Paradoksem jest fakt, że produkujemy ogromne ilości żywności, jej nadmiar wyrzucamy, a w wielu krajach panuje głód. Rocznie marnujemy 1,5 mld ton żywności, a 80 proc. energii, którą wykorzystujemy w zwierzęcej produkcji rolniczej, daje zaledwie 20 proc. kalorii.
Z dr. hab. inż. Zbigniewem Karaczunem, profesorem w Katedrze Ochrony Środowiska i Dendrologii Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, rozmawia Halina Drachal
W 2023 r. w wywiadzie pt. „Klimat na talerzu” mówiliśmy o tym, jak rolnictwo przekłada się na klimat, a w 2024 r. („Kto się boi Zielonego Ładu”) rozmawialiśmy, czy europejski Zielony Ład zniszczy nasze rolnictwo. Tym razem porozmawiajmy o sporach wokół umowy o wolnym handlu z krajami Mercosur, czyli Brazylią, Urugwajem, Argentyną i Paragwajem. Czy, mówiąc wprost, mamy się czego bać?
– I tak, i nie. Traktat z Mercosur, jak każda umowa międzynarodowa, niesie ze sobą zarówno potencjalne korzyści, jak i zagrożenia. Czy te zagrożenia się ujawnią i czy będą poważne, czy też nie, w dużym stopniu zależy od tego, jaka będzie praktyka, czyli jak będą wdrażane zapisane w niej postanowienia.
Co może być niepokojącego w tym, że UE podpisze z krajami Mercosur umowę dotyczącą m.in. handlu produktami rolniczymi i spożywczymi?
– Jest kilka kwestii, które mogą niepokoić. Rolnicy w krajach Mercosur nie podlegają tak znaczącym jak w Unii Europejskiej wymogom dotyczącym ochrony środowiska, dobrostanu zwierząt, wpływu działalności rolniczej na klimat.
Na te nierówne warunki produkcji rolniczej w krajach UE i w krajach Mercosur wskazywał Pan podczas niedawnego webinaru zorganizowanego przez Polski Klub Ekologiczny.
– Nie jest tak, że te państwa nie mają żadnych regulacji w tym zakresie, jednak nie ma tam tak bezpośrednio jak w UE spisanych i przestrzeganych środowiskowych kryteriów prowadzenia produkcji rolnej. To dotyczy np. kwestii nawozów sztucznych, rejestracji prowadzonych zabiegów, sposobu stosowania pestycydów i ich ilości, jaka może być wykorzystywana, ograniczeń wielkości obsady zwierząt, czyli zagęszczenia pogłowia zwierząt na danym terenie itp. Można więc powiedzieć, że tamtejsi rolnicy mają większą przewagę konkurencyjną, dlatego że nie muszą spełniać tych wymogów.
Może też niepokoić, że w Mercosur są dopuszczone do produkcji rolnej pestycydy, czyli chemiczne środki ochrony roślin, które nigdy nie były dopuszczone do stosowania lub zostały zakazane w UE. Średnie zużycie pestycydów w krajach Mercosur jest też od 3,5 do 4,5 razy większe niż w krajach europejskich
A jaka jest średnia w Polsce? Jak my wypadamy na tym tle?
– Jest ona jeszcze niższa. Polska zużywa średnio o połowę mniej pestycydów, niż wynosi średnia unijna. Rolnicy w krajach Mercosur zużywają średnio 10 razy więcej pestycydów niż rolnicy polscy. Tam jest to ok. 10,5 kg substancji czynnej na hektar, w Polsce mniej więcej 1,7 kg. Różnica jest znacząca. Co więcej, dopuszczalne normy zawartości pozostałości pestycydów w produktach rolnych i w żywności są w tamtych krajach wyższe niż w Unii Europejskiej. Ale znowu – nie jest tak, że produkty importowane do UE będą miały te podwyższone stężenia, bo jednak będą musiały spełniać unijne standardy. W tym celu będzie prowadzona kontrola spełniania naszych standardów zgodności z normami UE.
Problem w tym, że kontrole są wyrywkowe i nie każda partia towaru im podlega. Istnieje więc ryzyko, że trafi do nas żywność, która będzie zawierała wyższe niż dopuszczalne w UE pozostałości pestycydów. Niepokoi to osoby zajmujące się jakością żywności, a także wpływem produkcji żywności na jakość środowiska przyrodniczego i na zdrowie społeczeństw.
Czy to oznacza, że żywności będzie więcej, ale może się okazać mniej bezpieczna dla konsumenta, niż jest obecnie?
– Mam nadzieję, że będą badane pozostałości tych substancji czynnych, których u nas nie można stosować. I że taka żywność na rynek UE nie trafi. Po to, by żywność zawierająca pozostałości zakazanych substancji czynnych nie trafiła na rynek konsumentów europejskich, musimy wzmocnić istniejące w UE, w tym także w Polsce, instytucje, które będą kontrolowały tę żywność. Ryzyko jest realne. Powinniśmy więc zadbać o to, by praktyka zarządzania handlem, umożliwionym przez ten traktat, brała pod uwagę te kwestie.
Czy kontrole jakości produkcji u producenta i na granicach są w stanie wychwycić i zatrzymać to, co truje, a w rezultacie spowodować nieopłacalność stosowania nielegalnych praktyk w rolnictwie, ogrodnictwie?
– Rzetelnie prowadzona kontrola będzie w stanie wykryć i nie dopuści tego typu produktów na rynek europejski. Nie ma jednak całkowitej pewności, czy jakaś partia z tymi podwyższonymi stężeniami niedozwolonych u nas substancji nie przedostanie się na nasz rynek, bo nigdy nie jest kontrolowane 100 proc. importowanej żywności. To są wyrywkowe kontrole. Jak rozumiem, może być zatrzymana jakaś partia żywności, w której wykryto niedopuszczone u nas substancje, po czym nastąpi proces sprawdzenia, czy ten sam producent nie sprowadza do nas innych produktów, w których znajdują się substancje niespełniające standardów UE. Ale nawet to nie stanowi pełnej gwarancji.
Rolnicy protestujący w różnych krajach UE obawiają się zalania europejskiego rynku tanimi produktami rolnymi z Ameryki Południowej i przez to utraty źródeł dochodu. Mówi się wręcz o końcu europejskiego rolnictwa. Jest takie zagrożenie?
– W dużym stopniu jest to mit. Bardzo ostro protestują producenci mięsa wołowego, drobiowego i wieprzowiny.
W dodatku przemysłowcy, nie hodowcy.
– Tak naprawdę w krajach Mercosur nie ma przemysłowej hodowli poza drobiem i wieprzowiną. W Brazylii jest dopuszczony bateryjny chów drobiu, który w UE jest zabroniony od 2012 r. Kury czy kurczaki całe swoje krótkie życie spędzają w ustawionych piętrowo, w ciasnych klatkach, bez ściółki, pozbawione możliwości naturalnych odruchów. Natomiast jeśli chodzi o wołowinę, jest wręcz odwrotnie. W krajach Mercosur prowadzony jest całoroczny wypas pastwiskowy bydła. Zwierzęta mają zapewniony większy dobrostan hodowli, niż to się dzieje w Unii, ten chów nie ma charakteru przemysłowego. Podczas fermowej produkcji mogą być stosowane antybiotyki i inne substancje w wysokich dawkach. Przy czym akurat w Polsce fermy w produkcji zwierzęcej zużywają trzykrotnie więcej antybiotyków, niż wynosi średnia unijna. Średnio zużywamy ich ok. 195 mg na kg zwierzęcia w chowie, a średnia unijna to 70 mg.
Jak to możliwe, że nikt nie egzekwuje wymogów unijnych wobec Polski?
– To nie tak, że Polska ich nie przestrzega. Problem w tym, że część właścicieli ferm przemysłowych stosuje antybiotyki nie tylko leczniczo, ale też zapobiegawczo. Stąd tak wielkie ich zużycie w Polsce.
Istotne jest też to, o czym się w trakcie tych rolniczych protestów nie mówi. Rzecz w tym, że wielkość kontyngentu, który jest dopuszczony do importu z tamtych krajów, nie jest wielka, np. w przypadku wołowiny będzie to 99 tys. ton rocznie, co odpowiada zaledwie 1,5 proc. jej produkcji w Unii Europejskiej. W przypadku wieprzowiny to 25 tys. ton, to 1/10 proc. unijnej produkcji, a drobiu 180 tys. ton – 1,3 proc. europejskiej produkcji. Nie są to ilości, które mogłyby zagrozić europejskiemu rolnictwu. Warto też wiedzieć, że UE wynegocjowała tzw. klauzule ochronne i ma zamiar śledzić, jak ten import wpływa na unijny rynek i na sytuację europejskich rolników. W przypadku nagłego wzrostu importu, zagrażającego pozycji europejskich rolników, będzie mogła podjąć działania zapobiegawcze, w tym wycofanie się z tzw. preferencji taryfowych. Mamy instrumenty chroniące europejski rynek, zobaczymy natomiast, jak one zadziałają w praktyce.
Co dla unijnego rolnictwa, a więc i konsumentów jego produktów, oznacza osłabienie zasady ostrożności? Czym ona jest?
– Zasada ostrożności w UE jest takim hamulcem przed pochopnym działaniem. Jeżeli nie mamy pewności naukowej, że coś nie wpływa negatywnie np. na zdrowie ludzi czy na środowisko przyrodnicze, dopóki jej nie zdobędziemy, nie powinniśmy takiego produktu wprowadzać na rynek lub prowadzić takiej produkcji. W traktacie z Mercosur jest natomiast zapis, że strony nie mogą powoływać się na zasadę ostrożności, aby zapobiegawczo blokować import kluczowych produktów. Jeżeli będziemy mieli jakiekolwiek podejrzenia co do jakości żywności, to Unia nie będzie mogła zapobiegawczo blokować tego importu. Musi przedstawić konkretne dowody naukowe, że to i to jest niebezpieczne, źle oddziałuje na środowisko i zdrowie ludzi. Dopiero wtedy będzie mogła wprowadzić jakieś ograniczenie czy zakaz importu danego produktu.
Traktat z Mercosur w kwestii stosowania środków sanitarnych czy fitosanitarnych, czyli dotyczących tego, co jest szkodliwe i czego powinniśmy unikać w żywności, opiera się na porozumieniach z WTO, czyli Światową Organizacją Handlu, i standardach w niej obowiązujących, oraz na tzw. Kodeksie Żywnościowym ONZ.
One nie stosują zasady ostrożności, lecz kierują się międzynarodowymi wytycznymi, które generalnie są mniej rygorystyczne niż wymogi UE. To oznacza, że tak naprawdę wytyczne kodeksu ONZ dopuszczają wyższe stężenia pozostałości substancji czynnych pestycydów w żywności niż normy unijne.
(…)
Apel ZNP, EI i EARTHDAY.ORG. Walka ze zmianami klimatycznymi musi mieć edukacyjną twarz
Od lat przygląda się Pan integracji celów polityki klimatycznej i ekologicznej Unii Europejskiej z jej polityką rolną. Na ile są one spójne? I czy w ogóle mogą być spójne, gdy wciąż przeważa zdanie różnych grup interesu, dla których sprawy ekologii i klimatu są wtórne.
– To jest bardzo trudne pytanie. Umowa z Mercosur nie dotyczy wyłącznie rolnictwa i handlu. Jest ona elementem budowy nowego światowego porządku. Na naszych oczach kruszy się międzynarodowy powojenny ład gospodarczy i polityczny. Z jednej strony są działania Rosji, wojna jako element rozstrzygania sporów między państwami, a z drugiej protekcjonizm amerykański, podważanie roli sojuszy oraz instytucji międzynarodowych, postawienie siły ponad prawem i współpracą międzynarodową. To zmusza także UE do redefiniowania swojej pozycji i sojuszy. Ta umowa z Mercosur, otwarcie południowoamerykańskiego rynku na towary, w tym produkty spożywcze z UE, oznacza wypchnięcie z tego obszaru Chin. Musimy pamiętać, że te kraje mają bogate złoża rud metali rzadkich, bardzo cennych surowców, i że jest to ogromny, liczący 270 mln obywateli, rynek. Do tej pory eksport z UE do krajów Mercosur był niewielki, a tylko ok. 5 proc. obrotów stanowiły produkty rolno-spożywcze, bowiem tamte kraje miały na nie 55-proc. cła.
Traktat z Mercosur jest więc elementem budowania szerszego bezpieczeństwa polityczno-gospodarczego UE. Musimy jednak pamiętać, że bezpieczeństwo klimatyczne, przyrodnicze jest elementem bezpieczeństwa narodowego zarówno mieszkańców UE, jak i tamtych krajów.
Dlatego ważne jest, że kraje Mercosur mają własne regulacje odnoszące się do ochrony środowiska. Na przykład Urugwaj zamierza osiągnąć neutralność klimatyczną w 2050 r., czyli ma taki sam cel jak UE, a Brazylia zamierza zredukować tę emisję niemal o 70 proc. Chodzi o to, by realizując zasady wolnego handlu, dostrzegać ich skutki dla środowiska i wprowadzać działania mitygacyjne, które pozwolą na uniknięcie negatywnych wpływów.
Wiele szkół i nauczycieli bardzo aktywnie zaangażowało się w edukację klimatyczną, przekonując do niej także środowiska lokalne. Jeśli te wymogi dotyczące ochrony środowiska zostaną osłabione, działania ograniczone, jak przekonywać do sensu takiego działania?
– Jan Gwalbert Pawlikowski, naukowiec, uczestnik walk o niepodległość Polski w 1918 r., powiedział, że nie da się być polskim patriotą, jeśli się nie kocha polskiej przyrody, bo krajobraz, który nas otacza, kształtuje naszą osobowość i nasze postawy. Dbałość o przyrodę jest elementem patriotyzmu. Drugim argumentem jest to, że środowiska i przyrody nie chronimy dlatego, że uważamy zwierzęta i rośliny za ważniejsze od nas. Robimy to dla siebie i dla własnego bezpieczeństwa. Przyroda sobie bez nas poradzi, wspaniale rozwijała się przez miliony lat bez Homo sapiens, natomiast my bez przyrody sobie nie poradzimy.
Działania na rzecz ochrony klimatu i ochrony środowiska podejmujemy dla siebie i własnego bezpieczeństwa. Te normy regulujące stosowanie pestycydów, nawożenie, redukcję emisji gazów cieplarnianych wprowadzamy nie dlatego, że chcemy ochronić lasy i inne zasoby przyrodnicze, ale dlatego, że bez nich nasze życie stanie się nieznośne.
Dziękuję za rozmowę.
Publikujemy obszerny fragment wywiadu, który ukazał się w Głosie Nauczycielskim nr 5-6 z 4-11 lutego 2026 r. Całość w wydaniu drukowanym i elektronicznym (https://e.glos.pl/#e-wydania)
Fot. Archiwum prywatne
