Ja nie chcę absolutnie nikogo wybielać, chodzi o to, że nie szanuje się przestrzeni, jaką jest szkoła, ani ludzi, którzy w niej przebywają. Dyrektorzy szkół, w których doszło do tragicznych zdarzeń, bardzo często zwracają uwagę, że w wyniku niekończącej się nagonki nie mogą domknąć szkolnej profilaktyki, nawet po przepracowaniu tragicznego zdarzenia, gdy dzieci zaczynają funkcjonować dobrze. Nie pozwala im się na to, żeby do pewnych spraw nie wracać. Nie ma spokoju.
Z dr. Igorem Bykowskim, wielkopolskim kuratorem oświaty, rozmawia Katarzyna Piotrowiak
„Szkoła nie może stawać się łatwym celem dla narracji, które budują klikalność kosztem poczucia bezpieczeństwa uczniów, poczucia sensu pracy nauczycieli” – to cytat z Pana oświadczenia zamieszczonego na profilu Kuratorium Oświaty w Poznaniu. Jakaś konkretna sprawa spowodowała, że postanowił się Pan odnieść do tego, w jakim świetle przedstawia się szkoły i nauczycieli?
– Szkoła jest dzisiaj „wdzięcznym” tematem ostrych, prostych medialnie opowieści, a czasami nawet insynuacji. Doświadczyliśmy tego w Kielnie, doświadczamy tego w innych przypadkach. W poznańskiej szkole też mieliśmy sprawę, która okazała się niezwykle niebezpieczna. Powstał tekst, w którym ujawniono nazwę szkoły, co okazało się groźne w kontekście opisanej sprawy. Rozumiem, że zadaniem dziennikarzy jest informowanie o tym, że system nie działa, wskazywanie, co powinniśmy poprawić, ale nie może być tak, że pisząc o czymś, dodatkowo ściągamy na szkołę niebezpieczeństwo.
Czasami informacje zamieszczane w internecie są bardzo wyostrzone. Jeden filmik, jedno zdanie czy jakiś kontekst, powodują, że powstaje narracja, która często zaczyna żyć własnym życiem. Budzą się silne emocje takie jak lęk, strach, bo pojawia się historia, która świetnie się klika.
Nie mogę jednak milczeć, bo to się dzieje kosztem konkretnych ludzi: dyrektorów szkół, nauczycieli, rodziców, uczniów. Nie tak powinno być.
Może jest tak, że każdą informację o szkole trzeba obecnie rozpatrywać w znacznie szerszym kontekście, by uniknąć nieporozumień, tak jak to było m.in. w przypadku Kielna, które Pan przywołuje?
– Nie tylko ta sprawa pokazuje, że prawda o szkole jest dużo bardziej złożona niż nagłówek medialny. W szkole zdarzają się sytuacje trudne, czasem bolesne, które wymagają reakcji i odpowiedzialności, ale tam, gdzie są dzieci, trzeba ważyć każde słowo. To powinno dotyczyć nas wszystkich. Absolutnie nie chodzi o to, żeby unikać jakiegoś tematu. Mój apel nie jest próbą zamiecenia jakichś spraw pod dywan czy wprowadzania ograniczeń w informowaniu o różnych sytuacjach, jakie zdarzają się w szkołach. To jest prośba o odpowiednie proporcje, rzetelny język, żeby nie robić sensacji z czyjegoś życia. Krytyka może naprawiać, ale może też upokarzać i niszczyć.
Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że na zjawisko, o którym rozmawiamy, składa się wiele czynników, m.in. to, jak obecnie wygląda debata polityczna, co publikuje się w social mediach, jak bardzo zmieniło się społeczne podejście do informacji. To wszystko rzutuje także na sposób mówienia i pisania o szkole i nauczycielach.
– Z tego rodzi się kryzys zaufania. Zbyt często słyszymy negatywne narracje, zbyt często pojawia się jakiś fejk, zanim cokolwiek zostanie ustalone. W szkoły uderza się bardzo często, powiedziałbym nawet, że zbyt często. Przestrzeń publiczna pełna jest negatywnych informacji, nie tylko z obszaru edukacji. Żyjemy w bańkach informacyjnych, powielamy schematy i powstają z tego uproszczone opowieści, przez które później mamy „szkołę bez zaufania”.
Co to jest „szkoła bez zaufania”?
– To jest myślenie o szkole, jak o budynku z planem lekcji. Nie o to nam przecież chodzi, tylko o to, żeby nasze dzieci mogły w szkole wzrastać i rozwijać się, także w sytuacjach trudnych, które ciągle się zdarzają. Ja nie chcę absolutnie nikogo wybielać, chodzi o to, że nie szanuje się przestrzeni, jaką jest szkoła, ani ludzi, którzy w niej przebywają. Dyrektorzy szkół, w których doszło do tragicznych zdarzeń, bardzo często zwracają uwagę, że w wyniku niekończącej się nagonki nie mogą domknąć szkolnej profilaktyki, nawet po przepracowaniu tragicznego zdarzenia, gdy dzieci zaczynają funkcjonować dobrze. Nie pozwala im się na to, żeby do pewnych spraw nie wracać. Nie ma spokoju. Oczywiście jest też druga strona medalu, a są nią media społecznościowe.
(…)
To jest tylko krótki fragment wywiadu opublikowanego w Głosie Nauczycielskim nr 7-8 z 18-25 lutego 2026 r. Całość – w Głosie Nauczycielskim (wydanie drukowane i elektroniczne)
Fot. Kuratorium Oświaty w Poznaniu
