– Popieramy ten pomysł z całego serca. Dla wielu może to brzmieć zaskakująco, bo młodzi ludzie cenią sobie tę formę aktywności – zauważa Paweł Mrozek, lider Akcji Uczniowskiej. – Jednak nie chodzi wyłącznie o przyjemność, lecz o uczciwe spojrzenie na realia internetu i krzywdy, jakie wyrządza on użytkownikom. Negatywne reakcje młodszych nastolatków, widoczne choćby na TikToku, są zrozumiałe. Kluczowe jest jednak połączenie zakazu z edukacją i wytłumaczenie, dlaczego takie ograniczenia są potrzebne, zamiast prostego „wyłączenia” aplikacji. Odpowiedzialność jest tutaj kluczem – tłumaczy. Akcja Uczniowska deklaruje poparcie dla zakazu dostępu do mediów społecznościowych dla osób poniżej 15. roku życia.
Jak zapowiadała Barbara Nowacka, szefowa MEN pierwsze założenia projektu nowej ustawy w tej sprawie zostaną przedstawione pod koniec lutego. Ma to być projekt poselski firmowany przez KO.
– Gdy usłyszeliśmy o współpracy Barbary Nowackiej i Romana Giertycha w sprawie ochrony dzieci i młodzieży, początkowo uznaliśmy to za kolejny internetowy żart. Okazało się jednak, że niemożliwe stało się możliwe – mówi Paweł Mrozek z Akcji Uczniowskiej. – Romana Giertycha nie pamiętamy jako ministra edukacji, natomiast Barbarę Nowacką znamy doskonale. Choć nasze relacje z panią ministrą są bardzo napięte, w tej sprawie wyjątkowo się zgadzamy. Jako młodzi ludzie kibicujemy tej inicjatywie, bo sam pomysł jest naprawdę wartościowy.
Jak podkreśla Mrozek, Akcja Uczniowska popiera wszelkie działania na rzecz ochrony młodych ludzi przed zagrożeniami, a jednym z największych są dziś media społecznościowe, które coraz częściej tracą swój „społecznościowy” charakter.
– Mamy jednak nadzieję, że nie jest to wyłącznie chwyt PR-owy ani populistyczne hasło bez realnych skutków – dodaje. – Widzieliśmy już podobne zapowiedzi, choćby marszałka Szymona Hołowni, który w kampanii prezydenckiej obiecywał szybki zakaz używania telefonów w szkołach, by po kilku miesiącach wycofywać się z tej idei. Sprzeciwiliśmy się wówczas tej propozycji.
– Dziś czekamy na konkretne rozwiązania, nie na puste slogany – podkreśla Hanna Kuryłowicz z Akcji Uczniowskiej. – W debacie publicznej jest zbyt wiele prostych haseł o „ochronie dzieci”, które kończą się na konferencji prasowej, bez realnych zmian, a my nie chcemy być pionkami.
– Jako młode pokolenie deklarujemy pełną otwartość na rozmowy, konsultacje i wspólne procedowanie tego tematu: z rządem, ekspertami, nauczycielami i rodzicami – mówi Kuryłowicz. – Ale nie w pośpiechu i nie pod presją medialnych nagłówków. Potrzebujemy rozsądku i czasu.
Pełna ocena planowanych rozwiązań zostanie przedstawiona po publikacji szczegółowych założeń projektu, zapowiadanej – według informacji Akcji Uczniowskiej – na przełomie lutego i marca.
– Kluczowe będzie porozumienie wśród decydentów i osiągnięcie konsensusu w ramach koalicji rządzącej – zaznacza Mrozek. – Minister cyfryzacji słusznie zgłasza wątpliwości, bo na razie wiemy bardzo niewiele. Historia pokazuje, że pochopne decyzje kończą się fiaskiem. Najlepszym przykładem jest edukacja zdrowotna, temat potrzebny, ale wdrażany chaotycznie, politycznie i bez dialogu społecznego, co doprowadziło do zablokowania dobrych zmian. Nie możemy powtórzyć tego błędu. Przy tej okazji warto również zaapelować o obowiązkową edukację zdrowotną.
– Wyobraźmy sobie 10-, 11- czy 12-latka, który codziennie scrolluje TikToka lub Instagrama – mówi Hanna Kuryłowicz. – Algorytmy tych platform, projektowane pod maksymalizację zysków, podsuwają treści bez realnych filtrów: hejt, cyberprzemoc, materiały promujące zaburzenia odżywiania, autodestrukcję, treści seksualne, dezinformację i manipulacje.
– To nie jest niewinna zabawa – dodaje Karolina Stanek z Akcji Uczniowskiej. – Lajki i komentarze budują albo niszczą samoocenę, a ciągłe bycie online zaburza sen i koncentrację. Zabójstwo Charliego Kirka, również te na Uniwersytecie Warszawskim czy strzelaniny w USA – dzieci w wieku 10 lat mogły bez trudu natknąć się na takie materiały bez jakiejkolwiek cenzury. To po prostu przerażające.
Z raportu NASK „Nastolatki 3.0” wynika, że na jednego nastolatka w Polsce przypada średnio sześć kont w mediach społecznościowych. Najpopularniejsze platformy to Messenger, TikTok, Instagram i YouTube. Przeciętny nastolatek spędza tam 3 godziny i 23 minuty dziennie – choć w praktyce czas ten bywa znacznie dłuższy. Regulaminy platform przewidują minimum 13 lat, jednak weryfikacja wieku jest fikcją. Polskie prawo nie zapewnia skutecznej ochrony przed nękaniem, presją czy kontaktami z niebezpiecznymi dorosłymi. Badania pokazują, że 40–50% uczniów zetknęło się w sieci z treściami dotyczącymi samookaleczeń – podkreśla Stanek.
– Dochodzi do tego uzależnienie – mówi Antonina Cep z Akcji Uczniowskiej. – Rozwijający się mózg nastolatka jest szczególnie podatny na dopaminowe „nagrody”. Skutkiem są lęk, izolacja, problemy w relacjach offline i trudności w odróżnianiu świata wirtualnego od realnego. Rodzice próbują stosować blokady, ale dzieci je omijają. Młodzi ludzie i proszę w to uwierzyć, zawsze znajdą sposoby na obejście ograniczeń – od VPN-ów maskujących lokalizację, przez fałszywe dane osobowe, konta zakładane na starsze rodzeństwo, aż po makijaż czy filtry do weryfikacji selfie. W Australii, mimo zablokowania aż 4,7 miliona kont nieletnich, nastolatkowie nadal masowo korzystają z platform
– Ograniczenie dostępu do mediów społecznościowych dla dzieci poniżej 15. roku życia to konieczny krok w stronę realnej ochrony – podsumowuje Paweł Mrozek. – Nie jest to rozwiązanie idealne, ale może znacząco poprawić sytuację. Apelujemy do rządzących: podejdźcie do tego ponad podziałami partyjnymi. Tu nie chodzi o wybory, lecz o dobro i przyszłość dzieci.
– Zakaz musi iść w parze z edukacją – dodaje Igor Grochal. – Nie można ograniczać bez uczenia. Długoterminowo oznacza to mniej problemów w szkołach, zdrowsze społeczeństwo i większą świadomość, bo chodzi o przyszłość pokoleń i całego kraju, świata. Politycy powinni działać tu ponad podziałami, inspirując się sukcesami innych państw, ale bez przesady. Jednak Australia i Polska bardzo się ze sobą różnią, jak każde państwo, więc nie idźmy w to hurtowo.
– Unikajmy pośpiechu i testujmy rozwiązania – podkreśla Mrozek. – Prawo wdrażane „na szybko” młodzi po prostu obejdą. Australia dała platformom czas na adaptację, co pozwoliło uniknąć chaosu. W Polsce warto zacząć od pilotażu, na wzór Danii, testując bezpieczne narzędzia weryfikacji wieku, bez przekazywania danych osobowych. To pozwoli ocenić skuteczność, zidentyfikować luki, ograniczyć frustrację rodzin, ale też wszystkich przygotować na dużą zmianę.
(GN)