Felieton. Ściągać też można uczciwie


Nie będę kłamał – w szkole zdarzało mi się ściągać. Zawsze się bałem wsypy, ale czasem uciekałem się do tej metody. Czy się tego wstydzę? Nie. Samo zrobienie ściągi z niemieckiego było nauką, paradoksalnie dzięki zrobieniu jej nie musiałem potem ściągać na sprawdzianie. Pewnie każdy tak miał. Zresztą w polskim systemie wszystko weryfikują egzaminy, które ja szczęśliwie mam za sobą.

Nauki w polskiej szkole było i jest dużo. Nie dziwię się więc uczniom, że zdarza im się testować inteligencję/spostrzegawczość/cierpliwość (proszę sobie wybrać) nauczycieli. Tak zbudowany jest świat. Uczniowie ściągali i będą ściągać. Pogodziłem się z tym, jeszcze zanim rozpocząłem pracę w szkole. Próbuję to minimalizować, pozwalając uczniom poprawiać każdą pracę do skutku i wpisując do dziennika tylko najlepszy wynik. Staram się unikać wiedzy encyklopedycznej i sprawdzać umiejętności. Wymagam od uczniów rozumienia pojęć, a nie przytaczania ich definicji. Nieraz robię sprawdziany, które można pisać z notatkami. Dzięki temu, nawet gdybym wyszedł z sali, pewnie część uczniów pracowałaby uczciwie.

(…)



Dariusz Żółtowski, nauczyciel języka polskiego

Więcej  – GN nr 51-52 (e-wydanie)



Pozostałe artykuły w numerze 51-52/2020: