Felieton: Zaklepać korepetycje


Jak pamiętamy, kwietniowy strajk zakończył się deklaracją, że przestajemy się poświęcać. Pracujemy solidnie, ale nie więcej, niż wynika z umowy. Skoro społeczeństwo nie dostrzega naszego dodatkowego wysiłku na rzecz uczniów, a rządowi na tym w ogóle nie zależy, przestajemy się wysilać. Robimy swoje. Powoli i dokładnie, ale bez porywów serca i szczególnego zaangażowania. Niektórzy nazwali to strajkiem włoskim.

Rodzice przyjęli te deklaracje jako rzecz oczywistą i natychmiast rzucili się do załatwiania prywatnych lekcji dla dzieci. Szkoła publiczna będzie zapewniać tyle, ile kontraktuje polskie państwo, czyli minimum. Byłoby nieludzkie wymagać od pracownika cudów – poświęcenia i wznoszenia się nad poziomy, gdy płaci mu się wyłącznie za podstawowe czynności. W budżecie nie przewidziano dodatkowych pieniędzy nawet dla wyróżniających się nauczycieli, co oznacza, że pracodawca nie oczekuje od nas wybijania się ponad przeciętność. Takie są fakty. Publiczna edukacja ma być miałka i przeciętna. O to chodzi temu rządowi, takie nakłady zaplanował w budżecie, strajk to wszystkim uprzytomnił.

(…)



Dariusz Chętkowski

Więcej – tylko w GN nr 38 (e-wydanie)



Pozostałe artykuły w numerze 38/2019: