Nie da się budować równego społeczeństwa bez edukacji. A to oznacza, że zacząć musimy od szkół, bo to, że o równym traktowaniu trzeba rozmawiać w miejscach pracy, jest oczywiste. System edukacji ma ogromne znaczenie dla kształtowania postaw – otwartości, szacunku dla drugiego człowieka i dążenia do równości. Patrząc na scenę polityczną, odnoszę wrażenie, że politycy zapomnieli czym jest szacunek do drugiego człowieka, a to przenika też do społeczeństwa. Dlatego widzę istotną rolę nauczycieli i nauczycielek we włączaniu tematyki równościowej do codziennej praktyki edukacyjnej.
Z Barbarą Popielarz, wiceprzewodniczącą Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych, rozmawia Katarzyna Piotrowiak
Umówiłyśmy się na rozmowę o nierównościach w wynagradzaniu za tę samą pracę, ubóstwie emerytalnym kobiet, ale też o obawach wynikających z dochodzenia do głosu partii prawicowych, dążących do przywrócenia tzw. tradycyjnej roli kobiet w społeczeństwie. Czy obawy o sytuację kobiet w Polsce są słuszne, jest się czym martwić?
– Niestety, jest się czym martwić, co podkreślali przedstawiciele i przedstawicielki wszystkich stron i środowisk, które wzięły udział w naszej konferencji „Fakty zamiast mitów – jak wiedza i dialog budują społeczeństwo równości”*. Alarmujące są wyniki badań społecznych, które mogą świadczyć o tym, że umacniają się konserwatywne przekonania dotyczące roli kobiet.
Było to szczególnie widoczne w niedawnym międzynarodowym badaniu (badanie Ipsos i King’s College London – red.), z którego wynikało, że młodzi mężczyźni z pokolenia Z często hołdują tradycyjnym wzorcom męskości, a rolę kobiet postrzegają w sposób bardzo konserwatywny. Ale także wśród ogółu badanych w Polsce silne są przekonania, że… kobiety mają dziś więcej praw niż mężczyźni.
Wzrost tych nastrojów wykorzystują i podsycają je środowiska skrajnie prawicowe. Kobiety znalazły się na ich celowniku – w tym sensie, że prawica promuje wizerunek kobiety wyłącznie jako żony i matki, pomijając jej prawo do samorealizacji. Dlatego w poprawę sytuacji kobiet musimy zaangażować się mocniej niż dotychczas, zacząć mocniej podkreślać, że równość w miejscu pracy i w życiu zaczyna się od edukacji. Bez edukacji nie będzie trwałej zmiany w społeczeństwie, bo może nastąpić powrót do wzorców znanych z przeszłości.
Czy wymierzona w kobiety narracja jest na fali wznoszącej?
– Wystarczy spojrzeć na sondaże. Niestety, jest tak, że już sama narracja wystarczy, by kobiety poczuły się gorsze. Tak się dzieje, kiedy słyszymy, że to, o co dotychczas walczyliśmy – równe traktowanie i wynagradzanie w miejscu pracy, zakaz dyskryminacji czy równe korzystanie z uprawnień rodzicielskich przez kobiety i mężczyzn – jest odrzucane przez część polityków.
My to odbieramy jako podważanie naszego prawa do realizowania się w tym, co każdy i każda z nas lubi, do czego został/a powołany/powołana i jakie ma predyspozycje. Podsycanie tej narracji, o której mówimy, przekłada się na negatywne postrzeganie kobiet na rynku pracy.
Co może zmienić edukacja?
– Nie da się budować równego społeczeństwa bez edukacji. A to oznacza, że zacząć musimy od szkół, bo to, że o równym traktowaniu trzeba rozmawiać w miejscach pracy, jest oczywiste. System edukacji ma ogromne znaczenie dla kształtowania postaw – otwartości, szacunku dla drugiego człowieka i dążenia do równości. Patrząc na scenę polityczną, odnoszę wrażenie, że politycy zapomnieli czym jest szacunek do drugiego człowieka, a to przenika też do społeczeństwa. Dlatego widzę istotną rolę nauczycieli i nauczycielek we włączaniu tematyki równościowej do codziennej praktyki edukacyjnej.
(…)
Patrząc z perspektywy lat, widać, że wiele zmieniło się na lepsze, jeśli chodzi o prawa kobiet na rynku pracy. Jest o co walczyć, ale jest też czego bronić?
– Nie można absolutnie powiedzieć, że wieloletnia walka o prawa kobiet nie przyniosła zmian, bo kobiety są coraz lepiej wykształcone, przebijają szklany sufit w wielu branżach. Widzimy kobiety za sterami pociągów, tramwajów, nawet w kopalniach też są zatrudniane. Podejmują naukę, a później pracę na uczelniach technicznych, pracują w zawodach, które kiedyś były postrzegane jako „typowo męskie”.
Ale ze stereotypowym myśleniem o roli kobiety nadal się spotykamy. Wiadomo, że część społeczeństwa chłonie taką narrację jak gąbka, co widzimy dzięki social mediom, gdzie wszelkie skrajności świetnie się sprzedają.
Nie jesteśmy w tym odosobnieni, wynika to z ogólnej sytuacji w świecie. Musimy sobie jednak uświadomić, że to uderzenie w kobiety jest bardzo niebezpieczne, dlatego musimy rozmawiać i być otwarci na rozmowy. Usiąść przy jednym stole. Nie w zamkniętych i odizolowanych grupach.
OPZZ: Związki się opłacają. Coraz więcej pracowników odlicza składki członkowskie
Kogo Pani chciałaby zobaczyć przy tym stole?
– Widzę przy tym stole nie tylko kobiety, bo równość nie jest tylko sprawą kobiet, leży w interesie całego społeczeństwa. Podczas naszej konferencji* występowało mnóstwo mężczyzn, którzy doskonale rozumieli, że trzeba zwalczać stereotypy związane z płcią.
Kiedy zostałam wiceprzewodniczącą OPZZ, to w 2022 r. powołaliśmy Zespół ds. Równości, który zastąpił działającą od lat Komisję Kobiet OPZZ. Chodziło o to, żeby o tematach, które dla nas są ważne, rozmawiać nie tylko w środowisku kobiet, bo one wiedzą, jaka jest ich sytuacja.
Uznałyśmy, że musimy rozmawiać ze wszystkimi i we wszystkich środowiskach. Dialog przynosi efekty, widzimy to m.in. w zakładach pracy, gdzie wyrównuje się wynagrodzenia kobiet i mężczyzn za tę samą pracę, nie czekając na dyrektywę unijną w sprawie równości wynagrodzeń. I to jest poprawa.
Wiele kobiet powie, że nadal nie jest z tym najlepiej.
– Ale wyraźnie widać, że tam, gdzie są związki zawodowe, i tam, gdzie obowiązują układy zbiorowe pracy, już nie ma aż takich dysproporcji w wynagrodzeniach między kobietami i mężczyznami, którzy zajmują te same stanowiska, mają takie samo wykształcenie i doświadczenie. Tam, gdzie związków zawodowych nie ma, różnice są nadal znaczące. Od dawna wyraźnie widzimy tę zależność.
Dlatego apelujemy do pracodawców, żeby monitorować sytuację, nie czekając na dyrektywę UE. Problem jest, ale jak rozmawiamy z zakładami pracy, to często się okazuje, że nawet nie było świadomości, że istnieją różnice w płacach między kobietami a mężczyznami.
I w niektórych zakładach udało się wyrównać wynagrodzenia już teraz. Działanie ma znaczenie.
Podkreśla Pani, że potrzebny jest dialog, że trzeba usiąść do stołu i rozmawiać. Jak to zrobić w sytuacji, gdy jesteśmy tak mocno podzieleni?
– To będzie trudne, bo prawicowi działacze często mówią wprost, że związki zawodowe to nie jest dla nich odpowiedni partner do rozmowy. Tak jak temat równości nie jest tematem, który zdobywa akceptację tego środowiska. Kwestie równości w tych środowiskach traktuje się raczej jak temat o dużym potencjale politycznym, na którym można coś ugrać.
Dla nas, związków zawodowych, równość to jednak konkretne działania systemowe: kwestie płacowe, bariery dotyczące awansu zawodowego czy wykluczenia pewnych grup pracowników.
To sprawia, że związkowcy są w niektórych zakładach pracy źle postrzegani. Takich doświadczeń mamy naprawdę sporo, dlatego tak ważna jest edukacja, bo to edukacja buduje świadomość po stronie pracodawców, ale też pracowników. Musimy dać wsparcie nauczycielkom i nauczycielom, bo to oni kształtują młode pokolenia, budują społeczeństwo równościowe. Nie możemy o nich nie myśleć.
Samo myślenie nie wystarczy.
– Wiemy, że ideami i powołaniem do pracy nauczyciele się nie wyżywią. Im też jest potrzebne godne wynagrodzenie. Nie da się pomijać szczególnie tego, że tak wielu nauczycieli odeszło w ostatnich latach z zawodu. Odeszli, bo nie mogli zarobić na utrzymanie siebie i swoich rodzin. Mam córkę nauczycielkę, dobrze znam problemy tej grupy zawodowej. Musimy współdziałać na rzecz wzrostu wynagrodzeń nie tylko w edukacji, ale w całej sferze publicznej. Do tego konieczne jest zwiększenie progresji podatkowej, ponieważ inflacja przez lata zjadła realną wartość wynagrodzeń, a system podatkowy zniechęca ludzi do podejmowania jeszcze lepiej płatnej pracy. Nauczyciele często pracują ponad etat, po to, żeby system edukacji był sprawny, żeby nie było w szkołach wakatów, żeby uczniowie mieli opiekę lub by związać koniec z końcem. Tymczasem pod koniec roku dostają rykoszetem, bo przekraczają próg podatkowy o kilka złotych, co skutkuje wyższym opodatkowaniem ich dochodów.
Środowisko związkowe musi się bardziej integrować, żeby dostrzegać problemy także innych grup zawodowych, takich jak m.in. nauczyciele. Możemy wiele zdziałać, bo stanowimy ogromną siłę. W OPZZ jest 550 tys. ludzi. Musimy działać razem, bo tylko silna gospodarka i edukacja napędzają kraj. Bez tego nie będzie sprawnego państwa i dobrze prosperującego społeczeństwa.
Dziękuję za rozmowę.
*Konferencja OPZZ „Fakty zamiast mitów – jak wiedza i dialog budują społeczeństwo równości” odbyła się 12 marca br. we Wrocławiu, jednym z partnerów wydarzenia był Związek Nauczycielstwa Polskiego
Prezentujemy skróconą wersję wywiadu opublikowanego w Głosie Nauczycielskim nr 13 z 31 marca 2026 r. (wydanie drukowane i elektroniczne – e.glos.pl). Fot. OPZZ