20 lat Konkursu. Marzena Kędra, Nauczyciel Roku 2012: Drobiazg, który jest wszystkim

Pamiętam ten dzień doskonale. Napięcie wzrasta, serce wali jak oszalałe, a prowadzący Galę Artur Barciś odczytuje z kartki – Nauczycielem Roku 2012 została Marzena Kędra, ściska mnie w gardle i połykam łzy wzruszenia.

To właśnie był ten dzień, który zmienił wszystko w moim życiu, bo gdy już opadł kurz, zadałam sobie pytania: Na ile moje marzenia o lepszej szkole są marzeniami również nauczycieli, z którymi pracuję? Czy potrafię oddać im władzę?

I o tym będzie moja historia. O olśnieniu, które pomogło mi wyzwolić się ze strachu i iść naprzód.

Tu muszę wrócić do początku mojej pracy na stanowisku dyrektorki szkoły…

Przez te lata marzyłam o szkole, w której wszystko jest tak, jak w szkole być powinno. Czyli – nauczyciele przychodzą do niej ze względu na dzieci, bo lubią z nimi być. Uczniowie zaś – żeby rozwijać zdolności do samodzielnego myślenia oraz zaspokajać naturalny głód poznawania świata.

Rozpoczęłam „budowę” nowej w założeniach pedagogicznych szkoły, inspirowanej głównie pedagogiką Janusza Korczaka i Celestyna Freineta. Ich koncepcje pedagogiczne to nie tylko słowa, ale głównie praktyczne działanie, bo prawdziwe słowa muszą się potwierdzać w działaniu. Spoiwem, które łączy obie pedagogiki, jest współpraca, współdziałanie i dialog, rozwój w warunkach poszanowania godności i prawa do rozwoju innych ludzi.

Uważałam wtedy, że jako dyrektor muszę mieć pomysły i wdrażać je systematycznie w życie. Gdy z sukcesem zdobyłam pieniądze na realizację jakiegoś projektu, sama decydowałam o tym, jak go realizować, jakie kupić wyposażenie, jak zaaranżować przestrzeń. Nauczyciele nawet chętnie włączali się realizację, wtedy jeszcze nie zauważałam, że moje pomysły niekoniecznie są ich pomysłami. Tak bardzo chciałam, aby moi uczniowie byli szczęśliwi w szkole, że zapomniałam o nauczycielach i chyba też o swoich freinetowskich przekonaniach. Bałam się porażki, że jeżeli coś się nie uda, to dyrektor poniesie odpowiedzialność. Miałam też przekonanie, że ja to zrobię najlepiej.

Pierwsza lampka zapaliła mi się podczas spotkania uczniów z moimi przyjaciółmi z Francji. Był w Dniu Chłopca we wrześniu 2012 r. Dziewczynka śpiewała piosenkę „Cicho, cichusieńko” – po zakończeniu występu podchodzi do niej moja przyjaciółka i mówi: „Dlaczego tak głośno śpiewałaś tę piosenkę, powinnaś zaśpiewać ją ciszej. Dziewczyna zaśpiewała jeszcze raz zgodnie z udzieloną poradą. Na ten komentarz mój francuski przyjaciel powiedział: „Olu, nie dawaj gotowych rozwiązań. Zapytaj, o czym jest ta piosenka, a ona z pewnością odpowiedziałaby, że o ciszy i sama by wpadła na pomysł, że trzeba ją zaśpiewać inaczej”.

Pomyślałam wówczas, „No tak, ma rację. Przecież ja też nigdy nie narzucam dzieciom gotowych rozwiązań, ale czekam na ich pomysły. Daję dzieciom przestrzeń, a nauczycielom?”

Niebawem nadarzyła się okazja. Każdego roku w szkole odbywały się ogólnopolskie konferencje dla nauczycieli. Bardzo lubiłam je organizować, z wielką precyzją układałam program, zapraszałam prelegentów, wyznaczałam nauczycieli do prowadzenia warsztatów, mówiłam, jak przygotować uczniów do występów – jednym słowem – miałam zestaw gotowych pomysłów i rozwiązań.

Również owego pamiętnego 2012 r. rozpoczęłam przygotowania do konferencji. Miałam już gotowy plan i właśnie wtedy pomyślałam – zaryzykuję i zaproszę nauczycieli do wspólnego zaprojektowania konferencji.

Jakże byli zaskoczeni moją propozycją, niektórzy tak podekscytowani, że od razu zaczęli zgłaszać pomysły. Ustaliliśmy jednak, że ponownie spotkamy się za trzy dni, każdy przygotuje swoje propozycje, przedyskutujemy je i ustalimy program i harmonogram pracy. Jakie było moje zdziwienie, gdy po trzech dniach okazało się, że wszystkie pomysły są genialne, kreatywne i wnoszące powiew nowości.

Konferencja zakończyła się wielkim sukcesem, a jej uczestnicy długo wspominali o spotkaniu z niesamowitymi, pełnymi pasji i zapału nauczycielami.

Po dwóch latach od momentu, gdy zrozumiałam, że warto być odważnym i trzeba oddawać przestrzeń nauczycielom – odeszłam z tej szkoły. W szkole pojawiła się nowa dyrektorka, która niedługo po objęciu stanowiska miała wypadek i była na zwolnieniu lekarskim prawie siedem miesięcy. Wtedy okazało się, że mimo braku dyrektora nauczyciele nie zatrzymali się w swoich działaniach, podejmowali kolejne wyzwania, realizowali wspólnie projekty, a nawet wydali książkę. Często kontaktowali się ze mną, radząc się w różnych kwestiach i zawsze wtedy pojawiało się zdanie – „Dzięki tobie mamy siłę, jesteśmy wolni w swoim myśleniu, działaniu, dałaś nam przestrzeń, a przede wszystkim  w nas uwierzyłaś”.

Aby to zrozumieć, potrzebowałam… siedmiu lat. Ale jestem przekonana, że gdyby nie ten wyjątkowy dzień, może nigdy bym tego nie zrozumiała. Dało mi to poczucie wolności i zapoczątkowało twórczy okres w moim życiu.

W 2014 r. rozpoczęłam pracę w nowej szkole, w szkole Cogito. I znowu strach, dylemat. Zaufać? Oddać nauczycielom przestrzeń – przecież ich nie znam?

Życie szybko zweryfikowało moje wątpliwości.

Pełna entuzjazmu, starannie wybrałam i kupiłam pomoce dydaktyczne. Byłam z siebie dumna, gdy je przekazywałam nauczycielom. A oni? Popatrzyli, podziękowali, wzięli. Ale po kilku tygodniach odkryłam, że nikt z nich nie korzysta. Dlaczego? Wtedy usłyszałam, że im nie odpowiadają, ale nie umieli mi tego powiedzieć. Pomyślałam: no tak mają rację. Oni potrzebują wolności, przestrzeni, bo wtedy w pełni wezmą odpowiedzialność za swoje wybory.

A jak to wygląda teraz? Kiedy mam jakiś ciekawy pomysł, to przedstawiam go nauczycielom, szczegółowo omawiamy, szukamy rozwiązań, czasami się spieramy, oj nawet często. Ja przekonuję ich do swoich racji, oni mnie do swoich W końcu znajdujemy złoty środek. Wtedy jestem też pewna, że gdy zaczynamy wdrażać nowy pomysł, to żyje on w umysłach i sercach nauczycieli, bo jest ich, a oni czują wolność i biorą odpowiedzialność za realizację.

Dzisiaj nie boję się porażek, bo wiem, że mam wsparcie w nauczycielkach Mistrzyniach i nauczycielach Mistrzach – tak też ich nazywam. Uważam, że umiejętne uczenie nauczycieli samodzielności z czasem pobudza potencjał i motywację w każdym z nich. Mam też odwagę podążać za głosem serca i intuicji.

I wiecie co jest najważniejsze – no właśnie, takie wartości jak współpraca, współdziałanie i dialog nie są już fasadowe, ale w końcu są prawdziwe w naszym dążeniu do lepszej szkoły.

Czasami doznajemy olśnienia i to pomaga nam iść naprzód.

Marzena Kędra

Nauczyciel Roku 2003

Wypowiedź ukazała się w GN nr 24 z 15 czerwca br. Fot. Rajmund Nafalski

***

Od redakcji: Tak, tak! Trudno w to uwierzyć, ale Konkurs Nauczyciel Roku ma 20 lat! W najnowszej edycji już po raz 20. uhonorujemy Nauczyciela Roku oraz pozostałych finalistów. Z okazji tego jubileuszu poprosiliśmy zwycięzców dotychczasowych edycji Konkursu o garść refleksji, wspomnień i o próbę podsumowania, czym był i jest dla nich ten Konkurs, co zmieniło w ich życiu i pracy otrzymanie tytułu Nauczyciel Roku.

20 lat Konkursu. Danuta Konatkiewicz, Nauczyciel Roku 2006: Energia, która wciąż jest we mnie

20 lat Konkursu. Wiesław Włodarski, Nauczyciel Roku 2007: Czuję się nauczycielem spełnionym

20 lat Konkursu. Dariusz Kulma, Nauczyciel Roku 2008: Bardzo trudno powiedzieć, co dał mi tytuł Nauczyciela Roku

20 lat Konkursu. Radosław Moskal, Nauczyciel Roku 2009: Czułem się jak złoty medalista

20 lat Konkursu. Marek Golka, Nauczyciel Roku 2010: Jestem ciągle ten sam, tylko siwych włosów przybyło

Anna Sosna, Nauczyciel Roku 2011: Przekuwanie marzeń w rzeczywistość