„Zatrudnianie nauczyciela do końca zajęć dydaktycznych, najczęściej na zastępstwo – to wg mnie skandaliczna praktyka. Wypłacenie pieniędzy za i tak należny urlop niczego nie rekompensuje – ten człowiek wypracował sobie i tak ów urlop, by go dostać w naturze, w czasie do tego przeznaczonym, czyli w tzw. wakacje. Czasem urlopu dla nauczyciela są wakacje” – podkreśliła we wtorek w mediach społecznościowych Gabriela Olszowska, małopolska kurator oświaty.
Według danych MEN ponad 8,5 tys. nauczycieli zatrudnionych na umowach terminowych zakończyło pracę przed ostatnimi wakacjami. Oznacza to często brak wynagrodzenia za lipiec i sierpień oraz przerwę w odprowadzaniu składek. Jaka była skala zjawiska w tym roku? O tym dowiemy się zapewne po wakacjach. Wiadomo jednak, że czerwiec dla wielu nauczycieli nie oznacza urlopu, lecz konieczność szukania pracy sezonowej.
„Co ci to da? Co załatwia? Niczego nie zyskujesz, a zatrudniony przez Ciebie człowiek zyskuje ciągłość zatrudnienia. Tak, chodzi o tę ciągłość” – zwróciła się publicznie do dyrektorów małopolska kurator oświaty, choć wiadomo, że dyrektorzy są często tylko wykonawcami poleceń organów zarządzających.

„Nauczycieli proszę, by zwracali się pisemnie do dyrektorów o przekształcanie zawartej umowy na czas do końca zajęć dydaktycznych – na umowę do 31 sierpnia. Prawo nie zabrania zatrudnienia takiego – no to wróci na okres wakacji nauczyciel zastępowany, ale nie pracuje, bo nie może. Jeśli jednak nie zgodzi się dyrektor, piszcie do sądów. Czy zna ktoś może orzeczenie sądowe, że sąd przychylił się do argumentacji jw.?” – zapytała.
Jeszcze przed rozpoczęciem obecnego toku szkolnego przed procederem oszczędzania na oświacie w taki sposób ostrzegał na łamach Głosu Marek Fabryczny, członek Prezydium Zarządu Oddziału Międzygminnego ZNP w Mysłowicach.
„Uczulam nauczycieli, którzy będą podpisywali umowy o pracę. Niech sobie sprawdzą czy są np. zatrudnieni za konkretnego Kowalskiego, który poszedł np. na urlop zdrowotny, albo Kowalską, która poszła na urlop wychowawczy, bo można zweryfikować od kiedy oni są na tych urlopach. Niech dyrektor wpisze w umowie za kogo jest to zastępstwo” – ostrzegał.
„A jeżeli są przyjmowani na wakaty, to niech nie dają sobie wciskać ciemnoty, że tych wakatów nie było od 1 września, gdy zaczyna się rok szkolny tylko od 3 września. Powinni być zatrudniani pierwszego dnia zajęć dydaktyczno-wychowawczych” – wskazywał. Radził też, by nauczyciele, którzy ponieśli straty z powodu takiego zatrudnienia, szli do sądu pracy.
Po tym wywiadzie problem poruszyła posłanka Anita Kucharska-Dziedzic z Nowej Lewicy w interpolacji poselskiej do MEN.
„Ze środowiska nauczycielskiego od lat dochodzą sygnały dotyczące sytuacji, w których nauczyciele zatrudniani są na czas określony – od września do czerwca – bez kontynuacji zatrudnienia w okresie wakacyjnym. Zgodnie z obowiązującymi przepisami ustawy Karta Nauczyciela, zatrudnienie na czas określony jest dopuszczalne w kilku jasno wskazanych przypadkach. Niemniej jednak, nauczyciele wskazują, że praktyka zatrudniania ich wyłącznie na czas trwania roku szkolnego może prowadzić do niepewności zawodowej oraz braku ciągłości w zakresie świadczeń społecznych” – zwróciła uwagę.
„Taka forma zatrudnienia oznacza, że nauczyciele – przedstawiciele jednego z najbardziej odpowiedzialnych społecznie zawodów – pozostają w okresie wakacyjnym bez wynagrodzenia, bez odprowadzanych składek na Fundusz Ubezpieczeń Społecznych oraz bez gwarancji kontynuacji pracy w kolejnym roku szkolnym. Choć Karta Nauczyciela zawiera mechanizmy ograniczające możliwość stosowania takich rozwiązań, nie eliminuje ich całkowicie” – zauważyła i zapytała resort edukacji o dane statystyczne na temat takiej formy zatrudniania?
Chciała się też dowiedzieć, czy MEN rozważa działania legislacyjne lub organizacyjne mające na celu ograniczenie stosowania umów terminowych w opisanym zakresie?
Odpowiedział jej Henryk Kiepura, wiceminister edukacji, który poinformował, że według stanu bazy SIO (12.11.2025 r)., w roku szkolnym 2024/2025 r. zawartych zostało 106 907 umów na czas określony, w tym: – zakończone w czerwcu 2025 r. – 8 572 (co stanowi ok. 8,02 % umów zawartych na czas określony).
W odpowiedzi na interpelację resort szczegółowo przywołał przepisy Karty Nauczyciela i Prawa oświatowego, akcentując, że to dyrektor szkoły jako kierownik zakładu pracy decyduje o zatrudnianiu i zwalnianiu nauczycieli, a stosunek pracy może być nawiązany wyłącznie w ramach obowiązujących regulacji.
Ministerstwo przypomniało, że zasadą jest zatrudnienie na czas nieokreślony, natomiast umowa terminowa może zostać zastosowana jedynie w sytuacjach wskazanych w art. 10 ust. 7 Karty Nauczyciela – czyli wtedy, gdy wynika to z organizacji nauczania lub konieczności zastąpienia nieobecnego nauczyciela.
„Zgodnie z wymienionym przepisem, w przypadku zaistnienia potrzeby wynikającej z organizacji nauczania lub zastępstwa nieobecnego nauczyciela, w tym w trakcie roku szkolnego, stosunek pracy z nauczycielem początkującym, nauczycielem mianowanym lub nauczycielem dyplomowanym nawiązuje się na podstawie umowy o pracę na czas określony” – wyjaśnił wiceminister edukacji Henryk Kiepura.
MEN nie odniosło się jednak do tego, w jakich konkretnych sytuacjach dyrektorzy uzasadniali takie zatrudnienia, ani czy widzi potrzebę ograniczenia skali tego zjawiska.
Pełną treść interpelacji i odpowiedź MEN można znaleźć tutaj
(GN)