Platformy społecznościowe są tak zaprojektowane, żeby nas przykuć tak na 100 proc. Widać, że big techy, czyli giganci technologiczni, do których należą największe platformy cyfrowe, bardzo pracują nad tym, żeby jak najdłużej utrzymać naszą uwagę. Ciągle dostajemy nowe i nowe treści, przez co wpadamy wszyscy w królicze nory. Nie ma się więc co dziwić, że z trzech minut scrollowania robią się godziny – mówi Głosowi Justyna Kaczmarczyk, dziennikarka, współautorka książki „Dojrzewanie w sieci. Młode pokolenie na cyfrowym froncie”. Książka ukazała niedawno nakładem wydawnictwa Mando, pod patronatem medialnym Głosu Nauczycielskiego.
Z Justyną Kaczmarczyk*, dziennikarką, współautorką książki „Dojrzewanie w sieci. Młode pokolenie na cyfrowym froncie”*, rozmawia Katarzyna Piotrowiak
Gdyby teraz miała Pani 13 lat, to uzależniłaby się od TikToka?
– Na 150 proc. tak. W ramach eksperymentu dziennikarskiego weszłam na TikToka, żeby sprawdzić, jakie treści serwowane są tam 13-letniej dziewczynce. Byłam rozbawiona, zaciekawiona, momentami zszokowana i zniesmaczona. Ale przede wszystkim zostałam w to wciągnięta po uszy.
„Mija zaledwie kilka minut, a ja mam rollercoaster emocji” – to cytat z rozdziału „Wchodzę na TikToka”, o którym rozmawiamy. Jak to było z tymi emocjami?
– To skakanie od treści do treści z każdą chwilą wzbudzało we mnie wiele skrajnych emocji, mimo że nie jestem 13-latką. Zamykałam aplikację, żeby zrobić notatki do książki. Mam wrażenie, że inaczej bym tego tak łatwo nie zrobiła.
Poczuła Pani na sobie siłę algorytmu?
– Oj, tak. Czuję to też jako dorosły użytkownik mediów społecznościowych, bo dorosłych te mechanizmy też nie omijają. Platformy społecznościowe są tak zaprojektowane, żeby nas przykuć tak na 100 proc. Widać, że big techy, czyli giganci technologiczni, do których należą największe platformy cyfrowe, bardzo pracują nad tym, żeby jak najdłużej utrzymać naszą uwagę. Ciągle dostajemy nowe i nowe treści, przez co wpadamy wszyscy w królicze nory. Nie ma się więc co dziwić, że z trzech minut scrollowania robią się godziny. Tak się dzieje, bo serwowane są nam emocje, często skrajne – od radości, przez strach, po oburzenie i niepewność.
Emocje są szalenie ważne w tym świecie mediów społecznościowych, bo w dużej mierze na emocjach opiera się cały ten plan. To widać w badaniach. Wzrasta aktywność młodszych dzieci, co wiemy m.in. dzięki dorocznym badaniom „Internet dzieci”. Wynika z nich, że 1 mln dzieci w Polsce w przedziale wiekowym od siedmiu do 12 lat aktywnie korzysta z serwisów społecznościowych – TikToka, Facebooka, Instagrama lub Snapchata.
Bardzo dużo rozmawiamy o tym, jaki wpływ mają social media na dzieci i młodzież, i teoretycznie wiemy, co się tam dzieje, ale rzadko mamy okazję przekonać się na własnej skórze, jakie treści są im podsuwane.
– 1,2 mln dzieci w wieku 7-14 lat zobaczyło reklamy piwa alkoholowego w aplikacjach społecznościowych, 32 proc. dzieci w tym samym przedziale wiekowym miało kontakt ze stronami i aplikacjami zawierającymi treści pornograficzne. To też z „Internetu dzieci”. Ale najważniejsze, o czym zwykle nie myślimy, to to, że każdy użytkownik dostaje bardzo zindywidualizowaną treść. Rodziców może uspokajać, że oni też mają Instagrama czy TikToka i nic złego tam nie widzą. To tak nie działa. Treści są personalizowane.
Ja też wpadam w sidła algorytmów i mimo tego, że mam wiedzę, jak to działa, nie jestem w stanie się przed tym ustrzec. To tak jak w przypadku oszustów, którzy podszywają się pod różne instytucje czy naszych bliskich, żeby wyłudzić pieniądze. Zmęczeni, zagonieni, zestresowani, możemy dać się nabrać mimo wiedzy o phishingu. Zachowanie czujności jest niezwykle trudne.
Czy można w ogóle ocenić, jak daleko platformy cybergigantów dopasowują się do użytkowników, udając, że budują autentyczne relacje?
– Indywidualizacja, o której wspomniałam i o której mówią eksperci, polega na tym, że algorytm tworzy jakby osobną wersję każdej aplikacji dla każdego z nas, na podstawie danych, które o nas zbiera. A na jakiej dokładnie zasadzie to działa, nie wiemy, bo to tajemnica gigantów cyfrowych. W książce staram się pokazać, jak bardzo ułudny jest to świat, i to, że określenie „społecznościowe” staje się niespełnioną obietnicą.
„Społecznościowe” należałoby dać w cudzysłów?
– Tak, bo to „społecznościowe” pochodzi z pierwszych naszych doświadczeń, kiedy powstawały serwisy, które pozwalały odnawiać relacje szkolne, zerwane przed laty więzi. Tego już dawno nie ma. Teraz mamy świat, w którym zamiast mediów społecznościowych są platformy, na których większość treści nie pochodzi nawet od naszych znajomych. O tym też mówimy w książce w rozmowie z Magdą Bigaj (prezeską Instytutu Cyfrowego Obywatelstwa – red).
Zwracamy uwagę na to, że treści od naszych znajomych jest coraz mniej, za to coraz częściej widzimy wpisy całkiem obcych nam osób. I to wcale nie jest przypadek. A wiemy to od samej Mety, która pokazała te dane, odpowiadając na zarzuty amerykańskiej Federalnej Komisji Handlu.
Jakie mogą być dalsze konsekwencje działań światowych cybergigantów?
– Ten wątek mocno wybrzmiewa w rozmowie z Konradem Ciesiołkiewiczem (wykładowcą w Uczelni Korczaka, kierującym Centrum Analiz Społeczeństwa Informacyjnego, współautorem książki „Dojrzewanie w sieci” – red)*. Chodzi o to, że powinniśmy odważnie podnosić ten temat, żeby nie stać się niewolnikami gigantów cyfrowych, a przecież widzimy, że nawet rządy państw mają niewielki wpływ na to, co tam się dzieje.
Dlatego w jednym z rozdziałów przedstawiamy rozmowę z Kamilem Basajem (prezesem Fundacji INFO OPS Polska, ekspertem w zakresie bezpieczeństwa środowiska informacyjnego – red.), który mówi o tym, jak wkroczyliśmy w wojnę poznawczą. To jest jedna ze słabiej poznanych rzeczywistości, w której od jakiegoś czasu żyjemy. W tym kontekście nie tylko social media stały się jednym z najważniejszych narzędzi, także platformy z grami, które również stają się narzędziem do realizowania polityki niektórych państw. O tym w rozdziale „Gra w werbowanie”.
Skoro jednak sama wiedza to za mało?
– Warto się w nią uzbroić, żeby przynajmniej mieć świadomość tego, co się dzieje. Pisząc tę książkę, przekonałam się, jak wiele jest jeszcze osób, które nie słyszały o tych mechanizmach. Tymczasem nawet w tych social mediach, które wydają nam się znajome i niestraszne, a nawet przyjazne, może dochodzić do tworzenia się grup o charakterze przestępczym. Na bieżąco informuje o nich m.in. Europol. My piszemy też o zjawisku VaaS, z ang. Violence-as-a-Service, czyli o przemocy jako usłudze. Eksperci przekonali się już, że wiele zjawisk niebezpiecznych wcale nie musi się dziać w odmętach darknetu.
Wchodząc jako 13-latka na TikToka, otrzymała Pani zadanie: „Napis na rolce prosi mnie: >>Przyłóż telefon do ucha, jakbyś rozmawiał/-a przez telefon<<. Przykładam. Sztucznie brzmiący, ale całkiem miły głos szepcze: >>Chciałem ci tylko powiedzieć, że świetnie sobie radzisz. Patrz, kolejny dzień minął, a ty dajesz radę<<. Niby fajnie, ale… Jaka była pierwsza reakcja?
– W pierwszej chwili przesunęłam palcem dalej, dopiero później, jak już zebrałam myśli, dotarło do mnie, ile w tych filmikach jest różnych socjotechnik. Jak wiele jest podpowiedzi, jak np. wykluczać się wzajemnie. „Ubierzmy się wszystkie na niebiesko, ale nie mówmy tej jednej” – to była jedna z sugestii. Ja tego specjalnie nie szukałam, ja tylko przez chwilę byłam 13-latką. Mój eksperyment to jedno, ale w książce przytaczamy sporo badań, raportów i danych, które dają szerszy obraz.
Omawiamy m.in. eksperyment badaczy z CCDH, brytyjskiej organizacji non profit, która badała social media pod kątem treści dotyczących wizerunku, zdrowia psychicznego i zaburzeń odżywiania, które pokazywane są 13-latkom. Z ich badania wynika, że TikTok wyświetlał tym dzieciom treści dotyczące wizerunku ciała i zdrowia psychicznego co 39 sekund, a nowym użytkownikom w sekcji „Dla Ciebie” – treści dotyczące samobójstw pojawiały się w ciągu 2,6 minuty od zalogowania. Te dane zostały opublikowane w 2022 r., niedługo po przełomowym orzeczeniu w sprawie samobójczej śmierci 14-letniej Molly z Wielkiej Brytanii. Po tej tragedii, do której doszło w 2017 r., koroner stwierdził, że do śmierci tej dziewczynki przyczyniły się treści zamieszczone w internecie.
To było niemal 10 lat temu. To była jedna z pierwszych takich spraw.
– Ojciec Molly w czasie procesu mówił o „getcie świata online”. Powtarzał, że algorytm uniemożliwił jego córce ucieczkę, podsuwając jej ciągle nowe zagrażające jej życiu treści.
Jak szybko natknęła się Pani w czasie tego eksperymentu na podobne treści?
– Na treści powiązane ze zdrowiem psychicznym? Dość szybko. Nie widziałam natomiast treści suicydalnych. Ale z badania „Dobre i złe wiadomości” z 2025 r. i z naszego, polskiego podwórka, wynika, że treści związane z samookaleczeniem lub samobójstwem wyświetlają się w mediach społecznościowych u 39 proc. badanych uczniów siódmej klasy szkoły podstawowej i 55 proc. uczniów trzeciej klasy szkoły ponadpodstawowej. Jednocześnie z tych badań wynika, że 1/3 badanych uczniów korzysta z mediów społecznościowych, gdy jest przygnębiona. Gdy zestawimy te powody z tym, co finalnie mogą oni znaleźć na swoich profilach, to sytuacja może budzić niepokój. Sama jestem mamą, dlatego też dużo o tym myślę.
Książka powstała z tego właśnie powodu?
– Między innymi z tego, bo zdałam sobie sprawę, na jak wiele kluczowych spraw nie zwracamy uwagi i jak wiele z tego, co dzieje się w sieci, nie rozumiemy. Myślę, że dobrym wyjaśnieniem będzie opisana przeze mnie historia z brytyjskiego serialu „Dojrzewanie”. Jest śledztwo w sprawie zamordowanej nastolatki, a śledczy mają już głównego podejrzanego w areszcie. Sprawdzają komunikatory, media społecznościowe, wszystko mają na tacy, wszystkie wpisy i treści, ale nie rozumieją tego, co mają przed sobą. Patrzą i czytają, ale przekaz jest dla nich niezrozumiały. Dopiero syn policjanta prowadzącego dochodzenie pomaga im rozszyfrować wpisy internetowe. Pomyślałam sobie, że to nie jest tylko rzeczywistość filmowa.
Dziękuję za rozmowę.
Wywiad ukazał się w Głosie Nauczycielskim nr 36-37 z 2-9 września 2026 r. Fot. Materiały prasowe
*Justyna Kaczmarczyk od 2014 r. pracuje w Interii jako redaktorka, wydawca Wydarzeń i dziennikarka
**„Dojrzewanie w sieci. Młode pokolenie na cyfrowym froncie” – książka Justyny Kaczmarczyk i Konrada Ciesiołkiewicza właśnie trafiła na rynek. Wydawcą jest oficyna Mando. Głos Nauczycielski jest patronem medialnym tej publikacji.
O czym jest ta książka? Kluczowe pytania to: Czy rozumiemy świat, w którym dorastają nasze dzieci? Czy dostrzegamy wyzwania, z którymi się mierzą? Czy są z nami tak szczere, jak z ludźmi poznanymi w sieci? Czy naprawdę wiemy, co kryje się po drugiej stronie ekranu smartfona czy komputera?
Offline nie istnieje. Młode pokolenie żyje w rzeczywistości, w której to, co wirtualne, płynnie i bez granic przenika się z tym, co realne. Internet nie jest dodatkiem do życia – stał się jego naturalną częścią, podobnie jak szkoła, przyjaźnie czy rodzina. To właśnie tam rodzą się relacje, wybuchają konflikty, wypracowują się sukcesy, ale też pojawiają się lęki i pytania o własną tożsamość.
W rozmowach z Konradem Ciesiołkiewiczem oraz innymi uznanymi ekspertami Justyna Kaczmarczyk odsłania mechanizmy rządzące siecią. Od algorytmów i mediów społecznościowych, przez cyberprzemoc i dezinformację, aż po bezpieczeństwo dzieci i cyfrową wojnę, w którą wciągane są nawet najmłodsze osoby. To książka, która pomaga zrozumieć, jak zmieniło się dorastanie w erze mediów społecznościowych i nowych technologii. Podpowiada też, jak rozmawiać z młodymi ludźmi bez moralizowania, straszenia i niepotrzebnej kontroli.
To obowiązkowa lektura dla wszystkich, którzy chcą mądrze towarzyszyć młodym ludziom i wspierać ich w obliczu życiowych wyzwań.
