Felieton. Metodyka nauczania online


Mam taki zwyczaj, że jak przyjaciel nie dzwoni do mnie przez miesiąc, przestaję go uważać za przyjaciela. Usuwam delikwenta z listy kontaktów w telefonie i po kłopocie. Potem może sobie dzwonić do upadłego, a i tak się nie dodzwoni, gdyż nieznanych numerów nie odbieram. Niech się teraz postara. Podobną metodę stosuję w nauczaniu online ze starszymi licealistami.

Kiedy proszę maturzystę do odpowiedzi, a ten mi pisze w konwersacji, że nagle przestał działać mikrofon, mówię trudno. Ponieważ mam do czynienia z osobnikiem tylko pozornie dojrzałym, daję mu jeszcze dwie szanse. Jak za trzecim razem wciąż mikrofon nie działa, skreślam człowieka z listy aktywnych uczniów. Jest wprawdzie nadal na lekcjach, ale tak, jakby go wcale nie było. Słowem się do niego nie odzywam.

Od kiedy tak postępuję, klasy mam tylko na papierze 34-osobowe, w rzeczywistości zaś różnie. Wszystko bowiem zależy od „mikrofonów”. Na przykład w klasie 2g mam sześcioro uczniów, z którymi intensywnie pracuję. W 2c – ośmioro, w 3b – pięcioro, natomiast w 3d aż 17, ale pracuję nad tym, aby im też mikrofony przestały działać. Zadaję coraz trudniejsze pytania, żądam wręcz cudów, jednak bez rezultatu. No nic, wymyślę takie pytania, że nawet najdoskonalsza elektronika wysiądzie. Moim celem jest bowiem konwersacja z tymi, którzy chcą się aktywnie uczyć online, czyli z ambitnymi zapaleńcami, reszta zaś uczniów ma patrzeć, słuchać i notować. Bierna nauka jest bowiem lepsza od aktywności „na odczepnego”.



(…)

 

Dariusz Chętkowski

Cały felieton – GN nr 7-8 (e-wydanie)

 



Pozostałe artykuły w numerze 7-8/2021: