwości kontynuowania nauki w innej szkole publicznej tego samego typu. Rodzice często powoływali się na to – a takich rozmów z rodzicami miałem sporo – że ich mała szkoła osiąga wysokie wyniki nauczania, jest bogata oferta zajęć pozalekcyjnych, integracyjnych, jest w niej rodzinna atmosfera, bezpośredni dostęp do każdego nauczyciela, a w kolejnej szkole tego nie będzie. No tak, tylko że aktualnie – niestety – nie są to wystarczające przesłanki do wydania negatywnej opinii. Nowy art. 89 to zmienia. Wskazuje wyraźnie, że likwidacja nie może pogorszyć warunków nauki, wychowania i opieki. Ważna będzie tutaj właściwa interpretacja tego przepisu.
I ten właśnie zapis poszerza kompetencje kuratora oświaty?
– Każdą likwidację będę mógł oceniać pod tym kątem. Na podstawie obowiązujących przepisów, mogę wydać negatywną opinię ze względu na pogorszenie się warunków nauki, nawet jeżeli to wprost nie jest wskazane, ale musiałoby być związane przede wszystkim z zapewnieniem bezpieczeństwa i higieny. Może to być np. dwuzmianowość, zbyt liczne oddziały czy niewłaściwe zorganizowanie transportu uczniów i opieki nad nimi. Natomiast w nowelizacji, która jest procedowana, nie zdefiniowano pogorszenia się warunków, więc może to prowadzić do różnych interpretacji.
(…)
Ocenia Pan nowelizację jako pozytywną zmianę?
– Zdecydowanie tak. W przypadkach uzasadnionych trudnymi warunkami demograficznymi lub geograficznymi będą mogły być też tworzone szkoły obejmujące strukturą organizacyjną klasy I-III lub I-IV i IV-VIII. Szkoły z klasami IV-VIII to też będzie nowość. Do tego szkole podstawowej będzie można podporządkować wiele szkół filialnych, co też może ułatwić ich utrzymanie oraz poprawić sytuację nauczycieli, którzy krążą między szkołami, żeby mieć etat. Obecnie wielu z nich ma w każdej szkole po kilka godzin, a po ich połączeniu w zespół zyskają jednego pracodawcę. Przyniesie to wymierne korzyści, bo np. dzięki zatrudnieniu przynajmniej na pół etatu w jednej szkole nauczyciele zyskają prawo do urlopu dla poratowania zdrowia, będzie też większa szansa na umowę na podstawie mianowania, której nie można otrzymać przy braku pełnego wymiaru zatrudnienia. Można tu dostrzec wiele zalet. Jestem orędownikiem tych zmian. Mogą one ocalić wiele szkół przed całkowitą likwidacją.
Edukacja to nie są tabelki. Ilona Kielańska: Tylko presja społeczna może uratować szkołę
Jak często samorządy składają zażalenia do MEN na negatywną opinię kuratora oświaty w sprawie likwidacji?
– Coraz częściej. Miałem do czynienia z takimi sytuacjami w ubiegłym roku. To były zażalenia kierowane do MEN głównie przez wójtów małych gmin. Analizują oni skrupulatnie wyroki sądów administracyjnych, które od 2022 r. bardzo im sprzyjają. Naczelny Sąd Administracyjny wyraźnie wskazał, że kurator oświaty wydający opinię w sprawie likwidacji szkoły musi kierować się wyłącznie konkretnymi przepisami prawa. Gdy brakuje przesłanek prawnych, a górę biorą subiektywne odczucia, składane są zażalenia.
Powiedział Pan, że często musi przekonywać rodziców uczniów, że likwidacji nie da się uniknąć. Czy to oznacza, że zawsze ma Pan kontakt ze społecznością likwidowanej szkoły?
– Zawsze spotykam się z lokalną społecznością, jeśli tylko pojawi się taka potrzeba. Podczas spotkań tłumaczę, że działając w granicach i na podstawie przepisów prawa, nie mam możliwości sprzeciwić się likwidacji szkoły przy dobrze przygotowanym uzasadnieniu. Ani subiektywna ocena wpływu likwidacji szkoły na komfort uczniów czy ogólnie mieszkańców gminy, ani przeświadczenie, że nauka w większej placówce może mieć negatywny wpływ na edukację uczęszczających do niej uczniów, nie uzasadniłyby mojej odmowy.
Dziękuję za rozmowę.
To jest skrócona wersja wywiadu opublikowanego w Głosie Nauczycielskim nr 11-12 z 18-25 marca 2026 r. Cały wywiad – w wydaniu drukowanym i elektronicznym (e.glos.pl)
Fot. Kuratorium Oświaty w Łodzi