Jedynym sposobem na odczarowanie tego, co się dzieje w sieci, jest wspólne poznawanie mechanizmów jakie nimi rządzą. Korzyści z tego będą obopólne. Nauczyciel pomaga dojrzeć uczniom i on sam też dojrzewa. Dekodowanie pewnych zależności, którymi rządzą się media cyfrowe, podczas wspólnej rozmowy klasie przyniesie korzyści, pod warunkiem że zrobimy to na konkretnych przykładach. Informacjach, filmikach, memach itd. W naszej książce „Dojrzewanie w sieci” zakreślamy ramy takiego dialogu, z których można korzystać podczas rozmów z uczniami.
Z dr. Konradem Ciesiołkiewiczem*, wykładowcą w Uczelni Korczaka i kierującym Centrum Analiz Społeczeństwa Informacyjnego, współautorem książki „Dojrzewanie w sieci”**, rozmawia Katarzyna Piotrowiak
„Czy jesteśmy skazani na nieustanne śledzenie trendów i zagrożeń w sieci?” – zastanawiała się jedna z dyrektorek szkoły, podkreślając, że z tą wiedzą jest zawsze spóźniona o kilka kroków. Czy nauczyciel, który uczy języka polskiego, matematyki, geografii, musi wciąż monitorować trendy w internecie?
– Nauczyciel nie musi być specjalistą w zakresie mediów cyfrowych, nie musi nieustannie śledzić trendów. W zakresie szeroko pojętej edukacji medialnej, lepiej będzie, jeśli ten czas poświęci na tworzenie przestrzeni do mądrego dialogu, budowania krytycznej i refleksyjnej postawy. Nauczyciel powinien być raczej osobą bezstronną w tych rozmowach – facylitatorem, kimś, kto tworzy bezpieczne warunki do rozmów oraz potrafi zadawać dobre pytania.
W takiej rozmowie chodzi o to, żeby odkrywać młodym ludziom przestrzenie mediów cyfrowych, które na pierwszy rzut oka nie są widoczne. W takiej rozmowie uzyskuje się o wiele lepsze efekty, gdy wspólnie dochodzi się do pewnych wniosków.
Młodych nie tak łatwo namówić do takiej rozmowy. Jaką radę może Pan dać nauczycielom, którzy od września będą prowadzili obowiązkową edukację zdrowotną? Jest w niej także moduł dotyczący cyberzagrożeń.
– Najłatwiej jest skupić się na analizowaniu materiałów, które ukazują się w internecie. Ale bez przestróg i straszenia, raczej na zasadzie uczenia pewnej zdolności, która pomoże młodym pokoleniom te media odczarować. Od uruchomienia pierwszych platform mówiło się o magii mediów cyfrowych, o ich niebagatelnym wpływie na nasze życie i z tego, co obserwujemy, ta magia staje się uzależnieniem. Dlatego jedynym sposobem na odczarowanie tego, co się dzieje w sieci, jest wspólne poznawanie mechanizmów jakie nimi rządzą. Korzyści z tego będą obopólne.
W jakim sensie?
– Nauczyciel pomaga dojrzeć uczniom i on sam też dojrzewa. Dekodowanie pewnych zależności, którymi rządzą się media cyfrowe, podczas wspólnej rozmowy klasie przyniesie korzyści, pod warunkiem że zrobimy to na konkretnych przykładach. Informacjach, filmikach, memach itd. W naszej książce „Dojrzewanie w sieci” zakreślamy ramy takiego dialogu, z których można korzystać podczas rozmów z uczniami.
Czy młody człowiek, który nie ma większych doświadczeń życiowych, jest w stanie odnaleźć się w meandrach mediów cyfrowych, nauczyć się odróżniać, co w tym natłoku informacyjnym jest bliższe prawdy, a co nie?
– Tylko wskutek takiego dialogicznego podejścia. Innej możliwości nie widzę. Silnikiem mediów cyfrowych jest algorytm rekomendacyjny. Dziecko widzi to, co algorytm, czyli zautomatyzowany system selekcji i dostarczania spersonalizowanej treści, wrzuca mu na ekran.
Dlaczego to jest takie niebezpieczne?
– Bo siedem na osiem źródeł, z których młode pokolenie czerpie informacje i wiedzę o świecie oraz o lokalnej społeczności, to są media społecznościowe i komunikatory. Wszystkie możliwe badania pokazują, że są to nie tylko główne źródła informacji, ale także niebezpiecznych zdarzeń. Dlatego wiedza o tym, jak algorytmy dobierają treści, jest tak bardzo przydatna.
Kto w takiej rozmowie będzie większym autorytetem dla dziecka – rodzic, nauczyciel, kolega czy ekspert?
– Wydaje mi się, że pierwszy, drugi i trzeci, przy czym z tej trójki najważniejszym punktem odniesienia, jeśli weźmiemy pod uwagę preferencje nastolatków, będzie równolatek lub kolega niewiele starszy. Dobrze jest to wiedzieć, bo dzisiaj ta świadomość, że algorytm pokazuje treści w sposób zindywidualizowany i nie neutralny jest… nadal bliska zeru. Dialog w przestrzeni klasowej doskonale się sprawdzi, jeśli zaangażowani będą wszyscy.
Trudno zrozumieć, że świadomość o działaniu algorytmów nadal jest bardzo niska.
– Dlatego szkoła musi wziąć sprawy w swoje ręce. Jest na to proste ćwiczenie, opisuję je w naszej książce. Zwracając się do uczniów mówimy: „Jesteście w tej samej grupie, jesteście z tego samego rocznika, mieszkacie blisko siebie, zobaczmy wspólnie, jakich informacji dostarczyły Wam w ostatnim czasie algorytmy”. Wbrew pozorom to ćwiczenie jest jednym z ważniejszych, jakie można przeprowadzić z uczniami, bo pokazuje, jak bardzo mechanizm mediów cyfrowych działa w sposób zindywidualizowany, a jednocześnie atomizuje grupę.
Media cyfrowe karmią się emocjami użytkowników. Czy nie jest tak, że ich jedynym celem jest zapanowanie nad użytkownikiem?
– To jest sedno tematu. Algorytm zmienił dzisiaj swój charakter i bardzo mocno premiuje emocje, które nazywamy negatywnymi. Ta silna emocjonalność bierze się z promowania i premiowania treści negatywnych znacznie mocniej i silniej niż treści, które nazwalibyśmy pożądanymi. Świadomość zmienności tego algorytmu oraz to, że on nie zawsze taki był, bo przecież algorytmy są narzędziem zarządzanym przez ludzi i przedsiębiorstwa, może pomóc w doborze treści, wychwyceniu pewnych anomalii.
Sama świadomość już wystarczy, żeby nie dać sobą manipulować?
– Powiedzmy, że otwiera się jakaś klapka, która pomoże zbudować warstwę ochronną. Można do tego wykorzystać ćwiczenie z uczniami, o którym mówiłem. Na podstawie wybranych treści, informacji, filmików, reklam można wspólnie ocenić, ile jest pozytywnych i dobrych przekazów o świecie, a ile tych o negatywnym charakterze. Warto wskazać, czym one się od siebie różnią, porównać to, co jest w aplikacjach, z tym, co znajdziemy np. w profesjonalnych serwisach medialnych. To dobre ćwiczenie na budowanie pedagogiki dystansu, koncepcji, którą przedstawił prof. Tomasz Szkudlarek. A to nic innego jak wzmacnianie postawy krytycznego myślenia i sceptycyzmu wobec narzucanych wszechobecnych przekazów i schematów kulturowych.
W książce podkreśla Pan, że nie zawsze to, co negatywne, musi być w sposób negatywny podawane. Ów mechanizm, czyli tzw. efekt humoru, nie musi wcale zawierać słów i obrazów uznawanych powszechnie za wulgarne, ponieważ coraz częściej treści są podszyte dowcipem, podane przyjaznym językiem. To już jest plaga.
– I jedna z pułapek myślenia, w jakie nas wciąga sieć. Istota tego zjawiska polega na tym, że z punktu widzenia etapów rozwojowych młodego człowieka on nie jest poznawczo i emocjonalnie gotowy na siłę algorytmu. Algorytmu, który „nie chce widzieć”, że użytkownik jest dzieckiem, więc nie ma żadnej polityki ochronnej, która powodowałaby, że ten przekaz kierowany do dziecka będzie inny niż do dorosłego. W konsekwencji dziecko ogląda takie same treści, równie skrajnie brutalne i destrukcyjne jak każdy dorosły.
Oczywiście nie unikniemy tego w łatwy sposób bez regulacji prawnych, ale na razie możemy działać wyprzedzająco, budować warstwę ochronną, uświadamiając dzieciom i młodzieży, że to, co widzą na ekranie, ma komponent teatralny i sztuczny, a media cyfrowe nie odzwierciedlają tej rzeczywistości w skali jeden do jednego. Są wybiórczym zlepkiem strumieni informacyjnych. Wystarczy się zastanowić, jak to działa, kiedy robimy zakupy w sieci. Musimy nad tym pracować z młodymi pokoleniami, bo one będą coraz mocniej się z tym utożsamiać.
Jestem ciekawa, czy wiedza wystarczająco chroni przed wpadaniem w algorytmiczne pułapki. Czy Pan też w nie wpada?
– Też wpadam. To jest specyfika natury ludzkiej i społecznej. To dotyczy każdego, ale jeśli poznamy i przerobimy sobie taką pułapkę w sposób atrakcyjny, to bardziej świadomie będziemy się po tym świecie poruszać.
Może największą pułapką myślenia o mediach cyfrowych jest przekonanie, że sieć nas uspołecznia, tymczasem internet i social media są po prostu maszynką do zarabiania pieniędzy.
– To jest jedna z tych perspektyw, która nie może być pominięta w trakcie dialogu z uczniami. Rzadko o tym rozmawiamy, podczas gdy ten mechanizm jest w każdym calu komercyjny. W rezultacie zapominamy, że każdy lajk, emotka zostawiona w sieci i każda minuta poświęcona jakiemuś serwisowi przekłada się na konkretny przychód dla konkretnych przedsiębiorstw. W sieci wszystko jest monetyzowane.
Od czego należałoby zacząć dialog z uczniami na ten temat?
– W podstawie programowej edukacji zdrowotnej ta perspektywa patrzenia na świat mediów cyfrowych jest w pewnym sensie zasygnalizowana. Myślę, że nasza publikacja może nauczycieli zainspirować do bardziej pogłębionych lekcji. Żyjemy w hybrydowym środowisku. Nie ma już życia offline. Wszyscy jesteśmy cyfrowi, a to nas, dorosłych, do czegoś zobowiązuje.
Czy wiedza na temat zagrożeń i nowych zjawisk w sieci wynika z własnych doświadczeń autorów, czy pochodzi z innych źródeł?
– Wszystkie te materiały są oparte na własnych praktykach i doświadczeniach pedagogów, także na moich doświadczeniach we współpracy z nauczycielami. Publikację uzupełnia słowniczek, który może być punktem wyjścia do rozmowy z dziećmi, ale też z rodzicami. Świadomość międzynarodowych zjawisk ekstremistycznych jak „764” czy „The Com” wbrew pozorom nie jest wcale tak wysoka. Najbardziej narażone na nie są dzieci, które nie mają wykształconego aparatu poznawczego i emocjonalnego na odpowiednim poziomie.
Dziękuję za rozmowę.
Fot. Archiwum prywatne
*Dr Konrad Ciesiołkiewicz jest zastępcą przewodniczącej Państwowej Komisji ds. przeciwdziałania wykorzystywaniu seksualnemu małoletnich poniżej 15 lat
**„Dojrzewanie w sieci. Młode pokolenie na cyfrowym froncie” – książka Justyny Kaczmarczyk i Konrada Ciesiołkiewicza właśnie trafiła na rynek. Wydawcą jest oficyna Mando. Głos Nauczycielski jest patronem medialnym tej publikacji.
O czym jest ta książka? Kluczowe pytania to: Czy rozumiemy świat, w którym dorastają nasze dzieci? Czy dostrzegamy wyzwania, z którymi się mierzą? Czy są z nami tak szczere, jak z ludźmi poznanymi w sieci? Czy naprawdę wiemy, co kryje się po drugiej stronie ekranu smartfona czy komputera?
Offline nie istnieje. Młode pokolenie żyje w rzeczywistości, w której to, co wirtualne, płynnie i bez granic przenika się z tym, co realne. Internet nie jest dodatkiem do życia – stał się jego naturalną częścią, podobnie jak szkoła, przyjaźnie czy rodzina. To właśnie tam rodzą się relacje, wybuchają konflikty, wypracowują się sukcesy, ale też pojawiają się lęki i pytania o własną tożsamość.
W rozmowach z Konradem Ciesiołkiewiczem oraz innymi uznanymi ekspertami Justyna Kaczmarczyk odsłania mechanizmy rządzące siecią. Od algorytmów i mediów społecznościowych, przez cyberprzemoc i dezinformację, aż po bezpieczeństwo dzieci i cyfrową wojnę, w którą wciągane są nawet najmłodsze osoby. To książka, która pomaga zrozumieć, jak zmieniło się dorastanie w erze mediów społecznościowych i nowych technologii. Podpowiada też, jak rozmawiać z młodymi ludźmi bez moralizowania, straszenia i niepotrzebnej kontroli.
To obowiązkowa lektura dla wszystkich, którzy chcą mądrze towarzyszyć młodym ludziom i wspierać ich w obliczu życiowych wyzwań.
>> Wywiad z dr. Konradem Ciesiołkiewiczem ukazał się w Głosie Nauczycielskim nr 33-34 z 12-19 sierpnia br.