Felieton. Przychodzi teoretyk do praktyka


Jak ktoś pragnie przygody, powinien wybrać się w podróż pociągiem. Dłuższa czy krótsza trasa, zawsze coś ciekawego się zdarzy. Także w tym przypadku wyjątku nie było. Ledwo zająłem miejsce, zaczepił mnie jakiś młodzieniec. Przedstawił się, że jest doktorem nauk pedagogicznych, pracuje na Uniwersytecie Warszawskim, przygotowuje studentów do pracy z dziećmi i młodzieżą, a poza tym jest moim byłym uczniem. „Miło pana widzieć, panie profesorze. Co słychać w pańskiej pracy?”.

Przez moje ręce przeszło, lekko licząc, z 10 tys. uczniów, więc spotkanie z absolwentem to norma. Tyrało się, oj, tyrało i wciąż tyra. No taki los belfra, że orze, jak może. W kilku szkołach naraz. Czasu nie mam na dokształcanie, bo trzeba zarabiać na życie. Odpowiedziałem więc, że w mojej nauczycielskiej robocie tyle się dzieje, że musielibyśmy jechać co najmniej do Władywostoku, abym zdążył opowiedzieć. Pociąg z Warszawy do Łodzi jedzie zaś tak krótko, zaledwie godzinę i 20 minut, że nie ma sensu zaczynać. „Lepiej opowiedz, co słychać u ciebie?”

Doktor zasępił się i powiedział, że bardzo liczy na to, iż opowiem mu o szkole. Tak się bowiem złożyło, że uczy studentów, na czym polega praca z dziećmi, a nie ma żadnego doświadczenia. Jest stuprocentowym teoretykiem. Uczy więc wyłącznie teorii, natomiast studenci domagają się choć odrobiny wiedzy praktycznej. Dlatego prosi mnie o pomoc. Czy dużo się zmieniło od czasu, kiedy byłem jego nauczycielem, czyli kilkanaście lat temu?



(…)

 

Dariusz Chętkowski

Więcej – Głos Nauczycielski nr 42  (e-wydanie)



Pozostałe artykuły w numerze 42/2019: