Zaczynamy się zastanawiać, co ta reforma dla nas oznacza, co się stanie, kiedy za trzy lata przyroda na dobre zastąpi przedmioty przyrodnicze w klasach V i VI. Brak wzmocnienia fizyki, chemii, biologii i geografii w cyklu pięcioletnim może spowodować, że nie będziemy już mieli czym przyciągnąć nauczycieli. I w rezultacie nie będzie miał kto uczyć tych przedmiotów w klasach VII i VIII. Obawiam się o przyszłość.
Z Tomaszem Jurkiem, dyrektorem Szkoły Podstawowej im. Janusza Korczaka w Nowym Świętowie w woj. opolskim, rozmawia Katarzyna Piotrowiak
Czy małe szkoły szybciej niż duże miejskie placówki dostroją się do „Kompasu Jutra”?
– Nawet we wrześniu bardzo trudno będzie nam odpowiedzieć na to pytanie. Do materiałów dotyczących reformy zaglądam w każdej wolnej chwili, analizuję wszystko strona po stronie, bo chcę jak najlepiej zaplanować pracę naszej małej szkoły.
Mamy 65 uczniów i 23 nauczycieli, z czego większość to osoby dojeżdżające nawet po kilkanaście kilometrów w jedną stronę. Tylko 10 nauczycieli jest na etacie. Przy tak małej liczbie godzin i tak dużej grupie dojeżdżających nauczycieli muszę mieć na uwadze preferencje każdego z nich.
Co wynika z tej analizy?
– Jest trochę paradoksów. W przypadku uczniów miało być mniej lekcji, a jest więcej. W klasie IV liczba godzin w tygodniu wzrosła z 24 do 26, w klasach V i VI będzie podobnie, jedynie siódmo- i ósmoklasiści będą mieli nieco mniej lekcji. A po wprowadzeniu obowiązkowej edukacji zdrowotnej wszyscy uczniowie posiedzą w szkole jeszcze dłużej. Trochę to zaskakuje, bo za zmianami miało przemawiać przeciążenie uczniów i brak czasu na rozwijanie zainteresowań.
Wzrost liczby godzin do dyspozycji dyrektora w klasach IV-VIII z czterech do sześciu to z kolei bardzo dobry pomysł. W klasach VIII będziemy mogli przeznaczyć jeszcze dwie godziny na przygotowania do egzaminu ósmoklasisty. To jest bardzo potrzebne. Kiedy jednak patrzę na sytuację nauczycieli, to zaczynam się martwić. Głównie o tych, którzy uczą przedmiotów przyrodniczych takich jak biologia, geografia, chemia i fizyka. Każdy kolejny rok wdrażania reformy będzie dla nich i dla nas wielką niewiadomą.

Reforma zakłada znaczące zmiany w przedmiotach przyrodniczych poprzez wprowadzenie zintegrowanego nauczania przyrody w klasach IV-VI. Podział na poszczególne przedmioty – biologię, geografię, chemię i fizykę – pojawi się w klasach VII-VIII. W ubiegłym roku nauczyciele protestowali przeciwko zmianom, ale próbowano uspokajać nastroje, tłumacząc dość ogólnie, że w pięcioletnim cyklu ma być nawet jedna godzina więcej.
– Niech mi nikt nie mówi, że to nie wpłynie na strukturę zatrudnienia nauczycieli. Być może w przypadku dużych szkół nie będzie z tym problemu i zmiany w liczbie godzin dla przedmiotów przyrodniczych będą niezauważalne, tak jak powrót do nauczania przyrody. Tam, gdzie kadra jest w miarę stała, szkoły sobie poradzą.
Natomiast w małych szkołach, takich jak nasza, nauczyciele przedmiotów przyrodniczych nie są związani z nami na stałe. Ich macierzyste placówki są od nas oddalone, a oni ciągle się przemieszczają. Dlatego zaczynamy się zastanawiać, co ta reforma dla nas oznacza, co się stanie, kiedy za trzy lata przyroda na dobre zastąpi przedmioty przyrodnicze w klasach V i VI. Brak wzmocnienia fizyki, chemii, biologii i geografii w cyklu pięcioletnim może spowodować, że nie będziemy już mieli czym przyciągnąć nauczycieli. I w rezultacie nie będzie miał kto uczyć tych przedmiotów w klasach VII i VIII.
Obawiam się o przyszłość. Zbyt wiele czynników na to wpływa. Biolog, chemik, fizyk, często nawet matematyk przyjeżdżają na kilka godzin i jadą dalej. Nawet jeśli zachęcimy geografa czy biologa, żeby wziął godziny z przyrody, to on kilka razy się zastanowi, zanim powie „tak”.
W nowym Głosie Nauczycielskim: Małe szkoły na krawędzi. Dziś demografia, a jutro „Kompas…”?
A pozostałe czynniki?
– Drugi próg podatkowy, w który wpadają nauczyciele realizujący dodatkowe godziny. Dla tych, którzy pracują w kilku szkołach, jest to opłacalne jedynie w sytuacji, gdy mają minimum 1,5 etatu. Jeżdżenie własnym samochodem między szkołami oddalonymi od siebie o 15-20 km niemało kosztuje nawet bez skoków ceny paliwa. Nauczyciele muszą odczuć, że im się to opłaca. A tak nie jest. Obawiamy się, że w najbliższych latach nauczyciele będą rezygnować z prowadzenia lekcji w szkołach, w których mieli najmniej godzin. W małych szkołach!
Słyszymy, że wielu nauczycieli zgłasza problem z drugim progiem.
– Pod koniec roku, najczęściej w listopadzie, a czasami już w październiku, nauczyciele alarmują, że ich pensje netto maleją, ponieważ wyższy podatek zabiera im znaczną część wynagrodzenia. To powoduje, że każda dodatkowa godzina ponad pensum, np. w takiej małej szkole jak nasza, staje się mniej opłacalna. Mniej atrakcyjna.
Przy rozliczeniu rocznym PIT niejeden nauczyciel musi sporo dopłacić. Przychodzą potem do mnie i pytają, dlaczego tak się stało, i zaczynają się zastanawiać, „jaki sens ma to ciągłe poświęcanie się”. Nawet najbardziej misyjni nauczyciele tracą wiarę, zaczynają sygnalizować, że być może w kolejnym roku szkolnym nie będą się już u nas pojawiać.
Martwy przepis. Tomasz Jurek: Godziny dostępności – to rozwiązanie nigdy się nie przyjęło
Kto prosił tych nauczycieli, żeby dojeżdżali do małej wiejskiej szkoły?
– To my ich błagamy, żeby wzięli kilka godzin. Bierzemy ich na litość. Inaczej nie byłoby lekcji. Trzeba o tym mówić głośno. Nie może być tak, że system podatkowy zniechęca tych ludzi do pracy w szkołach, gdzie brakuje nauczycieli. Oni są dla nas bardzo często jedynym ratunkiem. Coś trzeba z tym zrobić. Nie ma co zwlekać. Albo podwyższamy pensje, albo zmieniamy reguły podatkowe. Rezygnacja nauczyciela to dla małej szkoły katastrofa. Z wieloma dojeżdżającymi nauczycielami współpracujemy od lat. Oni chcą pracować, tylko nie na takich zasadach. „Po co mam tyle pracować, skoro i tak mi zabiorą?” – skarżą się. Tu reforma najbardziej mija się z rzeczywistością, bo nie zadano sobie trudu, żeby sprawdzić, jak zmiany godzinowe wpłyną na sytuację szkół.
To jest wina twórców reformy „Kompas Jutra”?
– Problemy kumulują się od lat. „Kompas Jutra” dawał szansę na nowe otwarcie, uregulowanie przynajmniej części bolączek. Tak się nie stało. Bez koniecznych regulacji nadal będziemy mieli albo wakaty, albo rzeszę ludzi, którzy będą pracowali w kilku szkołach i na koniec roku będą… płakali. Oni dwoją się i troją, żeby dzieci miał kto uczyć.
Co może poprawić sytuację małych szkół i zachęcić nauczycieli dojeżdżających do kontynuowania współpracy?
– Szersze spojrzenie na to, jak obecnie działa system edukacji, nie tylko z perspektywy dużych miast, które zawsze sobie poradzą. To pokazuje, że w edukacji nie ma prostych zależności, tak jak w przypadku niżu demograficznego. Sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana, niż się wydaje, a w przypadku małych szkół nie tylko brak uczniów, ale też brak kadr może oznaczać likwidację.
(…)
Edukacja to nie są tabelki. Ilona Kielańska: Tylko presja społeczna może uratować szkołę
Dostrojenie zmian do aktualnej sytuacji w szkołach jest realne?
– Reforma zbiegła się z wieloma kryzysami, które narastały od lat. Dlatego tak trudno jest w tej chwili mówić o reformie w oderwaniu od sytuacji finansowej nauczycieli, drugiego progu podatkowego, liczebności klas, niżu demograficznego, malejącej z każdym rokiem liczby małych szkół publicznych.
W szkolnictwie publicznym kryzys goni kryzys. To jest moment, kiedy trzeba to zauważyć. Powiedzieć: „tak, wiemy”, „tak, widzimy”. Bo czy MEN wie, że nauczyciele nawet jak dostają nagrody za ciężką pracę i zaangażowanie, to zamiast się nimi cieszyć, odkładają je na koncie, żeby potem z tego uregulować zwrot w Urzędzie Skarbowym?
Sytuację tę mogą doskonale podsumować tzw. nagrody powodziowe wręczane dyrektorom szkół przez MEN w ubiegłym roku. Nagroda wynosiła 8 tys. zł, ale na konto dostałem 4 tys. zł, bo wpadłem w drugi próg podatkowy. Tak jak nagroda dla nauczyciela nie jest wygraną w totolotka, tak edukacja to nie tylko duże szkoły. Te małe też są ważne, bo one istnieją dzięki wysiłkowi wielu nauczycieli.
Dziękuję za rozmowę.
Przedstawiamy skróconą wersję wywiadu opublikowanego w Głosie Nauczycielskim nr 16-17 z 22-29 kwietnia br. Całość w wydaniu drukowanym i elektronicznym (e.glos.pl)
Fot. Archiwum prywatne