Gdyby nauczyciele ograniczyli liczbę zadań i wymiar pracy do tych, które wynikają wprost z ich obowiązków i przepisów, to mielibyśmy gigantyczną zapaść. Nie tylko w małych miejscowościach, nawet w niektórych dużych miastach. Wszystko zależy od lokalnej sytuacji i składa się na to wiele czynników. Czy tak powinna wyglądać praca nauczyciela? Ona powinna się wiązać ze stabilizacją. Nie ma się co dziwić, że wielu nauczycieli obawia się jutra, a kiedy spotykają się w pokojach nauczycielskich, to zamartwiają się, co będzie dalej.
- Tags:
- GODNE PŁACE
- Kompas Jutra
- KRYZYS W EDUKACJI
- nasze sprawy
- NAUCZYCIELE
- Reforma edukacji
- WYNAGRODZENIA
- ZNP
Z Szymonem Lepperem, nauczycielem historii i wiedzy o społeczeństwie w V LO w Gdyni, wiceprezesem Zarządu Oddziału ZNP w Gdyni, członkiem Zarządu Głównego ZNP, rozmawia Katarzyna Piotrowiak
Ostrzega Pan rządzących, że w pokojach nauczycielskich narasta rozczarowanie i frustracja. Dlaczego powinni wziąć sobie do serca te nastroje, dlaczego głosu nauczycieli nie można lekceważyć?
– Przejawem złej polityki jest obiecać, powiedzieć, że coś zostanie zrobione, a później tej obietnicy nie dotrzymywać, a właściwie omijać temat. Mówię o naszych wynagrodzeniach w kontekście inicjatywy obywatelskiej Związku Nauczycielstwa Polskiego „Godne płace i wysoki prestiż nauczycieli”. Wiemy, że projekt jest, ale w rzeczywistości przez rządzących jest traktowany, jakby go nie było.
Owszem, w sferze deklaratywnej on funkcjonuje, powtarza się nam: „Jesteście ważni”, „Bez was nie ma edukacji”, „Musimy podnieść i podkreślić prestiż zawodu nauczyciela”, „Musimy zająć się pensjami”, tylko że oprócz słów nie dzieje się nic więcej. W takim zawieszeniu jesteśmy od dawna. Czara goryczy się przelewa.
Deklaracje nie są spełniane, bo są tylko elementem gry politycznej?
– Kwestia wynagrodzeń przewija się od czasu do czasu przez parlament, mówi się, że nauczyciele powinni dobrze zarabiać, ale to są tylko deklaracje, które cichną, kiedy gasną światła kamer. Dlatego nauczyciele coraz częściej powtarzają, że minął czas deklaracji. Teraz jest czas na konkrety, które pomogą ratować nasz zawód przed odpływem świetnie wykwalifikowanych ludzi.
Jak to może wpłynąć na plany MEN, w tym na realizację „Kompasu Jutra”?
– Dobrze wykształcone kadry będą się powoli wykruszać. To wystarczy, żeby system nie działał jak trzeba. Z „Kompasem Jutra” czy bez niego.
Projekt „Godne płace…” ma swoją długoletnią historię. Ile to już trwa?
– Ponad pięć lat. Nasza inicjatywa obywatelska mająca na celu powiązanie wynagrodzeń nauczycieli z przeciętnym wynagrodzeniem w gospodarce narodowej została złożona w Sejmie jeszcze w poprzedniej kadencji parlamentu, w listopadzie 2021 r. Zebraliśmy 250 tys. podpisów poparcia dla tej propozycji. W 2022 r. odbyło się pierwsze czytanie, ale decyzją ówczesnej marszałek trafił projekt do sejmowej „zamrażarki”. Prace ruszyły w 2024 r. w nowej rzeczywistości parlamentarnej. W styczniu 2024 r. ponownie odbyło się pierwsze czytanie i… od tego czasu nie widać realnych zmian, żadnych działań, które miałyby nas zbliżyć do realizacji tej jednej z najważniejszych obietnic rządzących – wprowadzenia w życie inicjatywy ZNP.
Pensje nauczycieli od lat są uzależnione od twardej polityki.
– Jestem przekonany – i wiem, że zgodzi się z tym wiele osób z naszego środowiska – że obecnie już tylko zmiana systemu polegająca na częściowym odpolitycznieniu edukacji, oderwaniu jej od twardej, codziennej polityki może nas przybliżyć do powiązania nauczycielskich pensji z przeciętnym wynagrodzeniem w gospodarce. Myślę, że w tej zależności tkwi ogromny problem. Nie może być tak, że to, ile zarabiamy, jest zależne wyłącznie od sytuacji politycznej, od tego, czy jesteśmy akurat przed wyborami, czy po wyborach.
Co można usłyszeć w pokojach nauczycielskich?
– Przede wszystkim coraz trudniej jest nam się spotkać w pokojach nauczycielskich. Wszyscy za czymś gonimy. Spora część koleżanek i kolegów ma po półtora etatu, więc biegamy z lekcji na lekcję. Chwila na rozmowę zdarza się nam naprawdę rzadko, ale kiedy już mamy okazję się zatrzymać, to można usłyszeć, że szkole i nauczycielom brakuje realnego wsparcia. Są tylko rosnące wymagania i ciągła walka o to, żeby na każdej zaplanowanej lekcji był nauczyciel, bo braki kadrowe są potężne.
Powtarza Pan, że środowisko nauczycielskie jest poddawane ciągłej presji związanej ze zwiększaniem się oczekiwań. Na czym to polega?
– Jesteśmy przeciążeni zmianami i reformami, ale dodatkowo oczekuje się od nas, że weźmiemy na swoje barki konsekwencje przemian, jakie zachodzą w cyfrowym świecie. Wyzwania, z którymi musimy się mierzyć w związku z rozwojem platform socialmediowych i AI są bardzo poważne. Nie mamy wpływu na algorytmy, tymczasem wymaga się od nas, żebyśmy wiedzieli, co i kiedy się tam dzieje, jak to wpływa na najmłodsze pokolenia i jak temu zaradzić, oczekuje się, że znajdziemy rozwiązanie każdego problemu. A przecież to jest zjawisko, które musi przepracować całe społeczeństwo. Owszem, widzimy, że dzieci są uzależnione od telefonu i social mediów, ale nie można oczekiwać, że szkoła sama poradzi sobie z każdym aspektem tego uzależnienia.
(…)
W jakiej kondycji są nauczyciele na kilka miesięcy przed wdrażaniem pierwszego etapu „Kompasu Jutra”?
– Niektórzy jeżdżą od szkoły do szkoły, biorąc pojedyncze godziny, inni pracują ponad miarę w swoich placówkach, bo brakuje nauczycieli. Następnie wkraczają w drugi próg podatkowy, a potem społeczeństwo słyszy, że nauczyciele przecież dużo zarabiają. Nikt nie pokusi się, żeby sprawdzić, o co w tym wszystkim chodzi. Po pierwsze, ci nauczyciele ratują system, jeżdżąc między kilkoma placówkami.
Po drugie, wcale nie trzeba dużo zarobić, żeby wpaść w drugi próg. Jako Związek Nauczycielstwa Polskiego apelowaliśmy o zmiany, ale minister finansów właśnie powiedział, że nie ma szans na jakiekolwiek regulacje w tej kwestii.
Co teraz będzie ze szkołami korzystającymi ze wsparcia nauczycieli – jak ostatnio zwykło się mówić – objazdowych?
– To jest pytanie, na które powinno sobie odpowiedzieć MEN. Problem polega na tym, że w całym systemie edukacji jest obecnie za mało nauczycieli, więc ci, którzy pracują, są zmuszani lub proszeni, żeby wziąć na siebie jeszcze więcej. Niektórzy pracują ponad siły. Wcale nie dlatego, że mają ochotę, bo to wykańcza ich zdrowie, tylko dlatego, że uczniowie nie mieliby lekcji. I, co jest dla nich ważne, spinają dzięki takiej decyzji budżet domowy. Teraz słyszymy, że projekt „Godne płace…” znowu utknął, a drugi próg podatkowy pozostanie bez zmian. Mówi się o tym w momencie, w którym szkoły przygotowują się na kolejny edukacyjny przeskok.
Co się stanie z systemem edukacji w kontekście tych problemów kadrowych, które, jak słychać, dotyczą wielu szkół w kraju?
– Mam wrażenie, że oprócz nas, nauczycieli, nikt poważnie nie zastawia się nad tym, co będzie dalej. Bo nie wszystko można „przykryć” niżem demograficznym. Najpierw należałoby przeanalizować poziom przepracowania naszej grupy zawodowej. Politycy nie mówią społeczeństwu, jak naprawdę wyglądają wynagrodzenia nauczycieli, jaka jest sytuacja kadrowa w szkołach.
Co się stanie, jeśli nauczyciele ograniczą listę szkół, w których uczą, np. matematyki, fizyki, geografii itd.?
– Gdyby nauczyciele ograniczyli liczbę zadań i wymiar pracy do tych, które wynikają wprost z ich obowiązków i przepisów, to mielibyśmy gigantyczną zapaść. Nie tylko w małych miejscowościach, nawet w niektórych dużych miastach. Wszystko zależy od lokalnej sytuacji i składa się na to wiele czynników. Czy tak powinna wyglądać praca nauczyciela? Ona powinna się wiązać ze stabilizacją. Nie ma się co dziwić, że wielu nauczycieli obawia się jutra, a kiedy spotykają się w pokojach nauczycielskich, to zamartwiają się, co będzie dalej.
Powiedział Pan, że szkoły są na drodze do zapaści kadrowej. To dotyczy całego systemu?
– Mam poczucie deja vu i ciągłego powtarzania się, bo problem się nie zmienia – młodych nie ma, a kadry się starzeją. Jestem pewien, że kiedy decydenci to sobie uświadomią, to się przerażą. Kto zastąpi emerytów, jak odejdą?
To może być głęboka zapaść?
– W edukacji nic nie dzieje się dnia na dzień, to zawsze jest powolny, kroczący proces. Dlatego sądzę, że przez brak spektakularności politycy próbują odwlec pewne kluczowe dla nas decyzje. Liczą na to, że społeczeństwo nie zauważy narastających problemów. Nie świadczy to o poważnym traktowaniu edukacji. System, po latach zmian, trzeba na nowo wyregulować. Ważną decyzją powinno być obniżenie liczby uczniów w klasach. Jako ZNP mówimy o nowych limitach – maksymalnie 18 dzieci w oddziale przedszkolnym i 20 w ogólnodostępnym oddziale w szkole.
Na pewno poprawiłoby to warunki pracy i nauki, a nauczyciel miałby więcej czasu dla ucznia, tak jak chcą tego twórcy „Kompasu Jutra”. Najwyższy czas na taką zmianę. Bo inaczej przyjdzie moment, kiedy nie da się już nic zrobić i do zawodu zaczną wchodzić osoby o obniżonych wymaganiach kwalifikacyjnych. To byłby najgorszy prognostyk dla systemu edukacji.
Dziękuję za rozmowę.
Przedstawiamy skróconą wersję wywiadu opublikowanego w Głosie Nauczycielskim nr 18-19 z 6-13 maja br. Całość w wydaniu drukowanym i elektronicznym (e.glos.pl)
Fot. ZNP
