Pełnym głosem. Żeby władzy chciało się chcieć


14 tygodni od rozpoczęcia sporu zbiorowego, sześć tygodni od wyznaczenia terminu strajku, ponad tydzień o rozpoczęcia akcji strajkowej… Czas mija, a rząd wciąż mówi, że chce rozmawiać z protestującymi pracownikami oświaty. Z naciskiem na „mówi”, bo czy „chce”, to już inna sprawa. Może to odpowiednio ocenić każdy, kto śledzi wydarzenia przedstrajkowe i strajkowe. Z „chcenia” rządowi należy się niedostateczny, jedynka. Szkoły stanęły. Co jeszcze musi się wydarzyć, żeby rządowi chciało się chcieć?

Czas mija, a rząd ma od wielu dni tylko jedną, żelazną „ofertę” dla strajkujących – to porozumienie, które zostało podpisane z szefami oświatowej „Solidarności”, ale jednocześnie było odrzucone przez wielu członków tego związku, uczestniczących w strajku. Pardon, rząd ma jeszcze w zanadrzu „nowy pakt społeczny”, czyli dołożenie do pensum czterech lub sześciu godzin w zamian za mgliste obietnice podwyżki. Mgliste, bo obiecywany wzrost pensji ma dotyczyć stawek średniego wynagrodzenia, a więc stawek wirtualnych.



(…)

 

Jakub Rzekanowski

 

Więcej – GN nr 16-17 (e-wydanie)



Pozostałe artykuły w numerze 16-17/2019: