W badaniach ważne było, żeby zobaczyć aktualny obraz sytuacji. W poprzednich badaniach respondenci rzeczywiście wskazywali, że źródłem stresu mogą być negatywne postawy rodziców, praca w zbyt licznych klasach czy rosnąca liczba uczniów z zróżnicowanymi potrzebami edukacyjnymi, ale to są aspekty wpisane w ten zawód. Mogą być stresujące, ale jesteśmy w stanie zapanować nad tym stresem, przygotować nauczycieli do rozmów z roszczeniowym rodzicem. Tymczasem w naszym badaniu okazało się, że to nie te czynniki są najtrudniejsze. Najpoważniejszym źródłem stresu jest to, jak bardzo system nie wspiera nauczycieli w tych trudnych sytuacjach, o których wiadomo, że od dawna mają miejsce i często są wynikiem zmian wprowadzanych systemowo.
Z dr Joanną Dobkowską*, współautorką „Ogólnopolskiego badania na temat ryzyka psychologicznego i stresu w zawodzie nauczyciela” przeprowadzonego na zlecenie ZNP, rozmawia Katarzyna Piotrowiak
Najważniejszy wniosek z badania** jest taki, że polska szkoła jest „na rezerwach”. Jeśli samochód jedzie na rezerwie, to oznacza, że wkrótce już dalej nie pojedzie, ale co to oznacza dla edukacji?
– Z badania wynika, że kryzys systemu oświaty jest głęboki i przejawia się na różnym poziomie. W upolitycznieniu, niestabilności przepisów, presji rodziców, nieustannym wprowadzaniu nowych regulacji bez przygotowania, niskich wynagrodzeniach, szczególnie wśród młodych nauczycieli oraz ogromnym poziomie stresu i obciążenia. Nauczycieli, ale też innych pracowników szkoły, system po prostu zawodzi. To system, który ich nie wspiera.
Odkryciem tego badania jest potwierdzenie, że jednym z większych stresorów jest brak kultury „odłączenia”. W rezultacie młodzi nauczyciele i poloniści siedzą po nocach i w weekendy, żeby na szkolnej stronie w social mediach było imponująco, kolorowo, wesoło i na czasie. Okazuje się, że to też jeden z elementów, który się na to wszystko składa.
Młode osoby aspirujące do tego zawodu może zaniepokoić już sam tytuł tego raportu, bo jest sygnałem, że praca w zawodzie nauczyciela wiąże się z ryzykiem i stresem. Pani tego tak nie odbiera?
– Zajęliśmy się tym tematem, bo dochodziły do nas niepokojące informacje, jak bardzo nauczycielski stres się nasila w ostatnich latach i jak staje się powszechnym problemem wśród nauczycieli. Tytuł tego badania jest znakiem czasów. Uznaliśmy, że trzeba w nim pokazać, że tu nie chodzi o stres pojedynczego nauczyciela, tylko o to, jak cały system przyczynia się do tego, że nauczyciele, w tym nauczyciele psycholodzy, pedagodzy, ale też inni pracownicy szkół i przedszkoli, np. dyrektorzy, pracownicy sekretariatu, odczuwają stres na co dzień. I jak ten stres staje się determinantem zdrowia fizycznego, ale też psychicznego. Wpływa na podejście do wykonywanego zawodu.
To nie są tylko nerwy od czasu do czasu…
– …ani nawet gorszy nastrój, tylko permanentny stan stresu i podwyższonego napięcia, który przekłada się na funkcjonowanie całego organizmu.
Wasze badania pokazują, że im wyższe jest obciążenie, tym częściej nauczyciel myśli o odejściu z pracy lub nękany jest myślami „odszedłbym, gdybym mógł”. Wydawało się, że oświata ma już za sobą exodus z zawodu, a przynajmniej jego szczyt. Kolejni chcą odchodzić?
– W momencie wypełniania ankiety jedynie 27,8 proc. nauczycieli zadeklarowało, że definitywnie zostaje w zawodzie, nie planuje odejścia. Cała pozostała grupa badanych się nad tym zastanawia. To też jest znak czasów. Odpowiedzi prowadzą do niepokojących wniosków. 22,4 proc. rozważa odejście z zawodu i to są osoby, które myślą o poszukiwaniu innej pracy, ale jeszcze nie podejmują żadnych działań. 19,2 proc, zmieniłoby zawód, gdyby pojawiła się taka możliwość. Natomiast do tego trzeba dodać 10,9 proc. osób, które po prostu planują zmianę zawodu. Aż 16,7 proc. wkrótce osiągnie wiek emerytalny. I oni też odejdą.
Co to oznacza z punktu widzenia systemu edukacji?
– Przez ostatnie lata system ratowany był przez nauczycieli emerytów. Nauczyciele, którzy przechodzą na emeryturę, nie zawsze odchodzą z zawodu – mogą jeszcze brać godziny, żeby ratować sytuację szkół. To jednak nie potrwa długo. Brak działań, może nas przybliżyć do kierunku, którego się obawiamy. Kierunku katastrofa. W ciągu kolejnych pięciu, najdalej dziesięciu lat, odczujemy skutki braku konkretnych działań, żeby jej zapobiec.
(…)
Tylko środowisko nauczycielskie, związkowe i akademickie zauważa ten trend i przejmuje się tym? Czy nie takie wrażenie można odnieść?
– Niestety, można je odnieść. Wdrażanie w jednym momencie wielu zmian powoduje, że umyka to, co ważne, a do mediów i społeczeństwa docierają tylko szczegóły związane z tak popularnymi tematami jak prace domowe czy telefony w szkole. Te tematy, choć ważne, nie odzwierciedlają głębszych problemów, a tylko odwracają od nich uwagę.
Nie ma dbałości o fundament, na którym można oprzeć szkołę?
– Nasze badanie pokazuje, że koniecznie trzeba zadbać o kadry. 82 proc. nauczycieli odczuwa silne zmęczenie. Wyobraźmy sobie, że w baterii telefonu zostało tylko 18 proc. W takim stanie są nauczyciele pod koniec roku szkolnego 2025/2026. Większość badanych takie zmęczenie odczuwa każdego dnia rano, zanim jeszcze wyjdą do pracy, a po pracy 64 proc. z nich czuje się „zużytych” i wyczerpanych. Optymistyczne jest może tylko to, że nadal 76 proc. z nich widzi pozytywne wyzwania w zawodzie, a 77 proc. odnajduje w swojej pracy nowe interesujące strony.
Wyczerpani, ale nadal widzą pozytywną stronę swojej pracy. Zderzenie tych danych nie zaskakuje?
– Wśród nauczycieli, których badamy od lat, generalnie dominują osoby, które wciąż mają poczucie misji. To się nie zmieniło, bo jest to zawód trudny i odpowiedzialny, a więc wykonują go osoby, które świadomie taką drogę wybrały. Trzeba sobie też uświadomić, że nauczyciele, którzy wzięli udział w badaniu, to osoby, które jeszcze pracują, przetrwały exodus z zawodu. Być może zostają w szkole nie dlatego, że mają wielkie nadzieje na poprawę, ale właśnie dlatego, że wciąż ich ta praca cieszy, znajdują w niej satysfakcję zawodową. W tym sensie nie widzę w tym paradoksu.
Zatem przekonanie o misji i głębokim sensie wykonywanej pracy może współistnieć z jednoczesnym odczuwaniem zmęczenia i wyczerpania zawodowego? I nie ma w tym sprzeczności?
– To właśnie pokazało nasze badanie i stąd wziął się w naszych rekomendacjach postulat wprowadzenia jednodniowego czy dwudniowego urlopu regeneracyjnego w momencie złego samopoczucia. Wiemy, jak wygląda to obecnie. Nauczyciel trwa w pracy ze względu na uczniów, ze względu na swoje przekonania, bo tego od niego oczekują, aż do chwili potężnego kryzysu zdrowotnego, który często kończy się długim zwolnieniem albo odejściem z zawodu.
Na urlopy regeneracyjne wielokrotnie zwracali uwagę nauczyciele, laureaci Konkursu Nauczyciel Jutr@***, którzy każdego roku mają okazję obserwować pracę fińskich nauczycieli. W Finlandii takie rozwiązanie jest standardem.
– Nie tylko w Finlandii. Kilkudniowe urlopy regeneracyjne są standardem w wielu krajach. Nauczyciel, który ma za sobą trudne dni w szkole, liczne spotkania z rodzicami, ma prawo nie przyjść do szkoły, zrobić sobie wolne. W Polsce ta propozycja wzbudza sporo kontrowersji, bo pojawiają się od razu głosy, że to mogłoby być nadużywane. Ja się z tym nie zgadzam. W przypadku rozwiązań, jakie funkcjonują w innych krajach, nauczyciel może wziąć urlop regeneracyjny tylko w uzasadnionych przypadkach. Myślę, że to jest coś, czego naszej szkole bardzo brakuje.
Czy bateria naładowana w 18 proc., która ilustruje wyczerpanie nauczycieli, odzwierciedla stan całego środowiska?
– Zbadaliśmy prawie 1,8 tys. nauczycieli z 200 placówek i z bardzo różnych środowisk. Próba losowa została dobrana bardzo starannie. Mamy reprezentantów różnych typów szkół w małych miejscowościach i dużych miastach. Można powiedzieć, że ani typ szkoły, ani wielkość miejscowości nie różnicuje poziomu stresu. W niewielkim stopniu jedynie płeć, ale myślę, że jest to jasne, dlaczego tak się dzieje.
Uderzające jest to, że wśród 20 najbardziej uciążliwych stresorów, aż 13 ma charakter systemowy, czyli stresują nie tylko obowiązki szkolne i trudne sprawy do rozwiązania. Na poziom tego stresu i wyczerpania wpływają m.in. zmiany i reformy wprowadzane przez kolejnych ministrów edukacji. O tym się mówi, ale w badaniach tego dotychczas nie było.
– W badaniach ważne było, żeby zobaczyć aktualny obraz sytuacji. W poprzednich badaniach respondenci rzeczywiście wskazywali, że źródłem stresu mogą być negatywne postawy rodziców, praca w zbyt licznych klasach czy rosnąca liczba uczniów z zróżnicowanymi potrzebami edukacyjnymi, ale to są aspekty wpisane w ten zawód. Mogą być stresujące, ale jesteśmy w stanie zapanować nad tym stresem, przygotować nauczycieli do rozmów z roszczeniowym rodzicem. Tymczasem w naszym badaniu okazało się, że to nie te czynniki są najtrudniejsze. Najpoważniejszym źródłem stresu jest to, jak bardzo system nie wspiera nauczycieli w tych trudnych sytuacjach, o których wiadomo, że od dawna mają miejsce i często są wynikiem zmian wprowadzanych systemowo.
W raporcie wskazujecie m.in. na brak spójnej i długofalowej polityki oświatowej, brak zasobów, niedostosowanie wymagań systemowych do realiów pracy. Na co jeszcze zwracali uwagę nauczyciele?
– Na brak ochrony prawnej. Ten czynnik podkreśliłabym nawet mocniej niż pozostałe. Jest to bardzo silny stresor, ponieważ nauczyciel, który doświadcza konfliktu z roszczeniowym rodzicem, „trudnym” uczniem lub inną osobą, którą może być także współpracownik, nie może liczyć na pomoc prawną wynikającą z regulacji systemowych. To z naszego badania wyraźnie wynika. Organizacją, która świadczy pomoc prawną, jest związek zawodowy, ale takie wsparcie powinno również być zorganizowane systemowo, bo obecnie rodzice bardzo często angażują prawnika do pomocy, a nauczyciel często pozostaje sam. Rodzice powinni mieć świadomość, że również nauczyciel dysponuje ochroną prawną. Jest to ważne z punktu widzenia rozstrzygania spraw konfliktowych i rzucania fałszywych oskarżeń.
Nauczyciele zwrócili też uwagę na brak regulacji wielu innych aspektów tej pracy. Zmian programowych w szkole nie da się zatrzymać, ale szkolenia związane z wdrażaniem nowej reformy powinny być normą, tak samo jak zatrudnianie osób, które będą wspierać nauczycieli, np. w sprawach administracyjnych. Tu nie odkrywamy Ameryki, takie rozwiązania funkcjonują w wielu krajach. Zatrudnianie osób, które będą realizować zastępstwa, kiedy nauczyciel zachoruje, również powinno być standardem. Bo wówczas nie angażuje się w nie nauczyciela, który akurat miał okienko i chciał sprawdzać prace uczniów.
Bada Pani sytuację w edukacji od bardzo wielu lat i doskonale wie, że nieraz już słyszeliśmy zapowiedzi odciążenia nauczyciela i odbiurokratyzowania ich pracy. Tymczasem w odczuciu wielu nauczycieli biurokracja się nasila.
– Odciążenie nauczycieli i redukcja obowiązków biurokratycznych muszą nastąpić. Nauczyciele, którzy mają coraz więcej uczniów z orzeczeniami o potrzebie kształcenia specjalnego, powinni mieć wsparcie nauczyciela współorganizującego kształcenie. W dużych miastach chętnych na to stanowisko brakuje, bo nikt nie chce wykonywać pracy nisko płatnej i jeszcze mniej poważanej społecznie niż praca nauczyciela przedmiotowego.
„Polska szkoła opiera się dziś na indywidualnym poświęceniu, które zużywa zasoby psychiczne nauczycieli szybciej niż system pozwala je odbudować” – to pierwszy z wniosków opisujących w tym badaniu sytuację pracowników szkół i przedszkoli. Ale drugi wskazuje, że „nauczyciele nie stracili powołania”, a „tracą siły, by je realizować, funkcjonując w stanie przewlekłej pracy na rezerwach”. Jak nazwałaby Pani taki system?
– System, w którym wyczerpany nauczyciel idzie na urlop dla poratowania zdrowia, a jego koledzy muszą wziąć za niego lekcje, bo on już nie dał rady, to jest system destrukcyjny. Bo to system, który obciąża wszystkie strony.
To jest pierwszy taki raport, w którym jak na dłoni widać, że im wyższe obciążenie, tym większe nasilenie objawów somatycznych, że jedno z drugim ma wyraźny związek. W jaki sposób to było badane?
– Pytaliśmy o odczuwany poziom stresu i obciążenia, co było statystycznie skorelowane z deklaracjami dotyczącymi objawów somatycznych, takich jak np.: bóle głowy, brak snu, chroniczne zmęczenie, bóle pleców. W części jakościowej badania, w której głównie rozmawialiśmy z nauczycielami i dyrektorami szkół, mówili o wszystkim, czego doświadczają w sposób bardzo otwarty. Któryś z badanych, na to przepracowanie, którego doświadcza w swojej szkole, użył nawet bardzo mocnego słowa…
To był jeden z młodych nauczycieli. Zacytuję: „Ja to nazywam kultem zap…”. Co Panią najbardziej zastanowiło w trakcie tych rozmów?
– Koszt ludzki i ciągle aktualny mit siłaczki. Te wyznania były bardzo przejmujące. Nauczyciele mówili o tym, jak mocno przeżywają problemy swoich uczniów. Martwią się o tych młodszych i o tych starszych, kiedy nie uzyskują promocji do następnej klasy, kiedy myślą o porzuceniu edukacji, mają trudności rodzinne, kryzysy zdrowia psychicznego.
(…)
Kto powinien przede wszystkim przeczytać ten raport?
– Temat dotyczy bardzo wielu grup: nauczycieli, dyrektorów szkół, uczniów i ich rodziców. Z pewnością powinien trafić do Ministerstwa Edukacji Narodowej, ale także do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Ministerstwa Finansów, samorządów. Bardzo liczę na to, że raport wywoła dyskusję w środowisku nauczycielskim. Trzeba poruszyć wszystkich, żeby katastrofa, której zapowiedź zobaczyliśmy w naszych badaniach, nie stała się faktem. Bo kiedy już przyjdzie, zmiana sytuacji i odwrócenie trendów, w tym np. zachęcenie młodych ludzi do wyboru studiów nauczycielskich będzie trudne i zajmie wiele lat.
Dziękuję za rozmowę.
*Dr Joanna Dobkowska jest adiunktem w Wydziale Pedagogicznym Uniwersytetu Warszawskiego
**Ogólnopolskie badanie na temat ryzyka psychologicznego i stresu w zawodzie nauczyciela zostało zrealizowane na zlecenie Związku Nauczycielstwa Polskiego w ramach projektu: „Społeczny Inspektor Pracy SIP – gwarancją przestrzegania praw pracowniczych w Twoim miejscu pracy”. Zespół badawczy tworzyły naukowczynie z Uniwersytetu Warszawskiego: dr hab. Małgorzata Żytko prof. ucz., dr Aleksandra Jasińska-Maciążek, dr hab. Anna Zielińska prof. ucz., dr Joanna Dobkowska i dr Paulina Marchlik. Główne wnioski z badania omówiliśmy w GN nr 25-26 z 24-30 czerwca br.
>> Raport z badania oraz prezentacja wyników są dostępne tutaj:
***Wizyta studyjna w Finlandii, połączona z odwiedzeniem fińskich placówek edukacyjnych, jest nagrodą dla zwycięzcy/zwyciężczyni w Konkursie Nauczyciel Jutr@ organizowanym przez Głos Nauczycielski i Fundację Orange. Nauczyciel Jutr@ towarzyszy Konkursowi Nauczyciel Roku, który organizuje Głos Nauczycielski (od dwóch lat ponownie we współpracy z Ministrem Edukacji). Trwają nowe edycje naszych konkursów. Czekamy na zgłoszenia!
Przedstawiamy skróconą wersję rozmowy opublikowanej w Głosie Nauczycielskim nr 27-28 z 1-8 lipca br. Całość w wydaniu drukowanym i elektronicznym (e.glos.pl)
Fot. Archiwum prywatne