Kluczem do odczarowania matematyki jest pokazanie uczniom, że każdy temat ma swoje praktyczne zastosowanie, że to nie jest abstrakcja, ale tematy głęboko osadzone w codzienności. Ważne jest też ograniczenie stresu. Matematyka wymaga od ucznia skupienia, pełnego zaangażowania. Najgorsze gdy wchodzi na lekcje z lękiem, bo on go wyłącza, zamyka, przestaje wtedy słuchać. Aby zrozumieć, musi się otworzyć. Jakaś anegdotka, swobodna wymiana zdań rozładowuje atmosferę. Lęk znika.
Z Robertem Bacą, nauczycielem matematyki w Niepublicznej Szkole Podstawowej nr 61 Pro Futuro w Bliznem Łaszczyńskiego, Nominowanym do tytułu Nauczyciel Roku 2025, rozmawia Halina Drachal
Królowa nauk jest przez wielu uczniów darzona niechęcią jako bardzo trudna i wymagająca. Gdzie Pana zdaniem tkwią tego powody?
– Osobiście uważam, że matematyka również dla uczniów jest bardzo ciekawym przedmiotem. Problemem jest sposób jej nauczania. Sam nie jestem bez grzechu, bo też uczyłem tradycyjnie, choć pamiętałem z czasów szkolnych, czego nie znosiłem jako uczeń. Uczę już 15 lat, w Bliznem – 10. Na początku pracowałem w szkołach publicznych i już wtedy wiedziałem, że muszę coś zmienić. No i powoli zmieniałem metody nauczania.
Napisany na tablicy wzór nudzi i trudno go zapamiętać, ale gdy zaczynam od opowieści, gdzie, kto, kiedy i w jakim celu po raz pierwszy go zastosował, uczniowie zaczynają słuchać. Zanim podam jakieś twierdzenie, najpierw jest otoczka historyczna, która wprowadza w klimat lekcji.
Moim zdaniem kluczem do odczarowania matematyki jest pokazanie uczniom, że każdy temat ma swoje praktyczne zastosowanie, że to nie jest abstrakcja, ale tematy głęboko osadzone w codzienności. Ważne jest też ograniczenie stresu. Matematyka wymaga od ucznia skupienia, pełnego zaangażowania. Najgorsze gdy wchodzi na lekcje z lękiem, bo on go wyłącza, zamyka, przestaje wtedy słuchać. Aby zrozumieć, musi się otworzyć. Jakaś anegdotka, swobodna wymiana zdań rozładowuje atmosferę. Lęk znika. Wiadomo, że nie każdy uczeń ma talent do matematyki, ale każdego można nauczyć na jego miarę. W moich obecnych klasach nie ma takich, którzy nie lubią matematyki.
MATEUSZ GRUBA i ANETA KOŁTON-JANIGA – Wyróżnieni w Konkursie Nauczyciel Roku 2025
Przez 15 lat wypracował Pan własne metody nauczania. Na co kładzie Pan nacisk?
– Na praktyczne zastosowanie matematyki. Chciałbym, aby moi uczniowie potrafili ją wykorzystać na co dzień i by się jej nie bali, osiągnęli umiejętności wymagane w podstawie programowej, dobrze napisali egzamin. Pracujemy projektowo. Każda klasa w semestrze wykonuje jeden projekt – indywidualnie lub grupowo. Od klasy VI bardzo duży nacisk kładę na projekty pokazujące zastosowanie matematyki w finansach. W pierwszym semestrze tego roku szkolnego badaliśmy inflację. Co dwa tygodnie od września do grudnia sprawdzaliśmy ceny wybranych przez siebie produktów, np. energii. Badając ceny, uczniowie byli w stanie stwierdzić, czy w Polsce rzeczywiście jest inflacja, które produkty drożeją, a które nie.
Zadaniem innej klasy było posadzenie roślin i mierzenie co dwa tygodnie ich przyrostu. Co roku badamy długość snu od momentu zasypiania do obudzenia. W klasie VII mamy lekcję poświęconą jakości i długości snu, jego fazom i jakie to ma przełożenie na wyniki w nauce. To nie są jakieś wielkie projekty, ale mocno osadzone w życiu.
W szkołach Pro Futuro nie stosujemy ocen. Sprawdziany są, ale inne, np. po dwóch miesiącach nauczania matematyki na sprawdzenie wiedzy poświęcam dwie lekcje, tydzień po tygodniu. Na pierwszej przeprowadzam test, który szybko sprawdzam. Uczniowie starają się skupić na popełnionych przez siebie błędach. Po tygodniu piszą sprawdzian z tych samych zagadnień. Pracujemy kolejne dwa miesiące i sprawdzamy wiedzę od początku roku szkolnego. Uczniowie lubią taki system, bo sprawdzian w połowie odnosi się do wiedzy już utrwalonej, zagadnień wcześniejszych, powtarzanych, a w drugiej z wiedzy nowej. Najczęściej sprawdzam sześć zagadnień. Uczniowie zamiast oceny otrzymują wynik procentowy. Ktoś dostaje np. 70 proc., choć nie opanował połowy nowego materiału, to ze starego otrzymał 50 proc. Cały czas utrwalamy poznane wcześniej tematy.
Gdy robiłem sprawdzian z całego działu, wyniki były słabe, a chęć do nauki spadała momentalnie. Jeśli trudny dział pomieszam z łatwiejszym, mam lepszy efekt końcowy, a motywacja uczniów jest większa.
Realizuję tę samą podstawę programową co szkoły publiczne. Różnica jest taka, że nie pracuję z podręcznikiem, zadania przygotowuję sam, staram się, by były bliskie uczniom. Dziś nie zainteresuje ich zadanie, w którym jest mowa o sześciu skrzynkach śliwek, ale takie, które odnosi się np. do popularnej wśród nich gry.
Nie było protestów z powodu braku podręcznika?
– Owszem, pojawiły się, ale pomogła rozmowa z rodzicami. Rodzic traktuje podręcznik jako taki drogowskaz, który pokazuje mu, co po kolei ma robić w domu, bez niego czuje się trochę zagubiony. A ja inicjatywę uczenia się przekazuję dziecku, aby popracowało w domu samodzielnie, nie rodzicowi.
Zadaje Pan prace domowe?
– Od sześciu lat tego nie robię, ale po każdej lekcji pozostaje kilka nierozwiązanych zadań. Zainteresowani uczniowie mogą je dokończyć w domu, za co dostają dodatkowe punkty, a to niezły bodziec. Opracowany dawno temu system punktowy cały czas dostosowuję do ich potrzeb. Tłumaczę im, żeby w domu skupiali się na zadaniach, które sprawiają im trudności, że warto posiedzieć i pomyśleć nad drogą rozwiązania. Zastąpiłem tradycyjną pracę domową crash testem, czyli takim testem kończącym lekcję, by ci uczniowie, którzy nie chcą już w domu rozwiązywać zadań, wynieśli z niej jak najwięcej. Pracując z crash testami już czwarty rok, wiem że poziom zapamiętania i utrwalenia wiedzy jest dużo wyższy.
Każdy crash test składa się z pięciu pytań: trzy z bieżącej lekcji oraz dwa sięgające wstecz. Uczeń sam sprawdza rozwiązania. Ostatnich 10 minut każdej lekcji przeznaczonych jest na obejrzenie przez ucznia filmu z przygotowanymi przeze mnie rozwiązaniami zadań i porównanie ze swoimi, od razu widzi, które zrobił niepoprawnie. Ma je na tablecie. Film jest bezgłośny, to screen z ekranu, automatycznie uruchamiany po zakończeniu testu. Te filmy wieczorem nagrywam w domu i w ten sposób przygotowuję się do każdej kolejnej lekcji.
A ci niezainteresowani?
– Lekcja jest tak skonstruowana, że uczeń, pisząc crash test, bardzo dużo zapamiętuje, na pewno więcej, niż gdyby po powrocie do domu próbował odtworzyć to, co było na lekcji. Nawet z najbardziej fascynującej lekcji uczeń zapamiętuje ok. 30 proc. wiadomości. Gdy w domu nie radzi sobie z rozwiązaniem jakiegoś działania, jego frustracja i niechęć do matematyki rośnie.
Do naszej szkoły przychodzą bardzo różni uczniowie, także z dysfunkcjami. Komfort polega na tym, że klasy nie mogą liczyć więcej niż 20 uczniów, no i mamy bardzo mocne wsparcie psychologów i pedagogów szkolnych, szansę na szybką konsultację i dostosowanie metod pracy do problemu ucznia. Tak jak w każdej innej szkole roczniki są zróżnicowane, z jednym pracuje się łatwiej, z innym trzeba się potrudzić, by osiągnąć to, co się chce. Każdemu staramy się zapewnić takie warunki, by wynik egzaminu dał mu szansę dostania się do wybranej szkoły średniej.
(…)
Prowadził Pan lekcje online dla ok. 3 tys. uczniów z całej Polski ze szkół, które miały niskie wyniki z matematyki. Projekt Matma kwadrat, obecnie Matma Level 8 online, także Wielkie Lekcje Matematyki dla klas VII i VIII z całej Polski. Jak Pan znajduje na to czas?
– Teraz przygotowuję się do maratonu matematycznego ósmoklasisty. Tego nie da się przeliczyć na godziny. Staram się połączyć pracę zawodową z życiem rodzinnym, mam trójkę własnych dzieci w wieku przedszkolnym i szkolnym, z pasją zrobienia czegoś nowego w edukacji. Na ogół jest tak, że ok. godz. 21, gdy każdy z domowników już odpoczywa, siadam do komputera i przygotowuję zadania do późnych godzin nocnych. Nie ma co ukrywać, taka pasja pochłania mnóstwo czasu. I jeszcze jedno, dla mnie jako nauczyciela znalezienie się i obserwacja szkolnego życia z pozycji rodzica okazało się bardzo cenną lekcją.
Co Pan sądzi o nowej podstawie programowej, która ma wyeliminować mankamenty obecnej?
– Prawdę mówiąc, niewiele o niej wiem. Brałem aktywny udział w konsultacjach obecnej podstawy programowej, poświęciłem na to bardzo dużo czasu i choć moje uwagi były zbieżne z opiniami innych nauczycieli matematyki, mam poczucie, że nikogo nie zainteresowały, gdzieś znikły. Stało się wręcz przeciwnie do tego, co wówczas zgłaszaliśmy. Otwarte pozostaje pytanie, czy ktoś w ogóle słucha tych, którzy na co dzień pracują z uczniami w szkole, znają ich możliwości, wiedzą, co można, a czego nie da się zrobić.
Oczywiście zamierzam poznać nową podstawę, zagadnienia, jakie ostatecznie będziemy realizować. Oby nikt nie wpadł na pomysł np. usunięcia ułamków w zadaniach algebraicznych, bo to da nam absolwentów szkoły podstawowej, którzy w liceum się nie odnajdą. Już dziś absolwenci podstawówek czują w liceach, że trafili do całkiem innej bańki. Matematyka rozszerzona jest bardzo trudna. Do niczego dobrego nie doprowadzi ograniczanie programu matematyki w szkole podstawowej, jeśli w szkole średniej nic się nie zmieni. A zmienić się nie może, skoro absolwent liceum, a potem studiów ma być przyszłą elitą tego kraju. Bardziej skupiłbym się na metodach pracy.
Michał Leja: Moja przygoda z nauczaniem zaczęła się na studiach, od korepetycji z matmy
Jakieś plany, marzenia?
– Pracuję teraz nad pomysłem wykorzystania w nauczaniu sztucznej inteligencji. Mam w 90 proc. zaawansowane prace nad utworzeniem aplikacji, dzięki której uczniowie w trakcie lekcji będą zdobywać punkty za pomocą zbliżenia karty do czytnika, nigdzie ich już nie wpisując. Stworzyłem program, w którym uczeń podejdzie do mnie i otrzyma punkty za pracę, jaką wykonał w trakcie lekcji, czy w domu i za inne punktowane aktywności. Jest to o tyle wygodne, że rodzic, mając w domu taką kartę, będzie w stanie sprawdzić postępy swego dziecka, odczytać punkty i zobaczyć, jak wygląda jego aktywność na lekcji. Projekt z kartą zaczynamy w klasach czwartych. Już nie mogą się doczekać, kiedy te karty na punkty otrzymają. Start w lutym. Proszę trzymać kciuki, by się udał.
Powodzenia. Dziękuję za rozmowę.
Publikujemy obszerny fragment wywiadu, który ukazał się w Głosie Nauczycielskim nr 5-6 z 4-11 lutego 2026 r. Całość w wydaniu drukowanym i elektronicznym (https://e.glos.pl/#e-wydania)
Fot. Archiwum prywatne
Trzeba wsiąść do rakiety! Dr Jacek Dymel: Laury olimpijskie uczniów są okupione gigantyczną pracą
