Czas półśrodków dawno minął. Joanna Świercz: To nie my odbieramy dzieciom wycieczki szkolne. Nas, nauczycieli, jest coraz mniej…

Są tylko dwa sposoby na rozwiązanie tego problemu – albo płacimy nauczycielom za nadgodziny, albo dajemy im wolne. Nie można zwlekać z rozwiązaniem tego problemu, jeśli chcemy utrzymać kadry w szkołach. Na coś trzeba się w końcu zdecydować. Powtórzę – pieniądze albo wolne za przepracowane nadgodziny.

Z Joanną Świercz, Wyróżnioną w Konkursie Nauczyciel Roku 2021, dyrektorką Publicznej Szkoły Podstawowej nr 24 im. Przyjaźni Narodów Świata w Opolu, nauczycielką matematyki, rozmawia Katarzyna Piotrowiak

Przed laty maj i czerwiec były szczytem sezonu wycieczkowego. Autokary jeden po drugim kursowały z dziećmi w góry, na Mazury, nad Bałtyk, do stolicy, muzeów, zamków, miejsc pamięci. Co z tego zostało?

– Niewiele. Jeździmy głównie na wycieczki jednodniowe. Ale spraw, które się na to składają, jest kilka. Najważniejsza z nich to brak środków na wynagrodzenie dla nauczycieli. Mimo decyzji Sądu Najwyższego, który ponad rok temu orzekł, że za pracę w godzinach nadliczbowych nauczycielom trzeba zapłacić, niczego w tej sprawie nie zrobiono (chodzi o uchwałę SN z 26 lutego 2025 r., III PZP 3/24 – red.).

Widzę tylko jedną możliwość, MEN powinno uporządkować ten problem jedną konkretną nowelizacją przepisów, zgodną z tym, co orzekł SN. Inaczej nauczycielom nikt za godziny pracy na wycieczkach płacić nie będzie, bo nie ma ku temu podstaw prawnych.

A jak nikt płacić nie będzie to…

– …wycieczki szkolne nie będą organizowane, chociaż bardzo cenimy taką formę edukacji uczniów. Decydentom należy uświadomić, że młodzi nauczyciele, którzy są na dorobku, mają kredyty do spłacenia, nie zgadzają się na wycieczki. Ja ich rozumiem, dlatego powinniśmy głośno mówić o tym, że nauczycielom nie płaci się za ten czas. Ja też nikomu nie płacę za wyjazd z uczniami. Ani nauczycielom, ani sobie, bo też byłam na wycieczce szkolnej.

„W sprzeczności z podstawowymi zasadami prawa pracy”. Związek negatywnie opiniuje propozycje MEN ws. rozliczania godzin nadliczbowych nauczycieli

Od roku jest Pani dyrektorem szkoły, czy to zmieniło Pani perspektywę?

– Skądże. Jeżeli rząd nie zaproponuje rozwiązania problemu, to mimo decyzji Sądu Najwyższego nie da się nic zrobić, a jako dyrektor szkoły sama pozostanę z nierozwiązalnym dylematem – jeździć czy nie jeździć. Samo orzeczenie było bardzo ważne, ale nie zmieniło w naszej szkolnej rzeczywistości absolutnie nic. Dotychczas nie doczekaliśmy się żadnej sensownej interpretacji tego, jak ma wyglądać wypoczynek nauczyciela podczas kilkudniowej wycieczki.

Wiemy, że nauczyciel ma prawo do 11 godzin nieprzerywanego odpoczynku dobowego, ale doba trwa 24 godziny, więc przy dwóch osobach dorosłych pojawia się problem dwóch brakujących godzin. Potrzebna jest też dyskusja o tym, co oznacza zmiana nocna. Czy nauczyciel, który nie śpi, ma siedzieć na krześle przed pokojami uczniów?

Czyli w sezonie wycieczkowym lepiej zostać z uczniami w szkole?

– Zapewniam, że siedzenie w szkole nie jest dobrym rozwiązaniem. Wycieczki mają ogromny walor edukacyjny, wychowawczy i społeczny. Niestety, będzie ich coraz mniej. Kilkudniowe wyjazdy to już rzadkość. W zamian zwiedzamy najbliższą okolicę i region. Mówimy na to wycieczka „wkoło komina”. Chodzimy i jeździmy obejrzeć to, co znamy w większości już bardzo dobrze.

Jednodniowa wycieczka pozwala uniknąć pracy ponad normę?

– Ależ skąd. Wycieczki jednodniowe wcale nie oznaczają, że nauczyciel zmieści się w tygodniowym czasie pracy. Niejednokrotnie już jedna wycieczka wystarczy, żeby nauczyciel przekroczył 40 godzin. Dlatego precyzyjna wykładnia jest potrzebna. Od miesięcy środowisko edukacyjne wyczekuje na to, co zrobi w tej sprawie MEN*. Nadal nic konkretnego. Szkoda… W tym roku, w programie „Wyjście z klasą”, można było ministerialną dotację przeznaczyć na wyjścia, przejazdy, zakup biletów i inne cele, poza noclegami i wynagrodzeniem. Zaproponowałam wychowawcy klasy, w której uczę matematyki, żebyśmy pojechali z uczniami do Warszawy.

Było wspaniale, ale ten młody i pełen entuzjazmu wychowawca nie dostał nic za swój wysiłek, a przepracował znacznie więcej godzin. On, tak jak wszyscy pozostali opiekunowie, w tym ja jako kierownik wycieczki, byliśmy non stop z dziećmi.

Co jest w tym wszystkim najtrudniejsze?

– Poczucie, że za wykonaną pracę nam się nie płaci. To jest bardzo trudne, nie tylko dla nauczycieli z dużym doświadczeniem, chociaż oni mają silne przekonanie, że zawsze tak było, a dobro dziecka jest priorytetem, więc jeśli trzeba, to popracują z dziećmi bez zapłaty. Młodzi nauczyciele należą do innego pokolenia, w nich nie ma zgody na takie traktowanie. A w tej chwili jedyne, co mogę zaoferować nauczycielowi, to może nieco wyższy dodatek motywacyjny. Pod warunkiem że mam czym dzielić.

Godziny nadliczbowe? Kręcimy się w kółko. Irena Nowak: Wyrok SN jest czytelny, o czym tu jeszcze tak długo rozmawiać

Słyszałam, że niektóre szkoły korzystają z pomocy rodziców, którzy jako opiekunowie na wycieczce odciążają nauczyciela.

– W niektórych szkołach rodzice zabierani są w charakterze opiekunów na tzw. nocną zmianę. Rozmawiałam o tym z innymi dyrektorami. Mówią, że jeśli na wycieczce nic się złego nie wydarzy, to można powiedzieć, że rodzic się sprawdził, gorzej, gdy dojdzie do nieszczęśliwego zdarzenia w czasie dyżuru rodzica. Kto za to odpowie, śpiący w tym czasie nauczyciel? Takie półśrodki nie są żadnym rozwiązaniem. Bo rozwiązanie polegające na zastąpieniu nauczyciela kimś innym, jeśli akurat rodzic nie jest nauczycielem, nie jest umocowane w prawie. W żadnych przepisach prawa.

Jak o tym rozmawiacie między sobą?

– Uważamy, że system musi zacząć respektować nas i nasze prawo do wynagrodzenia za wykonaną pracę. Tak orzekł Sąd Najwyższy, tak stanowi Kodeks pracy. Owszem, jest jeszcze w Polsce wielu nauczycieli ze starszego pokolenia, którzy nie liczą czasu poświęconego dzieciom. Jednak młodsi koledzy często inaczej na to patrzą. Wiem, co czują, bo ja sama podczas egzaminu ósmoklasisty jako dyrektor już w czwartek do południa wypracowałam 40 godzin, czyli tygodniową normę czasu pracy. Gdyby respektowano wobec nauczycieli i dyrektorów szkół przepisy prawa pracy, tak jak to ma miejsce w przypadku innych grup zawodowych, to po przepracowaniu 40 godzin powinnam otrzymać wynagrodzenie za godziny nadliczbowe albo dostać wolne.

Często zdarza się, że nauczyciele pracują ponad 40 godzin?

– Oczywiście. Lekcje, przygotowania do lekcji, szkolenia, kursy, szkolne wydarzenia – tych zadań jest bez liku. W wielu przypadkach już w czwartek limit 40-godzinowy zostaje wypracowany, a w piątek mimo to jesteśmy w pracy.

Kiedyś pracowałam w wiejskiej szkole i pani wójt ciągle nam przypominała, że „tydzień pracy nauczyciela to 40 godzin”. Postanowiłam wtedy, że przez miesiąc będę ewidencjonować swój czas pracy, a że musiałam zrobić wtedy studia podyplomowe z oligofrenopedagogiki, to w tydzień bez problemu zebrało się nawet 60-70 godzin. Liczyłam wszystko. Czas przeprowadzonych lekcji, dyżury na przerwach, sprawdzanie prac uczniów, wyjścia i inne wycieczki oraz samokształcenie i doskonalenie zawodowe, które zgodnie z Kartą Nauczyciela wpisuje się w tydzień pracy nauczyciela.

Kto najszybciej wypracowuje 40 godzin?

– Z moich doświadczeń wynika, że poloniści i matematycy. Wielu już w środy może odhaczyć 40-godzinny tydzień pracy. I nie ma ich jak odciążyć. Jak któryś z nauczycieli pojedzie na trzydniową wycieczkę, to mimo że przez te dni wypracował już 40 godzin, po powrocie idzie na lekcje. Musi uczyć – czy ma na to siłę, czy nie, bo nie ma osoby, która poprowadzi za niego lekcje.

Co może poprawić sytuację?

– Są tylko dwa sposoby na rozwiązanie tego problemu – albo płacimy nauczycielom za nadgodziny, albo dajemy im wolne. Nie można zwlekać z rozwiązaniem tego problemu, jeśli chcemy utrzymać kadry w szkołach. Na coś trzeba się w końcu zdecydować. Powtórzę – pieniądze albo wolne za przepracowane nadgodziny.

(…)

Witnica płaci za wycieczki. Zenon Siwiński: Po interwencji ZNP dyrektorzy zaczynają płacić. To dobre praktyki, które warto nagłaśniać!

Wracając do początku rozmowy – co będzie z wycieczkami?

– Lubię wycieczki. Poznaję uczniów, z którymi mam później lepsze relacje i nauczanie matematyki idzie znacznie łatwiej. Ale chcę jeszcze o jednej ważnej rzeczy powiedzieć, bo władzom edukacyjnym również to umyka. Otóż nauczyciele, którzy uczą dzieci w kilku szkołach i jeżdżą na wycieczki, biorą urlop bezpłatny w pozostałych placówkach. Przestańmy się więc dziwić, że wycieczek już prawie nie ma. A to nie wszystko…

O czym jeszcze trzeba powiedzieć?

– Ceny wycieczek rosną, rosną też wymagania rodziców i uczniów co do standardu takiego wyjazdu. Ma być dobrej klasy hotel, najlepiej taki, jaki znają z wyjazdów rodzinnych w czasie wakacji, choć coraz częściej organizowanych w czasie roku szkolnego na Teneryfę, do Egiptu, Turcji, Dubaju albo do Grecji. Wycieczki szkolne to temat bardzo złożony.

To może już lepiej z nich zrezygnować?

– Można by tak pomyśleć, gdyby nie to, że rodzice coraz rzadziej zabierają dzieci na wyjazdy w Polskę. Kto dzieciom pokaże nasz kraj jak nie my, nauczyciele. Apeluję! Znajdźmy rozwiązanie tego problemu!

Dziękuję za rozmowę.

*MEN zaproponowało zasady rozliczania godzin nadliczbowych nauczycieli, które ZNP ocenił jako próbę obejścia przepisów prawa pracy oraz uchwały SN z 26 lutego 2025 r. Pisaliśmy o tym w GN nr 14-15 z 8-15 kwietnia 2026 r.

Przedstawiamy skróconą wersję rozmowy opublikowanej w Głosie Nauczycielskim nr 22 z 3 czerwca br. Całość w wydaniu drukowanym i elektronicznym (e.glos.pl)

Fot. Archiwum prywatne

Nr 22/3 czerwca 2026