Kiedy odejdzie ostatni fizyk… Adam Król: Czuję się jak dinozaur, który ma wkrótce odejść do historii

Z jednej strony nas, fizyków, szkoły jeszcze poszukują, z drugiej nie mają dla nas godzin, które pozwoliłyby nam przetrwać. To jest paradoks tego zawodu. Jego koniec zaczął się w 2017 r. wraz z likwidacją gimnazjów. Wcześniej nie było nawet rozmów o tym, że brakuje fizyków. Po reformie Anny Zalewskiej godzin w szkołach podstawowych niby dodano, ale nie dało się już tego uratować. Wielu fizyków powiedziało „dość”. Posypało się wszystko.

Z Adamem Królem, nauczycielem fizyki w XI Liceum Ogólnokształcącym w Łodzi, rozmawia Katarzyna Piotrowiak

To prawda, że jest Pan najmłodszym nauczycielem fizyki w Łodzi?

– Nauczyciel fizyki to zawód na wyginięciu.

Ale skąd wiadomo, że nie ma młodszych od Pana?

– Ja tego nie powiedziałem. Wzięło się to stąd, że jedna z moich koleżanek już jakiś czas temu powiedziała do mnie: „Nie wiem, Adam, czy ty wiesz, że jesteś najmłodszym fizykiem w Łodzi?”. Temat szybko obróciliśmy w żart, ale się rozniosło. Stwierdzenie nie jest niczym potwierdzone, chociaż…

W ogólnym sensie oddaje prawdę?

– Nauczycielem jestem od ponad dwóch dekad, sam prowadziłem kiedyś studia podyplomowe i znam fizyków, którzy uczą w łódzkich szkołach. Większość ludzi kojarzę, a niektórych znam z imienia i nazwiska. Nasze środowisko nie jest aż tak duże. W większości są to ludzie starsi ode mnie. Czyli mają zdecydowanie więcej niż 50 lat, które ja skończyłem.

„Najmłodsze pokolenie rzadko spogląda w niebo”. Piotr Kędroń o przymiarkach do nowych ramówek: Będę bronił fizyki

Czyli w stwierdzeniu może być ziarno prawdy. To Pana dołuje?

– Czuję się jak dinozaur, który wkrótce wymrze i przejdzie do historii. Fizyków nie ma, bo nie ma chętnych już na studiach. Ja tylko mam nadzieję, że MEN i MNiSW monitorują sprawę i mają plan, jak temu zaradzić. Być może do działań, które są odpowiedzią na brak fizyków, trzeba zaliczyć nową reformę, która polega m.in. na… wygaszaniu fizyki w szkołach podstawowych.

Odczytuje Pan „Kompas Jutra” jako wygaszanie fizyki!?

– Myślę, że nikt temu nie zaprzeczy. Planuje się przecież zmniejszenie liczby godzin fizyki kosztem przyrody. Jak dla mnie, to jest pełzająca likwidacja tego przedmiotu. To oczywiste, że zmiany są wymuszone brakami kadrowymi w tym zawodzie.

Od lat nie ma nowych fizyków w szkołach. Skoro przez tyle czasu nie udało się rozwiązać problemu, to trzeba sobie w końcu zadać pytanie, kto ma uczyć fizyki i czy w ogóle jest dla niej miejsce.

Myślałam, że trzeba zadać pytanie, dlaczego nie wolno rezygnować z fizyki.

– Jedno i drugie pytanie dotyka sedna sprawy, bo nie wiadomo, co będzie dalej z tym przedmiotem. Z jednej strony nas, fizyków, szkoły jeszcze poszukują, z drugiej nie mają dla nas godzin, które pozwoliłyby nam przetrwać. To jest paradoks tego zawodu. Jego koniec zaczął się w 2017 r. wraz z likwidacją gimnazjów. Wcześniej nie było nawet rozmów o tym, że brakuje fizyków. Po reformie Anny Zalewskiej godzin w szkołach podstawowych niby dodano, ale nie dało się już tego uratować.

Wielu fizyków powiedziało „dość”. Posypało się wszystko. Upadły inicjatywy pedagogiczne, programy własne, pracownie fizyczne świeciły pustkami. Nie zostało nic. Od likwidacji gimnazjum żyjemy w ciągłej niepewności. To, co się wtedy stało, zaburzyło nasze poczucie stabilizacji. Stało się to nagle, z dnia na dzień! Ciach i koniec!

GUS: Edukacja w roku szkolnym 2025/2026 (wyniki wstępne). Nieco spadła liczba nauczycielskich etatów. Uczniów w szkołach także jest mniej, ale nie w podstawówkach

A teraz wszędzie słychać, że nauczyciela fizyki to ze świecą szukać.

– To, że jesteśmy poszukiwani, właściwie nie oznacza nic. Dwie godziny tu, trzy godziny tam. Ja jestem szczęściarzem, bo do końca czerwca mam jeszcze pensum w jednej z trzech szkół, w których pracuję. Od września zostaje mi 14 godzin w jednej szkole publicznej, bo w innej dostałem wypowiedzenie. Resztę, do pensum, dobiorę w prywatnej.

System edukacji specjalnie się nie zmienił, potrzeby rosną, wakatów przybywa, a fizykom jest coraz ciężej. Co tu nie gra?

– Mamy problemy demograficzne w kraju, nabory do szkół są mniejsze, także do liceów. Godzin fizyki jest mniej. Do tego nikt nie ma pomysłu, jak reanimować fizykę w szkole. Telefony od dyrektorów szkół powoli milkną. Kilka lat temu uczyłem w czterech szkołach na dwa etaty, od września zostaną z tego dwie.

„Jestem gotowy oddać pół etatu” – powiedział Pan w 2023 r. w wywiadzie dla Głosu. Nikt tej połówki jednak nie chciał, a Pan nie rezygnował z niej, mimo nadmiaru godzin, bo jedne klasy miałyby fizykę, a inne nie.

– Wtedy narzekałem, że godzin jest za dużo. Byłem wykończony, wypalony i zmęczony. Ledwo nadążałem z przejazdami między szkołami, a wieczorami nie miałem nawet siły na wypoczynek. Zacząłem myśleć, że muszę z czegoś zrezygnować. Powiedzieć sobie stop, bo nie dam rady. Dlatego zapowiadana zmiana liczby godzin aż tak wcale mnie nie martwi. Będę pracować w dwóch szkołach na jednym etacie. Martwi mnie co innego – brak w systemie edukacji zapału do tego, żeby poprawić kondycję tego przedmiotu.

Są projekty podstaw 5 przedmiotów przyrodniczych! Znamy już wszystkie propozycje dotyczące reformy programowej

Co będzie dalej z fizyką?

– Fizykę w szkole traktuje się jak zło konieczne. Tymczasem fizyka pozwala zrozumieć otaczający nas świat, zrozumieć nowe technologie, jest fundamentem wielu zawodów. Jest nam bardzo potrzebna, bo uczy nas myślenia. Może powinniśmy powrócić do pewnych rozwiązań sprzed 2017 r. Może warto byłoby zwiększyć nacisk na rozszerzenia, na ambitne programy tworzone przez samych nauczycieli.

Uczniom lepiej dać wybór, niż zmuszać ich przez kilka lat, by ślęczeli nad czymś, co jest dla nich zbyt trudne. Nie uczmy fizyki na siłę, ale też nie likwidujmy jej tylko dlatego, że jest niepopularna. Zainteresowanie fizyką można budować inaczej.

Jak?

– Tak, żeby uczeń mógł fizykę przeżywać. Bez tego trudno się jej nauczyć.

(…)

Od lat niektórzy łamią sobie głowę na tym, czy jest coraz mniej fizyki, bo nie ma fizyków, czy jest coraz mniej fizyków, bo nie ma fizyki?

– Nieważne, jaka będzie odpowiedź, to jest błędne koło. Obecny system jeszcze ma w programie fizykę, ale brakuje w nim większego nacisku na rozszerzenia i pracę z uczniem zdolnym. W kolejnej reformie lekcje fizyki będą zastąpione w dużym stopniu przyrodą. Jest coraz mniej fizyki, więc jest coraz mniej fizyków w szkołach. To jest jak samonapędzająca się destrukcja. I gdyby mnie ktoś zapytał, jak to odkręcić, to odpowiedziałbym, że nie mam pojęcia.

Ankieta Głosu. Zapraszamy do udziału w głosowaniu!

Nauczycielu, jak zamierzasz spędzić w tym roku wakacyjny urlop?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

***

Ale powalczyłby Pan o fizykę w szkole?

– Powalczyłbym, gdyby wiedział jak. Mam jednak wrażenie, że po 10 latach już chyba nikt nie ma na to pomysłu. Podejrzewam, że być może nie da się już nic zrobić. Żałuję, że nie wiem, jak temu zaradzić. Społeczne podejście do tego przedmiotu również nie pomaga. Zdecydowana większość nie lubi fizyki i przekazuje to podejście kolejnym pokoleniom. Tylko pojedynczy uczniowie wykazują zainteresowanie przedmiotem od pierwszej klasy liceum.

Podstawa programowa jest jednak tak skonstruowana, że nawet chęci tej garstki uczniów są bardzo skutecznie tłumione. W liceum zakłada się, że uczniowie klas pierwszych znają większość tego materiału. A nie znają! Na powtórki nie ma czasu, a po lekcjach nikt zostać nie chce. Kręcimy się w kółko.

Ankieta Głosu. Nauczycielu, jak zamierzasz spędzić w tym roku wakacyjny urlop? Zapraszamy do głosowania!

Fizyk ma jeszcze jakieś marzenia związane z tym przedmiotem?

– Marzy mi się grupa uczniów na rozszerzeniu. Bardzo bym chciał realizować ambitniejsze programy i podstawy.

Fizyk też potrzebuje przeżywania fizyki w szkole?

– O to chodzi. Praca z uczniami zainteresowanymi przedmiotem zawsze dodaje wiatru w żagle. Na razie mam tylko pojedyncze sztuki. Dołączają do mnie, kiedy np. naprawiam sprzęt w szkolnej pracowni fizycznej. Ciągle coś dłubię, mając cichą nadzieję, że może kiedyś trafi mi się grupa z rozszerzeniem i ten sprzęt będzie można wykorzystać.

Co to za sprzęt?

– Z lat 70. Generatory, oscyloskopy, zasilacze stabilizowane, które nie działały od kilku dekad. To był sprzęt przeznaczony na śmietnik. Do utylizacji. Mnie go jednak szkoda. Naprawiam wszystko, licząc, że się jeszcze do czegoś przyda. Kiedy tylko się do tego zabieram, znajduje się grupa uczniów, która chce w tym uczestniczyć. Wszystko ich interesuje, nawet stare komputery. Mam jeszcze taki z przyciskiem turbo. Stare, dobre czasy… Może do nauczania informatyki by się przydał, żeby pokazać rys historyczny.

Dziękuję za rozmowę.

Przedstawiamy skróconą wersję rozmowy opublikowanej w Głosie Nauczycielskim nr 23-24 z 10-17 czerwca br. Całość w wydaniu drukowanym i elektronicznym (e.glos.pl)

Fot. Archiwum prywatne

Nr 23-24/10-17 czerwca 2026