Felieton. Ostatnia deska ratunku




Tyle osób życzyło mi, aby 2021 r. był lepszy od poprzedniego, że nabrałem pewności, iż to pewne jak w banku. Jakież było moje zaskoczenie, gdy na spacerze z psem poślizgnąłem się, poleciałem jak długi i wyrżnąłem ramieniem w bryłę lodu. Bolało i boli strasznie. Proszę Państwa, coś takiego nie przydarzyło mi się w całym 2020 r. A tu, proszę, styczeń się nie skończył, a ja prawie zostałem kaleką. Nie tak przecież miało być.

Teraz codziennie muszę smarować ramię kojącym żelem, ale to niewiele pomaga. Przy okazji masowania bolącego miejsca odkryłem dziwną narośl. Oglądam, dziwię się niezmiernie, bo przecież rok miał być szczęśliwy, a tu taka niespodzianka. Nie mogę wręcz patrzeć na siebie, takie to okropne. W końcu pokazuję znajomemu lekarzowi, bo przecież temu w przychodni nie będę tłumaczył przez telefon. Słowa nie opiszą problemu. Kolega ogląda, maca, coś tam mruczy, a wreszcie wyrokuje, że trzeba by zbadać i jak się nada, to wyciąć.

Jak to? – krzyczę. Operacja w szczęśliwym roku? W 2020 r. nikt mi ciała nie kroił, niczego nie wycinał, a tu już w styczniu chcą mnie posłać na stół operacyjny? To co będzie w lutym? Kategorycznie odmawiam. Cały czas wierzę, że 2021 r. będzie szczęśliwy, dlatego nie oddam się w łapy żadnego chirurga, poczekam, aż narośl sama odpadnie.



(…)

 

Dariusz Chętkowski

 

Cały felieton – GN nr 5-6 (e-wydanie)



Pozostałe artykuły w numerze 5-6/2021: