Zakaz korzystania z telefonów w czasie lekcji i na przerwach w szkołach podstawowych był bardzo potrzebny. Ale jako dyrektor liceum ogólnokształcącego chcę powiedzieć, że ta ustawa nie reguluje wszystkiego, co jest konieczne, choć przekaz jest taki, że to będzie ogromny przełom. Uważam, że zakaz ustawowy powinien dotyczyć także szkół ponadpodstawowych, tymczasem przyjęto założenie, że my możemy wprowadzić taki zakaz lub ograniczenia w korzystaniu z telefonów do naszych statutów. Kolejna kwestia dotyczy egzekwowania zakazu, nawet tego ustawowego. Zastanawiam się, czy szkoły będą w stanie wyegzekwować te zapisy.
Z Ewą Łoś, dyrektor XXXI Liceum Ogólnokształcącego im. Ludwika Zamenhofa w Łodzi, rozmawia Katarzyna Piotrowiak
Z cyfryzacją nie ma co walczyć, trzeba tylko mądrze z niej korzystać…
– Dobrze powiedzieć, jak się nie jest dyrektorem szkoły.
To dość częsta opinia, jaka pojawia się w debacie publicznej przy okazji rozmów o wpływie zagrożeń płynących ze świata cyfrowego na rozwój najmłodszych pokoleń. Jak wiemy, w grze są nowe przepisy, które już we wrześniu wejdą do szkół. Podstawowe pytanie brzmi, czy regulacje rzeczywiście uporządkują sposób korzystania z urządzeń elektronicznych?
– Z niecierpliwością czekałam na propozycję ustawową*, bo jestem przerażona tym, jak świat cyfrowy wpływa na nasze życie społeczne, ile niesie zagrożeń i jak ogranicza nasze funkcjonowanie społeczne. To widać nie tylko w szkole podstawowej, także w szkołach ponadpodstawowych, gdzie problem wydaje się jeszcze poważniejszy. Zakaz korzystania z telefonów w czasie lekcji i na przerwach w szkołach podstawowych był bardzo potrzebny. Ale jako dyrektor liceum ogólnokształcącego chcę powiedzieć, że ta ustawa nie reguluje wszystkiego, co jest konieczne, choć przekaz jest taki, że to będzie ogromny przełom. Regulacje nie dotyczą starszej młodzieży.
Tylko tego Pani brakuje w tej ustawie?
– Uważam, że zakaz ustawowy powinien dotyczyć także szkół ponadpodstawowych, tymczasem przyjęto założenie, że my możemy wprowadzić taki zakaz lub ograniczenia w korzystaniu z telefonów do naszych statutów. Kolejna kwestia dotyczy egzekwowania zakazu, nawet tego ustawowego. Zastanawiam się, czy szkoły będą w stanie wyegzekwować te zapisy.
Ustawowy zakaz jest Wam potrzeby?
– Przynajmniej dotyczący korzystania z telefonów podczas lekcji. W takich szkołach jak nasza jest oczywiście statut, w którym możemy to uregulować, ale ogólnopolskie regulacje byłyby dodatkowym elementem wynikającym z polityki państwa. Miałyby inny kaliber. Każdego roku widzimy, jak dzięki urządzeniom cyfrowym oraz ich możliwościom niektórzy uczniowie dopuszczają się oszustw, np. na sprawdzianach. Nauczyciel, który podejrzewa, że uczeń oszukuje, często nie ma narzędzi, żeby do tego nie dopuścić.
Mówimy o ściąganiu na sprawdzianach?
– Mówimy o ściąganiu na lekcjach, ale także na maturze. Absolwenci potrafią w ciągu jednego egzaminu kilkakrotnie wyjść z sali do łazienki. Wystarczy, że zgłoszą taką potrzebę. Odłożenie telefonu do schowka wcale nie oznacza, że w kieszeni nie mają drugiego urządzenia.
Podejrzewa Pani, że drugi telefon jest w kieszeni maturzysty, który kilkukrotnie opuszcza salę, w której trwa egzamin?
– Nie tylko ja. Takie podejrzenia ma cała komisja, ale nikt nie może wejść z absolwentem do toalety. Dlatego powiedziałam, że takie regulacje to za mało. One rozwiązują tylko część spraw wynikających z korzystania przez dzieci i młodzież z telefonów. Kiedy dyrektorzy szkół zastanawiają się, gdzie będą trzymać telefony odłożone przez uczniów, należałoby raczej sobie zadać pytanie, co jeśli to będą np. atrapy albo jedne z wielu urządzeń, jakimi dysponują w danej chwili. Zakaz zakazem, ale należało się zastanowić, jak wprowadzać takie założenia w życie, obejmując nimi więcej niż jeden aspekt szkolnego życia. Może, gdybyśmy poszli w tym kierunku szerszym frontem, objęli ustawowym zakazem wszystkich uczniów, wprowadzili jednolity system kar, odnieślibyśmy systemowy sukces. A tak? Młodsi nie mogą, starsi w zasadzie mogą, a my, nawet jeśli coś podejrzewamy, nie jesteśmy w stanie tego wyegzekwować.
Szkoła jest bezradna wobec możliwości uczniów czy nowych technologii?
– Jedno i drugie, chociaż to nie jest tak, że nie mamy żadnego doświadczenia, bo jednak w tym roku pierwszy raz w historii unieważniłam maturę ustną absolwenta z powodu złamania regulaminu. Sama nie mogę w to uwierzyć, ale wydarzyło się coś, co w naszej szkole zmusiło nas do głębokiej analizy różnych zachowań absolwentów zdających maturę.
(…)
Ma Pani wrażenie, że możliwości urządzeń i nowych technologii wyprzedzają zmiany i ustawy?
– Zastanawiam się też, czy zakaz wpłynie na młodsze pokolenia i ucywilizuje ich podejście do korzystania z urządzeń mobilnych w tak ważnych momentach jak np. egzamin ósmoklasisty czy matura. Nie tak dawno próbowała o to zapytać panią minister edukacji jedna z łódzkich nauczycielek matematyki i egzaminatorka, która zauważyła w arkuszach maturalnych odpowiedzi wskazujące na to, że pracowała nad nimi AI. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że MEN zna problem, wie, że procedury maturalne nie przystają do obecnych czasów i pracuje nad tym, żeby coś z tym zrobić.
Może do przyszłej matury pojawią się nowe regulacje?
– Nie wiem, ale już w tym roku zdecydowałam, by podczas matury pisemnej absolwenci wychodzący do łazienki pozostawiali marynarki na sali. Gdyby mieli w nich schowany drugi telefon, nie mogliby go użyć. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że różne urządzenia mogą być pochowane w łazienkach. Dlatego w przyszłym roku, po rozpoczęciu egzaminu, będziemy kontrolować wszystkie kabiny, a w częściach umywalkowych będą dyżurować nauczyciele. Jeśli wizyta w toalecie przedłuży się do pięciu – siedmiu minut, nauczyciel lub nauczycielka, w zależności od tego, czy to będzie toaleta damska, czy męska, będzie pytać „dlaczego tak długo…”.
Często maturzyści korzystają z przerw na wyjście do łazienki?
– Masowo wychodzą na przerwy, a my wiemy, że mają na podorędziu inne urządzenie, z którego można wtedy skorzystać. Natura tego problemu wcale nie dotyczy tylko i wyłącznie samych telefonów. Są jeszcze słuchawki, rozmaite urządzenia nasłuchowe i smartwatche. Sama noszę smartwatch, więc wiem, że w zależności od modelu i ceny mogą mieć różne możliwości. Jeśli się z tym wszystkim nie uporamy, chowanie telefonów w kupionych specjalnie do tego celu skrzynkach będzie czymś, z czego uczniowie będą się śmiać.
Kryzys kadrowy trwa. Ewa Łoś: AI i nowoczesne technologie nie zastąpią nauczyciela
Każdy zakaz można łatwo obejść?
– Bardzo łatwo. AI dała ogromne możliwości.
Pani zdaniem uczniowie notorycznie z tego korzystają?
– Pewnie, że korzystają, a my nie mamy żadnych narzędzi do tego, żeby systemowo coś z tym zrobić. Rewidowanie uczniów przez nauczyciela jest etycznie nie do przyjęcia. Dlatego w przyszłym roku, podczas kolejnej matury, zespoły nadzorujące egzamin maturalny będą jeszcze bardziej wyczulone, a łazienki będą sprawdzane. Innych możliwości na razie nie widzę.
(…)
Spóźniliśmy się z tą ustawą?
– Wiele na to wskazuje. Bo gdybyśmy zajęli się tym wcześniej, to po dwóch – trzech latach można byłoby już omawiać luki i proponować rozwiązania opracowane na podstawie doświadczeń. A tak dopiero zaczynamy i nie wiemy, co robić. Musimy patrzeć, jak ktoś odkłada telefon do pudełka, podczas gdy na ręce ma smartwatch. Komisja nie ma czasu ani możliwości, żeby sprawdzić, czy to jest tylko zegarek z aplikacją do liczenia kroków, czy coś więcej.
Może do pilnowania maturzystów należałoby zatrudnić osoby z zewnątrz?
– My widzimy więcej, jesteśmy bardziej wyczuleni na różne formy ściągania. W przypadku innych osób szybko pojawi się brak doświadczenia.
Nauczyciela nikt nie zastąpi?
– Myślę, że nie. Obecnie pracujemy nad zaostrzeniem statutu. Za ściąganie – nagana dyrektora z obniżeniem oceny. To dla uczniów.
Szkoła wydaje wojnę ściąganiu?
– Próbujemy, bo zaczyna nam to bardzo przeszkadzać.
Jak bardzo?
– Tracimy wiarę i poczucie sensu. Mamy poczucie, że przegrywamy.
Dziękuję za rozmowę.
*Wywiad ukazał się jeszcze przed uchwaleniem nowelizacji ustawy – Prawo oświatowe zakazującej korzystania z telefonów w przedszkolach i szkołach podstawowych (zakaz nie dotyczy szkół ponadpodstawowych, które nadal mają same określać w statucie, czy ograniczą lub zakażą używania telefonów na terenie placówki)
Fot. Archiwum prywatne
Przedstawiamy skróconą wersję rozmowy opublikowanej w Głosie Nauczycielskim nr 25-26 z 24-30 czerwca br. Całość w wydaniu drukowanym i elektronicznym (e.glos.pl)