Felieton. Można zwariować


Informacja, jaką na posiedzeniu rady pedagogicznej podał dyrektor, podziałała na mnie niczym uderzenie obuchem siekiery w głowę. Wyszedłem ze szkoły jak potłuczony i nawet nie zauważyłem, że nie mam na twarzy maseczki.

W takim stanie paradowałem po Piotrkowskiej, doszedłem do Manufaktury, buszowałem po w sklepach, stałem w kolejce do kasy – i nic.

Nikt mi nie zwrócił uwagi. Ludzie tylko dziwnie patrzyli, ale jestem do tego przyzwyczajony. Po każdym posiedzeniu dzieje się ze mną coś dziwnego. Dlatego nie wsiadam do samochodu, bo mógłbym rozjechać 10 osób na pasach i niczego bym nie zauważył. Jednak komunikacją miejską też jeździć nie mogę. Raz usiadłem kobiecie na kolanach, bo byłem przekonany, że miejsce jest wolne. Wrzasnęła jak oparzona. Kochana, gdyby pani wiedziała, co się dzieje u nas na posiedzeniach rady pedagogicznej, byłaby pani bardziej wyrozumiała. Podejrzewam, że nawet pozwoliłaby mi pani na swoich kolanach posiedzieć. Tak źle się dzieje teraz w szkołach.



(…)

 

Dariusz Chętkowski

 

Więcej– GN nr 7-8 (e-wydanie)

 



Pozostałe artykuły w numerze 7-8/2021: