Nie możemy się skupiać tylko na samej podstawie programowej i założeniach, potrzeba więcej dyskusji na temat narzędzi, które nam, nauczycielom, będą potrzebne, żeby lekcje urozmaicać. No i trzeba rozważyć czas, który trzeba obecnie poświęcić na naukę. Uczniowie „idą” różnym tempem. MEN twierdzi, że nic nie zatrzyma reformy, ale powtórzę: nie słyszę, aby na to wszystko przewidziano jakieś konkretne środki.
Z Elwirą Zabłocką, nauczycielką z Zespołu Szkół Zawodowych w Sokółce, rozmawia Katarzyna Piotrowiak
Z raportu podsumowującego prace nad profilem absolwenta szkoły ponadpodstawowej opublikowanego przez IBE, instytucję, która przygotowuje grunt pod nową reformę edukacji „Reforma 26. Kompas jutra”, dowiadujemy się, że część nauczycieli czuje niepokój w związku ze zmianami, obawiają się powtórki z przeszłości. Jest się czego obawiać?
– Potrzeba nam dystansu, a o niego coraz trudniej, bo albo jesteśmy przed reformą, albo w trakcie, albo tuż po niej. W Nowym Roku wskoczyłam w stroju kąpielowym do zalewu w Sokółce. To nie dla wszystkich, ale polecam, to doskonała odskocznia.
Człowiek regeneruje się i nabiera sił, chociaż nie mogę powiedzieć, żeby lodowata woda zmyła moje obawy. Uczę biologii, fizyki, chemii i edukacji zdrowotnej. W tym roku szkolnym sporo wzięłam na siebie, dlatego znowu zastanawiam się, jak kolejne zmiany wpłyną na moje życie zawodowe. Od tych myśli nie da się uciec.
Według tego raportu interdyscyplinarność i wieloprzedmiotowość to dopiero przyszłość w edukacji. Co jest bliższe prawdy – to, że szkoła już się zmieniła czy to, że przełom jest dopiero przed nami?
– Odkąd zaczęłam pracę, mam wrażenie, że jesteśmy interdyscyplinarni i wielozadaniowi. Takie są czasy, tego od nas wymaga młodzież. Nauczyciele są doradcami, psychologami, trochę terapeutami, ludźmi, którzy wskazują kierunek, czasami też zastępują rodziców. Uczniowie często przychodzą po radę i opinie. Coraz więcej spraw domowych spada na szkoły. Nic nowego. My mamy wspierać. Uczniowie muszą wiedzieć, że mogą na nas liczyć. Co do sposobu przekazywania wiedzy, to już dawno wiele się zmieniło. Szkoła jest przecież w ciągłej reformie, więc nie można od dekad tkwić w tym, co było.
Nasze obawy, wcale nie wynikają z tego, że będziemy musieli pracować według nowych podstaw programowych, tylko z tego, że niewiele wiadomo na temat nowych narzędzi, z jakich mamy korzystać, nic też nie słychać o przeznaczeniu specjalnych środków, które miałyby finansować tę reformę.
Jak bardzo szkoła potrzebuje pieniędzy?
– Jestem jednym z tych nauczycieli, który ciągle kupuje pomoce naukowe za własne pieniądze. Nie lubię o tym mówić, bo wielu nauczycieli, w tym moje koleżanki, uważają, że to błąd, bo nie powinno się wyręczać systemu. Zgadzam się z tym, że nie należy dokładać „ze swoich”, ale czasami czuję, że nie mam wyjścia, kiedy widzę nowe pomoce, a w klasie są uczniowie wymagający rewalidacji.
Szkoły mają ograniczone środki na ten cel. Bywa, że to, co było dobre dwa lata temu, już takie być nie musi. Uczniowie się zmieniają.
Dawno o tym nie rozmawiałam z nauczycielami. Myślałam, że tego już nikt nie robi, nie kupuje „za swoje”?
– Lekcje nie mogą być nudne, młodzież potrzebuje nowych bodźców. Kiedy nauczyciel chce zrobić sekcję jakiegoś narządu na lekcji biologii, musi go kupić albo namówić uczniów do zrzutki. Ostatnio zrzucaliśmy się po 5 zł na świńskie serca i nerki. Było super, kiedy uczniowie mogli je kroić, oglądać i komentować. Kiedy robiliśmy drzewa genealogiczne z żelków, kupiłam ich trochę, a po wszystkim uczniowie mogli je zjeść (śmiech). Nic się nie zmarnowało. Staram się jak najniższym kosztem zapewnić pomoce, których potrzebuję na lekcje, ale raczej nie zrezygnuję z ich kupowania, bo chcę, żeby zajęcia były ciekawe.
Wykład wiedzy dawno odszedł w zapomnienie, a na tablicę, po której pisze się kredą, już nikt nawet nie patrzy. Tego w dokumentach o reformie nie ma. Pisze się tylko, że powinniśmy uczyć poprzez eksperymenty i doświadczenia, ale te możliwości są bardzo ograniczone, jak nie ma pieniędzy.
Kreda i tablica to…
– …już przeszłość. Młodzież rzadziej koncentruje się na tym, co się na niej pisze. Dużo pokazuję, opowiadam i przygotowuję ćwiczenia praktyczne. Dlatego w tych dokumentach, o których rozmawiamy, ciągle brakuje mi analizy potrzeb młodzieży. Percepcja i koncentracja są inne. Nie możemy się skupiać tylko na samej podstawie programowej i założeniach, potrzeba więcej dyskusji na temat narzędzi, które nam, nauczycielom, będą potrzebne, żeby lekcje urozmaicać.
No i trzeba rozważyć czas, który trzeba obecnie poświęcić na naukę. Uczniowie „idą” różnym tempem. MEN twierdzi, że nic nie zatrzyma reformy, ale powtórzę: nie słyszę, aby na to wszystko przewidziano jakieś konkretne środki.
W rozdziale podsumowującym nastroje i stosunek do reformy czytamy o obawach nauczycieli, dystansie, braku nadziei na zmiany. Niektórzy widzą błędy wynikające z wcześniejszych reform, część uważa, że to zmiana dla zmiany, a nie przeprowadzane z myślą o nauczycielach czy rzeczywistych potrzebach systemu. Ale czy wobec tych zmian, jakie zachodzą w młodych pokoleniach, wyrażanie tęsknoty za spokojem w edukacji ma jeszcze sens?
– To nie jest sprzeciw wobec reformy, bo reforma jest potrzebna, zmieniły się czasy i potrzeby uczniów, jeżeli chodzi o odbiór wiedzy, dlatego potrzeba nam jakiejś wspólnej platformy komunikacyjnej. Dyskusja nie może się skończyć na tym, co zostało do tej pory opublikowane. Będę broniła nauczycieli. To nie jest z naszej strony krytyka dla krytyki, jak często próbuje się nam wmawiać, my przecież wiemy, w jakim stanie jest szkoła. System edukacji musi iść z duchem czasu, tylko że dyskusję musi poprzedzić ocena dotychczasowych rezultatów, a tego się nie przedstawia. Powinniśmy mieć się do czego odnieść, nie tylko poprzez własne doświadczenie, ale także doświadczenie innych nauczycieli. Nadal nie słyszę, żeby ktoś z nami rozmawiał, jak reforma powinna być wdrażana. W tej reformie, która ma wyjść naprzeciw potrzebom nowych pokoleń, poprawić dobrostan i sprawczość uczniów, nie ma nic o tym, że konieczne są zmiany związane z podejściem do nowoczesnych technologii w życiu i w szkole. Chcę przez to powiedzieć, że rozmawiając o reformie, bardzo często skupiamy się na tym, co można zapisać, ale już nie rozmawiamy o tym, po co to jest robione.
Czego w dokumentach nie ma?
– Patrząc na całość przygotowań, prac zespołów przedmiotowych, konsultacji ws. profilu absolwenta, dyskusji o podstawach programowych toczonych głównie w social mediach, powstała tylko masa dokumentów. Tymczasem, powtórzę: poziom nakładów na edukację jest przecież za niski.
W oczy rzuca się brak porozumienia między rządem, nauczycielami i instytucjami, które nad tym czuwają. To wszystko dzieje się w sytuacji, gdy mamy kryzys kadrowy, zmiany w podejściu rodziców do szkoły, rozpędzoną cyfryzację i zmianę pokoleniową.
Reforma nie wyszła jeszcze poza papier?
– Tak! Założenia zostały napisane i opublikowane, ale według opinii nauczycieli przytaczanych m.in. w tym raporcie brakuje wszystkiego, czyli całej otoczki organizacyjnej, finansowej, która pozwoliłaby wdrożyć naprawdę coś atrakcyjnego i supernowoczesnego. Intencje są dobre, ale znowu wszystko robione jest za szybko, bo jak zwykle każda zmiana musi się zmieścić w ramach obowiązującego kalendarza wyborczego.
Gdyby udało się odejść od tego schematu, może wyglądałoby to inaczej. Na razie tego nie da się zrobić, dlatego mówimy, że jest jak zawsze. Wielokrotnie już to przerabialiśmy.
Czyli bez odpolitycznienia edukacji odbiór każdej reformy taki pozostanie?
– A jaki ma być? Robi się reformę, bo wiadomo, że jest potrzebna, ale jednocześnie wszystko jest uzależnione od kaprysu polityków. Obecne pokolenia dzieci i młodzieży znowu będą musiały mierzyć się z czymś nowym, co miało być przełomem, a jest tylko trochę inne, bo nie ma pieniędzy na nic lepszego. To przecież dotknie nie tylko nauczycieli. Każda zmiana wpływa również na uczniów.
W szkołach znowu będziemy mieli roczniki sprzed reformy i te „zreformowane”. Każdy nauczyciel już to chyba przerabiał, kiedy przygotowywał jeden sprawdzian dla uczniów po gimnazjum, a drugi dla tych po szkole podstawowej. Nie tęsknię za tym.
(…)
„Sytuacja nauczycieli może stanowić >>hamulec<< we wdrożeniu profilu” w związku z niskim prestiżem zawodu nauczyciela, starzejącą się kadrą i niedostateczną motywacją nauczycieli. To kolejne cytaty z raportu.
– Ale to przecież już nie zależy od nas. Poza tym, czy my odmawiamy wdrażania zmian? Prowadzę edukację zdrowotną, bo uważam, że to są potrzebne zajęcia. W klasach zrezygnowało zaledwie po kilka osób. To wszystko jest ważne i potrzebne, ale nie w starym schemacie. Były obawy, ale to my, nauczyciele, przekonywaliśmy uczniów do edukacji zdrowotnej.
Było tyle zamieszania, ale u nas klasy są niemal pełne. Uczniom się to podoba. Można pogadać, dowiedzieć się, gdzie szukać pomocy psychologicznej, bo jest coraz więcej młodzieży, która jej potrzebuje. Nastolatki są mocno obciążone problemami rodzinnymi i one wpływają na ich sytuację życiową i szkolną.
Dziękuję za rozmowę.
Publikujemy obszerne fragmenty wywiadu, który ukazał się w Głosie Nauczycielskim nr 1-2 z 7-14 stycznia 2026 r. Całość w wydaniu drukowanym i elektronicznym (https://e.glos.pl/#e-wydania)
Fot. Archiwum prywatne
