PISA 2025. Dr hab. Tomasz Gajderowicz: Jesteśmy w czołówce europejskiej, i to jest realny powód do dumy dla nauczycieli

Pierwszy ogląd wyników wskazuje, że nasza dotychczasowa diagnoza pozostaje aktualna – mamy relatywnie wysokie, choć niesatysfakcjonujące wyniki, więc trzeba wrócić na ścieżkę wzrostu. I mamy świetne zasoby, żeby to zrobić, przede wszystkim nauczycieli. Jeśli spojrzeć na założenia reformy, odpowiadają one na najważniejsze braki, o których czytamy w raporcie PISA 2025. Cały koncept sprawczości ucznia to dokładnie to, czego potrzebę widzieliśmy już w PISA 2022.

Z dr. hab. Tomaszem Gajderowiczem, zastępcą dyrektora Instytutu Badań Edukacyjnych i członkiem Rady Zarządzającej PISA, rozmawia Katarzyna Piotrowiak

„Wyniki badania PISA 2025 ujawniają globalny kryzys w edukacji. Zdecydowana większość gospodarek i systemów edukacyjnych na świecie odnotowała znaczący spadek” – powiedział Pan podczas konferencji poświęconej omówieniu międzynarodowej diagnozy, która zwykle stanowi rekomendację na kolejne lata. Te słowa mogły przerazić…

– Tak dokładnie to odbieram i tak o tym myślę. Ale te dane są po to, żeby działać, a nie po to, żeby się bać.

Na tym tle, jak Pan poinformował, wyniki Polski są stabilne. „Polska należy do jednego z niewielu krajów rozwiniętych na świecie, w którym wyniki utrzymują się na podobnym poziomie jak dotychczas” – usłyszeliśmy. Co to znaczy, że w Polsce sytuacja jest w miarę stabilna? Jak interpretować wyniki PISA 2025 wobec tego światowego kryzysu w edukacji?

– W miarę stabilna, to znaczy, że między edycjami PISA 2022 i PISA 2025 nie ma statystycznie istotnych różnic w żadnej z badanych dziedzin. Wyniki zarówno w czytaniu ze zrozumieniem, jak i w matematyce są o kilka punktów niższe, ale statystycznie nieodróżnialne od poprzedniej edycji. Innymi słowy, wyhamowaliśmy wielki spadek. Nie doświadczyliśmy teraz tego gigantycznego spadku, jaki widzimy teraz w Europie, a którego sami doświadczyliśmy między PISA 2018 a PISA 2022.

PISA 2025. IBE: „Wyniki ujawniają globalny kryzys edukacji. Na tym tle Polska wypada stabilnie”. Szefowa MEN: „Jesteśmy zieloną wyspą na tle Europy”

Czy w tej sytuacji polskie wyniki można oceniać jako duże osiągnięcie?

– Cieszy, że jesteśmy w czołówce europejskiej, i to jest realny powód do dumy dla polskich nauczycieli. Ale jestem daleki od zachwytów nad samymi liczbami, bo uważam, że miejsce polskiej edukacji jest znacznie wyżej. Jeszcze w 2018 r. mieliśmy wyniki wyraźnie lepsze: w czytaniu, matematyce i naukach przyrodniczych ówcześni 15-latkowie plasowali się znacznie wyżej niż ich rówieśnicy badani w PISA 2025.

Ta różnica odpowiada ponad rokowi nauki. Osiem lat temu polscy uczniowie uzyskali zdecydowanie powyżej 500 pkt we wszystkich trzech dziedzinach (512, 516 i 511 pkt – red.). W PISA 2025 punktów jest mniej (482, 484 i 495 pkt – red.).

PISA pokazuje, co potrafią 15-latkowie, ale pokazuje też coś więcej. Stabilność, o której rozmawiamy, ma jednak swoje ciemniejsze obszary.

– Niestety, widzimy, że aż 1/4 badanych 15-latków z Polski nie osiąga podstawowego poziomu umiejętności – ma trudność ze zrozumieniem czytanego tekstu i z wykonaniem podstawowych operacji matematycznych. Czy pociesza nas, że w Europie to już 1/3? Mnie nie. Raport PISA 2025 pokazuje, jak ogromne są wyzwania dla większości krajów, w tym dla Polski. Możemy mieć pewne powody do zadowolenia, bo nie zanotowaliśmy tak dramatycznego spadku jak inne kraje europejskie, ale poprzestanie na tym byłoby dalekie od naszych oczekiwań, a przede wszystkim od naszych ambicji.

Jak dalece umiejętności nastolatków, którzy obecnie chodzą do szkół branżowych, przekładają się na ten wynik?

– Obie ostatnie edycje PISA odbyły się już po reformie likwidującej gimnazja, więc możemy zobaczyć, jak ta zmiana odbiła się na dwóch rocznikach, które ukończyły ośmioletnią szkołę podstawową. Ci uczniowie są dziś w liceach, technikach i szkołach branżowych – i widzimy bardzo silną selekcję. Część dzieci kończy ósmą klasę bez podstawowych umiejętności czytania i liczenia, a jak wynika z raportu, w większości trafiają one do szkół branżowych. Chcę to powiedzieć wyraźnie – to nie jest wina tych szkół ani ich nauczycieli. Oni dostają uczniów z zaległościami, które narastały przez osiem lat. To wyzwanie dla całego systemu i dlatego nacisk na kompetencje fundamentalne w szkołach branżowych powinien znaleźć się w kolejnych rekomendacjach.

Co jeszcze wynika z badania PISA 2025? Piętnastolatkowie w świecie cyfrowym; dobrostan oraz postawy wobec szkoły i uczenia się

Rekomendacje dla szkół branżowych będą rozpatrywane jako jeden z priorytetów na najbliższe lata?

– Chyba zgadzamy się, że nie można tego odpuścić. Chodzi o to, żeby położyć silniejszy nacisk na umiejętności fundamentalne, bo bez nich nie ma dalszego uczenia się, także zawodu. Trzeba je wzmocnić w szkołach branżowych I stopnia. Ale dodam od razu – to musi iść w parze ze wsparciem dla nauczycieli tych szkół – z czasem, materiałami i doskonaleniem – a nie z kolejnym obowiązkiem dopisanym do rozporządzenia.

Badanie pokazało, że w przypadku każdej z trzech podstawowych umiejętności mierzonych w PISA polscy 15-latkowie wypadli nieźle również na tle krajów OECD. Rysują się jednak ogromne różnice między Europą i Azją. Tak jest w przypadku Chin, gdzie uczniowie uzyskują ponadprzeciętne wyniki, wyższe nawet od wyników polskich uczniów o ponad 100 pkt.

– Chiny nigdy nie były badane jako cały kraj. W edycjach, w których uczestniczyły, badano kilka największych i najbogatszych regionów, więc tych wyników nie można traktować jako reprezentatywnych dla Chin. Lepiej spojrzeć na Singapur czy Koreę. Tam też dzieci mają dostęp do telefonów i mediów społecznościowych, cywilizacja rozwija się równie szybko, a jednak system utrzymuje bardzo wysoką pozycję. Poziom rozumowania 15-latków jest tam o wiele bardziej zaawansowany niż w większości krajów europejskich – różnica odpowiada od dwóch do czterech lat nauki. Należy się spodziewać, że przełoży się to na wzrost gospodarczy, technologie, produktywność, na sukces indywidualny młodych Singapurczyków czy Koreańczyków. Dlatego to nie jest jedynie dyskusja o wynikach szkół, ale przede wszystkim o przyszłości krajów i społeczeństw.

Już po stronie strony tytułowej raportu widać, że taki właśnie był cel tego badania. Podtytuł raportu brzmi: „Gotowi na przyszłość?”…

– Znak zapytania w tytule ma znaczenie, bo badamy umiejętności 15-latków po zakończeniu etapu kształcenia wspólnego dla wszystkich uczniów. Później ich drogi edukacyjne się rozchodzą, a część z nich uczy się już tylko poza szkołą. To, co dzieci nabyły przez tych dziesięć i więcej lat edukacji, jest kapitałem, na którym będą budować swoją przyszłość. W tym kontekście europejskie wyniki są druzgocące. Bo czy ktoś chciałby, aby 1/3 lub 1/4 czwarta obywateli nie rozumiała czytanego tekstu?

Premier Donald Tusk o polskich wynikach PISA 2026: „Dziękuję wszystkim, którzy na to ciężko zapracowali”. Nie, nie zapomniał o nauczycielach

Kilka lat temu porównywaliśmy wyniki uczniów w Warszawie i Singapurze. Były zbliżone. Czyżby nastąpiła aż taka zmiana?

– Pamiętam naszą rozmowę, komentowaliśmy wówczas edycję PISA 2018. Wzięliśmy pod uwagę wyniki uczniów z miast liczących powyżej 1 mln mieszkańców w różnych krajach. Warszawa wypadała wtedy absolutnie fantastycznie – mało kto dziś zdaje sobie z tego sprawę. Nie ma więc powodu, by mówić, że coś jest dla nas nieosiągalne. Możliwości uczenia się w Polsce i w Singapurze są bardzo podobne, a warszawscy uczniowie osiągali wyniki takie same, a nawet lepsze. Nas na to stać.

Jeśli zestawimy polskie wyniki z lat 2012 i 2018, zobaczymy, jak wielu naszych 15-latków potrafiło analizować złożone problemy. To nie był przypadek – to była rewelacyjna praca nauczycieli.

Czy obserwujemy tylko chwilowe wyhamowanie, spowodowane m.in. pandemią i rozwojem cyfrowego świata, czy też jest to objaw długotrwały?

– Globalne trendy pokazują, że przez systemy edukacyjne świata przechodzi fala tsunami i na mapie zostało niewiele zielonych miejsc. Tym zielonym wyspom powinniśmy przyglądać się szczególnie uważnie, bo to systemy, które wciąż się trzymają. W Europie trzeba spojrzeć na kraj, na którego doświadczeniach opieramy rekomendacje dla MEN w ramach reformy „Kompas Jutra” – na Wielką Brytanię, a w szczególności Anglię. To stamtąd zaczerpnęliśmy pomysł na przewodnik IBE po strategiach edukacyjnych, bo przekonało nas to, że swój system edukacji i wprowadzane w nim zmiany opierają na badaniach i dowodach empirycznych.

W Anglii zdecydowana większość szkół, bo ok. 80 proc., bierze udział w eksperymentach z grupą kontrolą (RCT), których celem jest zbadanie, co działa, a co nie działa. I nie chodzi o typowy „eksperyment pedagogiczny”, tylko o sprawdzanie metod w rygorze zbliżonym do badań klinicznych – co jest dobre, a co trzeba jeszcze poprawić.

Dlaczego u nas tego nie można zrobić?

– Staramy się, tylko że dopiero zaczynamy budować taką strukturę. To jest coś, co w IBE uznajemy za naszą największą misję – po to z dyrektorem Maciejem Jakubowskim przyszliśmy do instytutu. Trzeba próbować rzeczy nowych, ale sprawdzać je rzetelnie, zanim trafią do wszystkich szkół. Tylko tak można rozwijać system edukacji, nie wprowadzając błędnych rozwiązań.

Mamy już pierwsze efekty – prowadziliśmy szeroko zakrojone badania w ramach projektu Zeszyt.online. To narzędzie cyfrowe, którego skuteczność sprawdzaliśmy na 20 tys. uczniów – wiemy już, kiedy działa i jak. Kolejny eksperyment dotyczy wsparcia lekcji filmami edukacyjnymi, oczywiście pod kontrolą nauczyciela. Coraz mocniej rozbudowujemy eksperymentalną część tego systemu, korzystając ze wskazówek ekspertów z Anglii. Na tej wiedzy chcemy też oprzeć system doskonalenia zawodowego, tak by nauczyciele dostawali techniki o potwierdzonej skuteczności, a nie kolejne mody, które za trzy lata ktoś odwoła.

20 tys. uczniów to nie 80 proc. szkół jak w przypadku Anglii. Jest jeszcze daleko do tego, żeby takie eksperymenty mogły objąć większość placówek.

– Na pewno tak, bo nie chodzi o jeden czy trzy eksperymenty, tylko o to, żeby w bardzo wielu miejscach sprawdzać, co musimy przemyśleć na nowo. Ale powtórzę – nie da się tego wdrożyć z dnia na dzień. Brytyjczykom budowa takiego modelu zajęła kilkanaście lat, a my próbujemy to zrobić w kilka, ta maszyna się rozpędza.

Dokąd powinny sięgać edukacyjne ambicje? Czy powinny ograniczać się wyłącznie do UE?

– Powinny sięgać do najlepszych, a najlepsi są dziś poza Europą. Nawet w rankingu ogólnym, w którym mamy 91 systemów edukacyjnych, Polska nie wypada źle, choć widzimy, że tak mały kraj jak Estonia jest wyżej. Nasze ambicje są znacznie wyżej.

Skoro mamy mierzyć jak najwyżej, to trzeba naprawić obszary, które wymagają pilnego działania. Jednym z nich jest czytanie ze zrozumieniem. Jak poważny to jest problem?

– 24 proc. uczniów nie osiąga w czytaniu poziomu, który OECD uznaje za podstawowy. Tacy uczniowie potrafią przeczytać prosty tekst i znaleźć w nim wprost podaną informację, ale gubią się, gdy trzeba połączyć dwie informacje, wyciągnąć wniosek albo ocenić, czy tekst jest wiarygodny. W porównaniu z 2018 r. takich osób, niestety, przybyło. I nie dotyczy to tylko uczniów szkół branżowych – także techników i liceów.

(…)

Co dalej? Jak IBE zamierza wykorzystać ten raport w swoich pracach?

– Badania PISA są jednym z podstawowych źródeł informacji w diagnozie polskiej edukacji; wykorzystywaliśmy je już przy pracach nad założeniami „Kompasu Jutra”. Ten raport pozwala tę diagnozę zaktualizować, przejść od ogólnego obrazu różnych systemów na świecie do zrozumienia, co konkretnie poszło tam nie tak i jakie wnioski możemy z tego wyciągnąć dla polskiej szkoły.

Są już plany, żeby na tej podstawie na bieżąco modyfikować „Kompas Jutra”?

– Oczywiście. Mam nadzieję, że uda się wdrożyć w Polsce system, który będzie na bieżąco „zasilany” wiedzą z aktualnych danych. Na podstawie PISA na pewno zaktualizujemy niektóre rekomendacje. Zrobimy to z dużą ostrożnością, żeby nie wziąć pozornej korelacji za przyczynowość.

Jak badanie PISA wpływa na ocenę Waszych dotychczasowych diagnoz?

– Wzmacnia je. Pierwszy ogląd wyników wskazuje, że nasza dotychczasowa diagnoza pozostaje aktualna – mamy relatywnie wysokie, choć niesatysfakcjonujące wyniki, więc trzeba wrócić na ścieżkę wzrostu. I mamy świetne zasoby, żeby to zrobić, przede wszystkim nauczycieli. Jeśli spojrzeć na założenia reformy, odpowiadają one na najważniejsze braki, o których czytamy w raporcie PISA 2025. Cały koncept sprawczości ucznia to dokładnie to, czego potrzebę widzieliśmy już w PISA 2022.

Co wiemy o umiejętnościach polskich 15-latków? We wtorek 8 września poznamy wyniki badania PISA 2025

Można odpowiedzialnie powiedzieć, że dalsza część reformy będzie pod dużym wpływem wyników PISA 2025?

– Zdecydowanie tak. Dla nas to są ważne badania. Pytanie, czy w polskiej kulturze edukacyjnej, głęboko uwikłanej w politykę, uda się wypracować stabilność zmian, nad którymi pracujemy. Nauczyciele mają prawo być zmęczeni reformami, które zmieniają się z każdą kadencją. Tylko przy stabilnym myśleniu o edukacji będziemy mogli za jakiś czas zobaczyć wzrost w kolejnych diagnozach.

Najważniejsza rekomendacja dla polityków?

– Trzy rzeczy. Po pierwsze, oprzeć dydaktykę na badaniach. Dwa, poradzić sobie mądrze z cyfrowym światem, ale we współpracy z rodzicami, bo wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za edukację i ochronę naszych dzieci. I trzecie, odbudowa motywacji wokół edukacji, bo to przyszłość naszego kraju. Odnośnie do wyników PISA, stać nas, by sięgać wyżej.

Dziękuję za rozmowę.

Publikujemy skrócona wersję wywiadu opublikowanego w Głosie Nauczycielskim 38-39 z 16-23 września  2026 r. Całość – w wydaniu drukowanym i elektronicznym (e.glos.pl)

Fot. IBE-PIB

Nr 38-39/16-23 września 2026